Sobotnia ligowa potyczka Cartusii 1923 Kartuzy z Polonią Gdańsk była ostatnim meczem naszych piłkarzy przed własną publicznością w tym sezonie. Pożegnanie wypadło bardzo dobrze, bo niebiesko-biało-czarni odnieśli 12 zwycięstwo w rozgrywkach i mogą być już pewni, że w najgorszym wypadku zakończą zmagania na szóstym miejscu w tabeli. Dla rywali z Gdańska porażka na Kaszubach oznacza zaś spory krok w kierunku degradacji.
O wiele większe znaczenie ostatni mecz sezonu 2012/2013 w Kartuzach miał dla ekipy z Gdańska. Polonia wciąż walczy bowiem o utrzymanie i punkty w tej potyczce były dla niej na wagę złota. Gospodarze grają już w zasadzie tylko o jak najlepszą lokatę w tabeli, a rywalizację z Polonią mogli potraktować jako okazję do godnego pożegnania się ze swoimi kibicami i podziękowania im zwycięstwem za doping przez cały sezon.
Mimo, że w tabeli dzieliło obie ekipy aż 9 miejsc i 10 punktów, różnicy tej nie było widać na murawie. Gra była bardzo wyrównana, a okazji do bramek nie brakowało po obu stronach boiskach. Gol długo jednak nie mógł paść, bo w decydujących momentach brakowało zdecydowania, dokładności i wreszcie skuteczności.
Sytuacja zmieniła się tuż przed przerwą, gdy celnym strzałem na długi słupek swoich dawnych kolegów pogrążył Łukasz Andrychowski. Pierwsza połowa zakończyła się więc skromnym prowadzeniem Cartusi 1:0.
Po zmianie stron tempo gry wyraźnie zwolniło, a piłka częściej znajdowała się w środku pola aniżeli w polu karnym którejkolwiek z drużyn. Dało się też zauważyć rosnącą z minuty na minutę determinację polonistów. Szczególnie dużo problemów sprawiały naszym obrońcom długie, krosowe podania oraz indywidualne rajdy Macieja Osłowskiego. Koledzy z drużyny nie potrafili jednak zrobić z nich właściwego pożytku.
Cartusia mogła zadać decydujący cios na kilka minut przed końcem, gdy po błędzie obrońców w doskonałej sytuacji znalazł się Dawidowski. Nim zdołał się obrócić i oddać strzał, bezpardonowo powalony został na ziemię przez interweniującego za polem karnym bramkarza. Sędzia bez namysłu pokazał mu za to zagranie czerwoną kartkę, ale wynik nie uległ zmianie.
Gorąco było też kilka chwil później pod bramką Tułowieckiego, gdy po strzale z dystansu piłka odbiła się rykoszetem od nóg jednego z obrońców i Tułowiecki cudem przeniósł zmierzającą do siatki futbolówkę nad poprzeczką. To była zdecydowanie najlepsza okazja Polonii do wyrównania. Szczęśliwie zaraz potem sędzia odgwizdał koniec spotkania i kartuzianie mogli cieszyć się z kompletu punktów.
Komentarze