Komu mało było adrenaliny po środowym spotkaniu przed tygodniem 13 maja br. z Gryfem Słupsk (Cartusia ograła na własnym boisku trzeci zespół tabeli 5:4), mógł udać się już w sobotę 16 maja br. do Redy, gdzie biało-niebiesko-czarni stworzyli jeszcze bardziej emocjonujące widowisko, wygrywając ostatecznie 4:3.
Po serii udanych występów z czołowymi ekipami ligi, wyjazd do Redy wydawał się być spacerkiem i zwyczajną formalnością. Tymczasem po pierwszych, rozegranych w strugach deszczu 30 minutach, Orlęta prowadziły sensacyjnie 3:0! Dość dodać, że we wcześniejszych 25 kolejkach tego sezonu miejscowi zdołali zdobyć łącznie ledwie 9 goli!
Zaczęło się już w 4 minucie od błędu Czyżniewskiego. Bramkarz poślizgnął się, próbując interweniować przy akcji rywali prawą stroną i Marcinowi Sadowskiemu nie pozostało nic innego jak umieścić piłkę w siatce. Dziesięć minut później ten sam zawodnik wpisał się na listę strzelców po raz drugi, a po kolejnym kwadransie traciliśmy już do gospodarzy trzy gole. Po faulu w polu karnym sędzia podyktował „jedenastkę”, której skutecznym egzekutorem okazał się Królik. W szeregi Cartusi wkradła się prawdziwa konsternacja, ale na szczęście zespół pokazał charakter i dalej grał swoje.
Ataki kartuzian zaczęły sunąć na bramkę ekipy z Redy z coraz większym animuszem, co przyniosło pierwsze efekty jeszcze przed zmianą stron, w 40 minucie spotkania. Gola dającego jeszcze wiarę na odwrócenie losów rywalizacji zdobył strzałem głową Irek Stencel.
Po przerwie podopieczni Adama Adamusa zmienili nieco ustawienie. Za grającego z kontuzją Kempińskiego wszedł Gruchała, co jeszcze bardziej wzmocniło siłę rażenia kartuskiego teamu. Taktyka okazała się skuteczna, bo w 55 minucie padł kontaktowy gol dla Cartusi. Strzelcem okazał się niezawodny Zagórski. Niestety kolejne minuty i kolejne zmiany (na boisku pojawili się m.in. Więckiewicz, Hoffman i Murawski) długo nie przynosiły rezultatu. Opadające z sił Orlęta broniły się jak mogły. W końcu ich blok defensywny jednak skapitulował, choć zabrakło naprawdę niewiele. Bramka wyrównująca padła bowiem dopiero w 87 minucie meczu, a swojego drugiego gola zaliczył Zagórski.
„Z piekła do nieba” chciałoby się rzec, lecz na tym emocje się nie skończyły. Cartusia poszła za ciosem. W końcowych już fragmentach na rajd lewą stroną zdecydował się jeszcze Dawidowski, minął jednego z obrońców, wbiegł w pole karne i padł na murawę, ścięty przez jednego z zawodników miejscowych. Sędzia bez wahania wskazał „wapno”. Do piłki podszedł Zagórski, przymierzył i pewnym strzałem skompletował swojego hat-tricka. Nasz lider z 16 trafieniami zasiadł tym samym samodzielnie na fotelu najskuteczniejszego strzelca ligi!
Wielkie brawa dla Cartusi za konsekwencję i charakter, dzięki którym z przegranego już praktycznie meczu udało się przywieźć do Kartuz cenne trzy punkty. Dziś o godz. 16 na stadionie przy ulicy 3 Maja odbędzie się zaległy mecz z Dąbem Dębno. Ewentualna wygrana i w tym meczu pozwoli biało-niebiesko-czarnym wyprzedzić Kaszubię i wskoczyć na piąte miejsce w tabeli.
Orlęta Reda - Cartusia Kartuzy 3:4
Marcin Sadowski 4, 15 Ireneusz Stencel 40
Marcin Królik 30 (k) Piotr Zagórski 55, 87, 90 (k)
Cartusia rozpoczęła w składzie: Czyżniewski - Mach, Stencel, Karasiński, Kempiński - Banaszak, Zagórski, Rubin, Bubienko, Dawidowski - Mitura
Bartek Gruba
Uwaga kibice!
Zarząd klubu Dąb Dębno przełożył dzisiejszy mecz na stadionie przy ulicy 3 Maja w Kartuzach z godziny 16 na 18.
Obserwuj nas na Google News
Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!
Komentarze