Reklama

Chmielno. Na plaży jest spokojnie i bezpiecznie

06/08/2010 08:39
Na tegoroczny sezon turystyczny oddano do użytku nowy domek ratownika na gminnej plaży nad jeziorem Kłodno w Chmielnie. W tej chwili nad bezpieczeństwem wypoczywających tam osób czuwa dwójka ratowników WOPR-u, którzy będą tam aż do końca sierpnia br. Jak do tej pory nie odnotowano żadnych przykrych incydentów.

Aneta i Rafał Mikołajczakowie, ratownicy z Bydgoszczy, przez osiem godzin dziennie pilnują spokoju i bezpieczeństwa przebywających tam ludzi. Najtrudniej jest w upalne dni i podczas weekendów, bo wówczas plaża jest najbardziej oblegana.

- Czujni musimy być przez cały czas – stwierdziła pani Aneta, która jest ratownikiem od siedemnastu lat. – Nieustannie „latamy” wzrokiem po plaży. Kiedy jest jeszcze mało ludzi, to nawet ich liczymy. Jeżeli kogoś nam brakuje, to sprawdzamy, czy leży na swoim kocu. Szczególnie zwracamy uwagę na tych, którzy spożywają alkohol. Niestety, tacy się zdarzają.

Któregoś dnia o piątej nad ranem na równe nogi postawiła ich grupka głośno zachowujących się młodzieńców, którzy byli bardzo zdziwieni, że na plaży jest… pusto. Na szczęście do przykrych incydentów nie doszło.

Państwo Mikołajczakowie w Chmielnie są po raz pierwszy w życiu. Miarą ich zadowoleniu z pobytu na Kaszubach jest fakt, iż w dotychczasowej pracy za domem tęsknili już po dwóch tygodniach. W Chmielnie zaś nie liczą czasu do odjazdu.

Szczególnej troski z ich strony wymagają dzieci pływające na dmuchanych kołach i materacach. Wystarczy moment, by milusiński wysmyknął się z takiego koła i nieszczęście gotowe. Brak odpowiednich umiejętności sprawi, że migiem może znaleźć się pod wodą. Również materac jest tylko pozornie bezpieczny. Najczęściej korzystają z niego dzieci, które nie umieją pływać. Wystarczy fala, niefortunny upadek na głowę i dziecko może już nie wypłynąć.

- Rodzice są bardzo nieodpowiedzialni – z żalem w głosie stwierdziła pani Aneta. - Wylegują się na kocach i puszczają dzieci samopas, myśląc, że są bezpiecznie, bo woda jest płytka. Tyle, że tak jest do czasu, aż niepilnowane dziecko zrobi sobie spacer na głęboka wodę. Jeżeli nam rodzice nie pomogą, to ratownik jest już tylko do tego, aby dziecko reanimować. - Na szczęście żadnej poważnej interwencji do tej pory nie odnotowaliśmy - dodała.

– Dobrze się stało, że stary drewniany i mocno już wysłużony domek ratownika pochodzący jeszcze z lat 70. został zastąpiony nowym obiektem – powiedziała Wanda Szczęsna, dyrektor chmieleńskiego GOK-u, pod którego jest od pieczą. - Powstał on w niecałe trzy miesiące. W listopadzie ubiegłego roku był już gotowy. Na poddaszu budynku są pomieszczenia na noclegi dla ratowników. Bardzo ważne, że ten budynek socjalny jest dostosowany dla osób niepełnosprawnych.

Longina Templin
Aplikacja na Androida

Obserwuj nas na Obserwuje nas na Google NewsGoogle News

Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!

Reklama

Komentarze opinie

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.



Reklama

Wideo Kartuzy.info




Reklama
Reklama
Reklama
Reklama
Najnowsze wiadomości