Reklama

Cartusia znów przegrywa w końcówce

Piłkarze Cartusii wciąż nie mogą odnaleźć formy. W ostatniej kolejce "bałtyckiej" III ligi przegrali już po raz piąty w tym sezonie. Tym razem lepszy okazał się Chemik Police, gola na wagę kompletu punktów zdobywając w doliczonym już czasie gry.

Choć podopieczni Jerzego Jastrzębowskiego punkty znów dali sobie wydrzeć w ostatniej akcji meczu, w przekroju całego spotkania Chemik był ekipą zdecydowanie lepszą i trzy punkty zdobył zasłużenie. O wyraźnej przewadze gospodarzy świadczyć mogą choćby statystyki - na bramkę strzeżoną przez Tułowieckiego strzelano jedenaście razy, podczas gdy team z Kaszub zagroził rywalom zaledwie czterokrotnie.

Po raz pierwszy Chemik stanął przed szansą już w 12 minucie, gdy po fatalnym zagraniu Karasińskiego w sytuacji "sam na sam" znalazł się Grabarczyk. Nasz bramkarz wyszedł jednak z niej obronną ręką. Dwie minuty później tyle szczęścia już nie miał. Do prostopadłej piłki jako pierwszy dopadł wspomniany już Grabarczyk i pewnym uderzeniem zrehabilitował się za zmarnowaną chwilę wcześniej akcję.

Cartusia odpowiedziała dopiero po blisko 30 minutach gry, ale główka Rusinka nie była w stanie sprawić kłopotów Strzelcowi. Tuż przed przerwą Chemik mógł i powinien podwyższyć prowadzenie, ale od straty drugiego gola znów uratował nas Tułowiecki, z trudem sparując do boku uderzenie Jakubiaka. Groźnie było też jednak na drugiej połowie boiska, gdy po niepewnym wyjściu Strzelca piłka trafiła wprost pod nogi Gładczuka, ale najwyraźniej zaskoczony takim obrotem spraw kartuski obrońca nie przymierzył dokładnie i trafił prosto w rozpaczliwie interweniującego jeszcze bramkarza.

Druga połowa rozpoczęła się od kolejnego popisu Tułowieckiego, który w 47 minucie nie dał się pokonać Kosakowskiemu, który przedostał się bez większego trudu przez wyjątkowo dziurawą w tym sezonie defensywę Cartusii.

Po 10 minutach tej części meczu był jednak już remis. Jedna z nielicznych akcji uskrzydlających przyniosła nam rzut karny. W "16-tkę" wbiegł z piłką Dawidowski, którego bez pardonu powalono na ziemię. Piłkę na wapnie ustawił Domjan, nie dając Strzelcowi najmniejszych szans.

Miejscowi nie zrażeni stratą bramki rzucili się do ataków i z każdą upływającą minutą atakowali z coraz większą determinacją. Okazje mieli m.in. w 68, 72 i 80 minucie. Cartusię ratował jednak albo Tułowiecki albo poprzeczka.

Gdy doliczony czas gry dobiegał już końca i wydawało się, że kartuzianie wrócą z Polic z punktem za remis, decydujący cios ze stoickim spokojem zadał Kosakowski. Kolejnym prostopadłym podaniem wiele kłopotów sprawił naszym obrońcom Jóźwiak. Do piłki doszedł Kosakowski, na 14 metrze położył jeszcze jednego z niebiesko-biało-czarnych, po czym precyzyjnie umieścił ją w siatce, obok bezradnego w tej sytuacji Tułowieckiego. Chwilę później arbiter zagwizdał po raz ostatni.

Chemik Police - Cartusia 1923 Kartuzy 2:1 (1:0)
Grabarczyk 14, Kosakowski 90+3 - Domjan 56(k.)

CARTUSIA: Tułowiecki - Chyła, Gładczuk, Karasiński, Nurek - Domjan, Dawidowski (69" Papina), Hejden, Rubin - Rusinek (46" Puczyński), Kordyl

CHEMIK: Strzelec - Jakubiak, Baranowski, Domin, Górski (62" Szewczykowski) - Bieniek, Rembisz (71" Krawiec), Kosakowski, Jóźwiak - Sajewicz (46" Fadecki), Grabarczyk (77" Skowron)

Bartek Gruba
Aplikacja na Androida

Obserwuj nas na Obserwuje nas na Google NewsGoogle News

Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!

Reklama

Komentarze opinie

  • Awatar użytkownika
    Konto usunięte 15 - niezalogowany 2011-09-19 13:49:32

    Kiedyś przyjdą te lepsze słoneczne dni.

    odpowiedz
    • Zgłoś wpis

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.



Reklama

Wideo Kartuzy.info




Reklama
Reklama
Reklama
Reklama
Najnowsze wiadomości