Reklama

Ciężkie jest życie parlamentarzysty

27/05/2005 13:31
Wielkimi krokami zbliżają się wakacje, czyli tzw. sezon ogórkowy, w którym praktycznie nic ważnego się nie dzieje. Jednak te wakacje będą zapewne inne, bo zaraz po nich zafundowano nam maraton wyborczy. Należy więc spodziewać się pewnego ożywienia, przynajmniej w zakresie kampanijnych wizyt i obietnic. Postanowiłam jednak podsumować parlament kończącej sie kadencji na przykładzie posłanki z naszego województwa. O której to wybrance narodu będzie moja opowieść niech pozostanie publiczną zagadką. Pasuje do prawie każdej czy każdego.

Jesień 2001 roku, wybory do polskiego parlamentu. W wyborcze szranki staje kilkadziesiąt partii i ugrupowań społeczno-politycznych. Niektóre z nich są znane, inne mniej. Z wielkimi hasłami i nadziejami dla Polaków idzie do wyborów partia Leszka Millera. W roli straceńców maszerują niedobitki z AWS. Kto zdążył zbiec z tonącego okrętu pn. AWS, ten wygrał. Część schowała się na Platformie, część uciekła pod skrzydła braci Kaczyńskich. Ci co zostali wierni byli skazani na rzeź. AWS-owski marszałek Płażyński powracał na scenę polityczną już na Platformie. Nie zapomniał na nią zabrać swoich wiernych towarzyszy, z naszą posłanką w składzie. Ogólny wynik wyborczy nie był raczej dla nikogo zaskoczeniem. Mógł trochę dziwić sukces Samoobrony, ale w każdej gonitwie wszak musi być czarny koń. Wygrali ci co mieli wygrać, wspólnie z PSL-em stworzyli silny rząd robotniczo-chłopski i każdy, lub prawie każdy Polak liczył na cud. Cuda się jednak zdarzają bardzo rzadko, a ludzie Millera zaczęli kombinować tak samo, albo i lepiej od ludzi Krzaklewskiego. Afera za aferą aferę poganiała. Polski parlamentarzysta zaczął być utożsamiany z kradzieżą, przywłaszczeniem, jazdą po pijanemu, płatną protekcją, współpracą z mafią, podrabianiem podpisów, głosowaniem na "dwie ręce". Polski parlament - stróż polskiego prawa...

Rota ślubowania polskiego parlamentarzysty:

"Uroczyście ślubuję rzetelnie i sumiennie wykonywać obowiązki wobec Narodu, strzec suwerenności i interesów Państwa, czynić wszystko dla pomyślności Ojczyzny i dobra obywateli, przestrzegać Konstytucji i innych praw Rzeczypospolitej Polskiej.

(Ślubowanie może być złożone z dodaniem zdania Tak mi dopomóż Bóg)."



Nasza posłanka weszła do Sejmu z partią Płażyńskiego i Tuska, tzn. "się załapała". Było więc dobrze. PO i PiS stanowiły od poczatku antymillerowską opozycję, co nie było dla nikogo zaskoczeniem. Samoobrona zachowywała się przeróżnie, wręcz nieobliczalnie. Od skrajnego poparcia, czego nagrodą był fotel marszałkowski dla jej lidera, po blokadę mównicy gdy fotel ten mu zabrano. PSL to partia bez wyraźnego oblicza politycznego, więc jej z każdym "po drodze", ale warunek- za coś. Miller z kolegami uprawiał swoją politykę dalszego rozkładu Państwa, a na prawej stronie zaczęły sie rozłamy i zmiana drużyn. Nasza posłanka, wzorem marszałka Macieja porzuciła platformiany dres. Przyczyn tego nie udało mi się znaleźć w sejmowych kronikach. Niech pozostanie to nawet tajemnicą, bo kogoż to może dzisiaj interesować? Jaki parlament takie posłanki i tacy posłowie, chciałoby się powiedzieć, nie obrażając porządnych przedstawicielek mojej płci. Ruchy klubowo-kadrowe w Sejmie czy Senacie to wręcz juz tradycja. Są tacy co poszli z PSL-em, a wracają z LPR-em.Inni wpłynęli na Platformie, a wypływają z PiS-em. Poglądy polityczne naszych parlamentarzystów są więc zmienne, jak zmienną jest natura kobieca. Tylko dlaczego ulegają jej także mężczyźni? To już powinno stanowić temat rozprawy dla socjologów czy też psychologów, a może i psychiatrów? Jak wierni byli swoim partiom i programom posłowie pomorscy ilustrują ich fotografie zamieszczone obok. Ilu z nich stanie do jesienych wyborów trudno zgadnąć, ale pewne jest, że niejeden z nich wyciągnie rękę po kaszubskie głosy.

