Reklama

Co wiadomo o dzieciobójczyni z Szarłaty?

Od ujawnienia szokujących zeznań 18-letniej Lucyny K. z Szarłaty, która przyznała, że urodziła w lesie, a następnie porzuciła tam dwójkę swoich dzieci minął już tydzień. Za sprawą nastoletniej dzieciobójczyni o niewielkiej wsi w gm. Przodkowo znów usłyszała cała Polska. Nie milkną pytania o to, co pchnęło dziewczynę do tak straszliwej zbrodni oraz jak to możliwe, że nikt z jej najbliższego otoczenia nie zauważył nie jednej, a dwóch ciąż.

Lucyna K., od przeszło tygodnia przebywa w areszcie. To efekt działań kartuskiej policji oraz prokuratury, które dotarły do nastolatki prowadząc śledztwo w sprawie znalezionych w maju w Jeziorze Klasztornym w Kartuzach zwłok dziecka.

Przeprowadzone badania DNA wykluczyły co prawda jakikolwiek związek pomiędzy szczątkami, a zatrzymaną nastolatką, ale dochodzenie pozwoliło ujawnić inną, równie okrutną zbrodnię. Dziewczyna przyznała bowiem, że w 2011 roku, w lesie niedaleko domu urodziła dziecko. Dobrze się do tego przygotowała. Poród przeprowadziła samodzielnie, pępowinę odcinając scyzorykiem. Zabrała też ze sobą foliową siatkę, w której umieściła noworodka. Następnie zostawiła go w krzakach i wróciła do domu. Jak wynika z jej zeznań, gdy odchodziła "dziecko żyło, bo słychać było jeszcze jego płacz".

Dziewczyna wyjaśniała śledczym, że zdecydowała się porzucić dziecko z obawy przed napiętnowaniem ze strony rówieśników, sąsiadów. Opinia 16-letniej matki okazała się dla niej dużo większym ciężarem, aniżeli zabójstwo własnego dziecka.

Wydawało się, że zbrodnia uszła Lucynie K. "na sucho". Przez całą ciążę skutecznie ukrywała swój odmieniony stan, nie mówiła o tym w domu, w szkole, a nawet ojcu dziecka. Część osób podejrzewała jedynie, że nastolatka spodziewa się potomstwa, ale jak przyznaje sołtys Szarłaty Mirosław Kroll, gdy we wsi rozeszła się wieść, że malec został po porodzie w szpitalu, nikt dalej tematu nie drążył, nie sprawdzał.

Zaledwie kilka miesięcy później 17-letnia już wówczas dziewczyna ponownie była w ciąży. Ojcem został tym razem inny mężczyzna. Niestety Lucyna K. postanowiła powtórzyć sprawdzony w przypadku pierwszej ciąży schemat. Nikomu nie powiedziała ani słowa, a zmieniające się kształty udało jej się zakamuflować do tego stopnia, że niczego nie domyślili się nawet okoliczni mieszkańcy, koledzy, a nawet nauczyciele w szkole.

Latem 2012 roku, gdy zbliżał się czas porodu, młoda kobieta znów zabrała ze sobą scyzoryk, foliową reklamówkę i poszła w dobrze znane miejsce w pobliskim lesie. Tak jak rok wcześniej, wróciła do domu już bez dziecka. Zostało w tym samym bagnistym zakątku co pierwsze, skazane na pewną śmierć.

Tajemnica Lucyn K. wyszła na jaw dopiero teraz, blisko rok po drugim zabójstwie, głównie za sprawą majowego znaleziska w jeziorze w Kartuzach. Jak to możliwe, że nastoletnia dziewczyna była w stanie ukryć dwie ciąże, dwukrotnie samotnie urodzić w lesie i wrócić do codziennego życia nie budząc żadnych podejrzeń.

Pytania wydają się tym bardziej zasadne, że z uwagi na trudną sytuację rodzinną, mieszkająca z matką nastolatka korzystała ze wsparcia Gminnego Ośrodka Pomocy Społecznej w Przodkowie, którego pracownicy często bywali w jej domu. Ponadto dziewczyna cały czas się uczyła, chodziła do Zespołu Szkół Ponadgimnazjalnych w Somoninie, kształcąc się w klasie gastronomicznej. Co prawda miała opinię zamkniętej w sobie, nieśmiałej i trzymała się z boku, ale uczęszczała na zajęcia, także wychowania fizycznego. Mimo to, nikt nic nie widział, nie domyślał się. Lucyna K. nigdy też nie pojawiła się u lekarza ginekologa w przodkowskiej przychodni, a we wrześniu 2012 roku, gdy przyszła na szczepienie, w ciąży już nie była.

Dziś jej dramat z jednej strony budzi oburzenie, z drugiej współczucie. Z jednej strony nie ma bodaj żadnego usprawiedliwienia dla zgotowania tak okrutnego losu własnym dzieciom. Zabiła z zimną krwią, z premedytacją, i to dwukrotnie. Z drugiej, jest to wyjątkowo jaskrawy przykład tego, do czego zaprowadzić może poczucie samotności, bezsilności i siła opinii społecznej w tak małym środowisku.

