Reklama

Co by było gdyby? Katastrofa pod Borowem

13/10/2010 15:14
W najnowszym numerze "Gazety Kartuskiej" przeczytać można między innymi o tym, jak mogłaby wyglądać akcja ratunkowa w przypadku katastrofy drogowej, podobnej do tej, która miała miejsce w ostatnim czasie w Niemczech czy choćby wtorkowej tragedii w okolicach Nowego Miasta.

Gdyby to zdarzyło się np. w Borowie
Mamy jeszcze w pamięci obrazy telewizyjne - szczątki polskiego autokaru, który 22 lipca 2007 r. spadł w przepaść pod Grenoble. Zginęło wtedy 26 pielgrzymów.
Teraz znowu tragedia - w wypadku polskiego autokaru pod Berlinem zginęło 13 uczestników wycieczki, zorganizowanej przez Nadleśnictwo Złocieniec. Przypomnijmy jeszcze największą od dziesięcioleci w Europie katastrofę autobusu. 2 maja 1994 r. Trasa między Leźnem a Kokoszkami. Autobus PKS z Zawór do Gdańska wbija się w drzewo - 32 ofiary śmiertelne.

Ratowanie przed laty
Komendant Państwowej Powiatowej Straży Pożarnej w Kartuzach, st. bryg. Edmund Kwidziński, już wtedy dowodził kartuskimi strażakami. Uczestniczył w akcji ratowniczej pod Kokoszkami. Wspomina ten feralny dzień.
- Gdy otrzymaliśmy informację o wypadku, akurat nasza jednostka prowadziła działania ratownicze w Glinczu. Mieliśmy blisko i byliśmy pierwsi na miejscu katastrofy. Autobus wbił się w drzewo na głębokość czterech metrów. Ofiary śmiertelne były głównie wśród osób stojących w przejściu. Autobus był przepełniony. Zajmowaliśmy się najpierw rannymi. Wycinaliśmy fotele, a potem wyciągaliśmy ofiary. Wówczas nie byliśmy przygotowani do działań ratowniczych przy tak tragicznych zdarzeniach, przy masowych katastrofach. Mieliśmy tylko jeden nożyco-rozpieracz do cięcia karoserii. Nie byliśmy przeszkoleni w zakresie pomocy przedmedycznej - mówi.

Jakby było dziś?
Komentatorzy mediów byli pod wrażeniem sprawnej akcji ratowniczej na autostradzie pod Berlinem. Widzieliśmy w telewizji dziesiątki niemieckich samochodów strażackich, liczne karetki pogotowia, śmigłowce (użyto ich siedem), ogrzewane namioty, gdzie udzielano pierwszej pomocy. W optymalny sposób kierowano rannych do wybranych szpitali. W akcji uczestniczyło ponad 250 ratowników.

Jak wyglądałaby akcja ratownicza, gdyby (odpukać) podobna tragedia wydarzyła się np. koło Borowa? O to pytamy E. Kwidzińskiego.
- Nasze wyposażenie nie odbiega poziomem od tego, jakim dysponują strażacy niemieccy. Także wyszkoleni jesteśmy równie dobrze. Nasze jednostki włączone do Krajowego Systemu Ratowniczo-Gaśniczego są wyposażone w samochody ratownictwa drogowego. Mamy w powiecie 30 zestawów ratowniczych z pięćdziesięcioma różnego rodzaju narzędziami. W przypadku podobnej katastrofy moglibyśmy natychmiast, jako straż pożarna, zmobilizować 100 ratowników. Do wypadku, przyjmując, że stałoby się to w Borowie, wyjechałyby samochody ratownictwa drogowego m.in. z Kartuz, Dzierżążna, Żukowa, Somonina, Przodkowa, Hopowa, Leźna. Nasze pojazdy są wyposażone w zestawy pomocy medycznej R1 i deski ratownicze. Strażacy są przeszkoleni w udzielaniu pomocy przedmedycznej - mówi.

Tyle o straży pożarnej. A pomoc medyczna? Z Kartuz maksymalnie mogłyby wyjechać cztery karetki. Na pewno do Borowa wyruszyłyby też karetki z Kościerzyny i Gdańska. Czas ich przyjazdu na miejsce wypadku pewnie nie byłby optymalny ze względu roboty drogowe w Kartuzach, Kościerzynie i Żukowie. W tym kontekście ważny byłby udział w akcji ratowniczej śmigłowca. Na lotnisku w Rębiechowie stoi nowoczesny śmigłowiec sanitarny, ale tylko jeden. Można sobie wyobrazić, że poleciałyby na miejsce wypadku śmigłowce z bardziej odległych miejsc, np. z Olsztyna. Sieć szpitali mamy wystarczającą, chirurgów też dość.
Oby nigdy jednak nie zdarzyła się znowu na naszych drogach kolejna katastrofa.

R.L.
Aplikacja na Androida

Obserwuj nas na Obserwuje nas na Google NewsGoogle News

Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!

Reklama

Komentarze opinie

  • Awatar użytkownika
    Nieczka92 - niezalogowany 2010-10-19 17:29:58

    Kazdy kurs pierwszej pomocy wazny jest tylko rok. Tzn co roku trzeba go odnawiać, fakt, ze to jest tylko przypomnienie ewentualnie zapoznanie sie ze zmianami ERC. no i to wszystko. nie wiem w sumie jak bylo kiedys, ale wydaje mi sie, ze teraz jest wiecej ludzi uswiadomionych w niesieniu pierwszej pomocy, nie mowie tu o zaawansowanych działaniach, ale nawet samych podstawach. i w sumie nie wyobrazam sobie strazaka bez KPP.

    odpowiedz
    • Zgłoś wpis
  • Awatar użytkownika
    ZK090 - niezalogowany 2010-10-15 09:45:26

    ...każdy kto choć trochę interesuję się zarządzaniem kryzysowym, czytając artykuł pomyśli podobnie " dużo sprzętu mało talentu "

    odpowiedz
    • Zgłoś wpis
  • Awatar użytkownika
    Tedi - niezalogowany 2010-10-14 19:55:13

    I to jest prawa co napisał kaz dzięki za słowa poparcia a kursu nie mamy co trzy lata tylko co rok co trzy lata mamy odnowienie świadectw przed komisją testy i praktyczny. Nie wiem jaka to jednostka która na alarm nie zareagowała ale jeszcze w naszym powiecie o tym nie słyszałem.

    odpowiedz
    • Zgłoś wpis

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.



Reklama

Wideo Kartuzy.info




Reklama
Reklama
Reklama
Reklama
Najnowsze wiadomości