A nasza posłanka jest już zmęczona posłowaniem i ciągłymi atakami mediów, co nie znaczy wcale, że następne 4 lata w Warszawie jej się nie marzą. 18 maja złożyła w Sejmie oświadczenie, którego treść udało nam się zdobyć, a które brzmi prawie jak wola skazańca.

Czytamy tam m.in.:
"...wypowiedzi opatrzone wyjątkowo perfidnym komentarzem autorów, którzy w poczuciu tzw. dobra społecznego odkrywali przed widzem miernotę i upadek moralny polskiego parlamentu.Parlamentu,w którym zdaniem autorki, posłowie, zwłaszcza ci niezrzeszeni, dla kilku przysłowiowych srebrników potrzebnych im do spłacenia zaciągniętych długów gotowi są na wszystko, łącznie z utratą godności osobistej."

Szanowna pani poseł, ale jak się z tym niezgodzić, skoro Wy posłowie III RP na to pracujecie już długie lata? Ten parlament i jego przedstawiciele sięgnęli dna i ciężko będzie z tego się wydźwignąć. Jak mamy wam ponownie zaufać? Teraz pod szyldem innej partii będziecie inni, lepsi? Ja w to także nie wierzę, chociaż mówię to z wielką przykrością.A jak należy rozumieć dalszą część Pani sejmowego oświadczenia?

"(...) Jeżeli chodzi o pomówienia, które padły pod moim adresem podczas programu, to pragnę wyjaśnić, że nigdy nie byłam ani przez jeden dzień współwłaścicielem firmy mojego męża, nigdy też nie zaciagałam żadnego kredytu. Byłam jedynie jego poręczycielem w czasach, kiedy firma odnotowywała wysokie zyski (...) Pewnie, gdyby polscy przedsiębiorcy, a wśród nich - o zgrozo - posłowie nie zaciągali kredytów, tak jak to robią przedsiebiorcy na całym świecie, nawet w najbogatszych krajach..."

Kredyty są dla ludzi i nikt tego nie neguje Szanowna Pani Poseł. Tylko, że na zwykły kredyt nie może sobie pozwolić ponad 50% Polaków, bo banki ze zwykłymi śmiertelnikami rozmawiać nie chcą. Jednak będą inaczej rozmawiać, gdy ma się np. w najbliższej rodzinie parlamentarzystę... Dlaczego też polski parlament ma się kojarzyć wszystkim z jednym, z wejściem do świata biznesu? Czy otrzymanie mandatu społecznego zaufania upoważnia do wymachiwania nim w celu osiagania własnych korzyści? Na te wszystkie postawione przeze mnie pytania i wątpliwości nie znajdę zapewne odpowiedzi, ale idąc do lokalu wyborczego poważnie się zastanowię zanim oddam komuś swój marny głos. Ma Pani rację mówiąc, cyt. "To oni są faktyczną pierwszą władzą. (dziennikarze - dopisek autorki) Wyposażeni w potężną broń, jaką są środki masowego przekazu, mogą mniej lub bardziej świadomie uderzać i krzywdzić wielu niewinnych ludzi." Jednak porządny dziennikarz (a takich jest więcej niż porządnych parlamentarzystów) nie krzywdzi, opisuje rzeczywistość taką jaką jest i jak ona wygląda. A to, że na wygląd polskiego parlamentu pracuje 560 jego parlamentarzystów to już nie wina dziennikarzy droga posłanko...

Kate Sz.
Aplikacja na Androida

Obserwuj nas na Obserwuje nas na Google NewsGoogle News

Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!

Reklama

Komentarze opinie

  • Awatar użytkownika
    stefan - niezalogowany 2005-05-30 00:07:11

    Ci co siedzą nie byli wykształceni :?:

    odpowiedz
    • Zgłoś wpis
  • Awatar użytkownika
    szpieg - niezalogowany 2005-05-28 10:21:18

    poseł to niebezpieczny zawód, niejeden cierpi na marskość czy inne choroby skórne :P :P :P 8)

    odpowiedz
    • Zgłoś wpis
  • Awatar użytkownika
    społecznik - niezalogowany 2005-05-28 02:58:22

    Niezrzeszeni zrzesza sie przed wyborami do tych ktorzy przejda przez sito Donthy, chyba ze SLD wprowadzi Saint-Lague , gdyby tylko zmienic ordynacje wyborcza i wprowadzic jednookregowe mandaty albo chociazby cenzus wyksztalcenia...

    odpowiedz
    • Zgłoś wpis

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.



Reklama

Wideo Kartuzy.info




Reklama
Reklama
Reklama
Reklama
Najnowsze wiadomości