Wojewoda już zadecydował o kontroli, która wykazać ma czy nie doszło do zaniedbań ze strony przodkowskiego GOPS-u. Przeanalizowania wymaga chyba jednak także obecny system wychowania seksualnego nastolatków. Lucynie K. łatwiej było zdobyć informacje na temat sposobu przeprowadzenia samodzielnego porodu, aniżeli dostępnych form pomocy samotnym matkom czy nawet możliwości pozostawienia dziecka w szpitalu, o dostępie do antykoncepcji nie wspominając.

Finał historii Lucyny K. jest tymczasem dramatyczny. To, co zrobiła jest wręcz niewyobrażalne, ale i dla wielu osób, które ją znały - niewiarygodne, trudne do zrozumienia. Dziewczyna dała się bowiem poznać także jako wolontariuszka, angażowała się w akcje charytatywne, takie jak "Pola Nadziei", nie sprawiała żadnych problemów wychowawczych. Od tygodnia na tej samej dziewczynie ciąży zarzut zabójstwa dwójki swoich nowonarodzonych dzieci i perspektywa 25 lat więzienia.

Bartek Gruba
Aplikacja na Androida

Obserwuj nas na Obserwuje nas na Google NewsGoogle News

Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!

Reklama

Komentarze opinie

  • Awatar użytkownika
    Konto usunięte 25 - niezalogowany 2013-07-24 21:03:07

    @Muchomorek245: @blues88: Przeważnie tak jest, że gdy stanie się coś złego ,to wówczas wszyscy to widzą ,natomiast póki krzywda jest ukryta lub nie uderza w nas bezpośrednio ,nie obchodzi nas co kto robi ze swoim życiem. Nie popieram tego co zrobiła ,wstrzymałabym sie jednak z ocenianiem. ;)

    odpowiedz
    • Zgłoś wpis
  • Awatar użytkownika
    blues88 - niezalogowany 2013-07-24 20:57:22

    wiecie co.. widzieliście jak ta dziewczyna mieszkała? na fakt.pl są zdjęcia. boże... co za syf. nikt normalny nie mógł się uchować w takich warunkach. Ta dziewczyna ma poważne problemy z głową! nie powinna iść do więzienia, tylko do zakładu zamkniętego. jej trzeba pomóc a nie karać.. żal mi jej, złamała sobie życie... czemu nikt wcześniej nie pomógł tej dziewczynce... koszmar.

    odpowiedz
    • Zgłoś wpis
  • Awatar użytkownika
    Muchomorek245 - niezalogowany 2013-07-24 17:28:16

    Ines_ko: Tak zachowania oba naganne. pchnięcie nożem również okropne... tyle, że również nie znamy całej sytuacji. Nie wiemy nawet, kto był silniejszy, a kto słabszy tak naprawdę. Nie wiemy, czy to zła córka, czy wyrodny ojciec. A nerwy w kłótniach puszczają... oj, puszczają... nawet najbardziej opanowany człowiek, dusza spokoju może wybuchnąć, jeśli na przykład ktoś od bardzo długiego czasu, systematycznie i złośliwie stara się go stłamsić. behe2: nie gniewam się. jestem za chudy w uszach, żeby się gniewać.:) Madzia z Sosnowca... pytasz pewnie o jej postępowanie, oszukiwanie, zagrywki... z założenia, gdy robimy coś złego, to nie za bardzo chcemy się do tego przyznać... są osoby, które za wszelką cenę będą próbowały się wymigać, nawet kosztem oskarżenia innych... a są osoby, które nawet nie zasną spokojnie ze świadomością, że w spożywczaku zajumało się jabłko i są gotowi z przeprosinami to wynagrodzić. Sprawą Madzi starałem się nie interesować nazbyt, bo za duża szopka z tego była. A szopka też prowokuje rozwój teatru. Najwyraźniej jednak jej matka bardzo się pogubiła w życiu i jest typem osobowości, który będzie jednak za wszelką cenę wypierał się tego, co zrobił. Czemu mówię o tym pod tym kątem... ano dlatego... liczenie się z konsekwencjami (to chyba bardziej w odpowiedzi już dla ines)... zazwyczaj gdy zrobimy coś złego, to odruchowo ukrywamy to przed innymi. Dziewczynie udało się niby ukryć ciążę (uff, nie ma pierwszej strefy ataku) i ukryć czyn (uff, nie ma drugiej strefy ataku)... ale jednak się przyznała. nie wiem, w jakich okolicznościach, ale pękła... gdy ktoś pęka, to coś go męczy. gdy kogoś coś męczy, to jednak uczucia ma.

    odpowiedz
    • Zgłoś wpis

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.



Reklama

Wideo Kartuzy.info




Reklama
Reklama
Reklama
Reklama
Najnowsze wiadomości