Jak bumerang powraca problem braku kanalizacji sanitarnej w Brodnicy Górnej. Kartuski samorząd poszukuje możliwości sfinansowania tego zadania, ostatnio - ubiegając się o dotacje w ramach programu inwestycji strategicznych Polskiego Ładu. Wniosek jednak nie uzyskał akceptacji, co stało się przyczynkiem do kolejnej burzliwej dyskusji.
Temat kanalizacji dla Brodnicy Górnej od lat regularnie powraca na obrady kartuskich radnych. Pojawił się znów przy okazji sesji absolutoryjnej. Tym razem przyczynkiem do dyskusji był konkurs na inwestycje strategiczne w ramach programu Polski Ład. Gmina Kartuzy złożyła wniosek o dofinansowanie tego zadania, jednak nie uzyskał on aprobaty w ministerstwie i do dofinansowania wybrano budowę hali sportowej przy Szkole Podstawowej nr 2 w Kartuzach. Sprawę poruszył radny Ryszard Duszyński.
- O to, by w Brodnicy Górnej była kanalizacja, zabiegam od 1998 roku. Jak wiemy, gmina Kartuzy, jeśli chodzi o skanalizowanie, jest na szarym końcu w naszym powiecie, w województwie podobnie. I to wnioski z raportu o stanie gminy. Pan sobie na pewno przypomina nasze rozmowy sprzed lat, których efektem jest to, ze Brodnica Dolna ma kanalizację, a Górna nadal nie. Wówczas rozmawialiśmy o tym, by od razu robić projekt na Brodnicę Górną. Za moją zgodą, po ustaleniach z burmistrzem, doszliśmy do wniosku, by go rozszerzyć o Ręboszewo, Smętowo i Kosy. To było konieczne i moja zgoda na to była. Jednak zerkając w budżet i prognozę finansową, którą zmieniamy prawie co sesję, ta inwestycja powinna być już zakończona. Najpierw miała być w roku 2019, teraz do 2024 roku, a teraz zatwierdziliśmy, że powstanie do 2025 roku, jeśli będą środki. Dobrze wiemy, że byłyby na to środki, gdyby pan burmistrz nie występował o wsparcie na dwie inwestycje strategiczne z Polskiego Ładu – powiedział radny Ryszard Duszyński.
Reklama
Zdaniem radnego, brak dofinansowania wynika z tego, że gmina złożyła wnioski o wsparcie dwóch dużych projektów – kanalizacji oraz hali.
- Dla kilku osób ważniejsza jest strzelnica i zamiast sali za 10-12 milionów złotych, wzorem tej, która powstanie w Brodnicy Górnej, stworzymy strzelnicę za 19 milionów. Dobrze, że ta inwestycja powstanie, ale są inne instytucje, które, by mogły dać na to zadanie pieniądze. Kiedyś pana popierałem, prosiłem, żeby głosowali na pana, przez lata zrobiliśmy kilka inwestycji np. rozbudowę OSP. Obecnie w tej gminie nie ma żadnych konsultacji i rozmów. Jak mogę mieć zaufanie do takiego burmistrza? Pan już nie jest z mojej bajki – dodał radny.
Zdaniem radnego, środki unijne na dofinansowanie takich zadań jak kanalizacja, niedługo się skończą. Jako pierwsza wyjaśnienia postanowiła złożyć radnemu wiceburmistrz Sylwia Biankowska.
- Zaprosiliśmy pana jako przewodniczącego komisji gospodarczej do rozmowy na temat projektów, o dofinansowanie których wnioskowaliśmy. Nie podpowiedział nam pan, żeby zrezygnować ze składania wniosku na budowę hali w Kartuzach. Zgodnie z decyzją premiera do Polskiego Ładu można było złożyć trzy wnioski. Wymagane były – jednej o najniższej wartości do 5 mln złotych, średniej do 30 mln złotych i najwyższej do 65 mln złotych. Burmistrz od początku podkreślał, że najważniejszy i strategiczny dla gminy jest ten projekt z kanalizacją. Gdybyśmy nie złożyli wniosku na dofinansowanie budowy hali, moglibyśmy dostać tylko najniższą dotację. Potwierdzam jednak, że nadal będziemy szukać środków na dofinansowanie kanalizacji – mówiła Sylwia Biankowska.
Powrót do historiiReklama
Głos zabrał również burmistrz Mieczysław Gołuński.
- Wrócę do historii. Przykro się słucha, gdy pan opowiada takie trochę niepoważne rzeczy. Myślę, że więcej wyjaśnię sobie z mieszkańcami na spotkaniu wiejskim. Wcześniej nie było żadnych programów i możliwości składania wniosków o dofinansowanie. I nikt, choćby nie wiadomo kim był, nie podjąłby decyzji o budowie kanalizacji bez wsparcia finansowego. To zadanie ponad 20-30 milionowe. Nie ma takiej możliwości. Mówi pan, że to dawno powinno być zrobione, więc wrócę do historii. To, że zrobiono Brodnicę Dolną, moja zasługa, bo za mojej kadencji ją zrobiono. To, że rozpoczęliśmy robienie projektów i koncepcji wcześniej, to również za moich czasów. Nie było mnie osiem lat, ale nie krzyczał pan, by pana poprzedniczka to robiła. Teraz gdy zaczęliśmy coś robić i szukać dofinansowania, składamy wnioski do Polskiego Ładu, by zrobić to z funduszy unijnych, to pan mówi, że to dawno powinno być zrobione. Nie powinien pan tego w ogóle poruszać, bo jako były sołtys i radny, dobrze pan wie ile walki to wszystko kosztowało. Mogliśmy inne tematy podejmować. Podjąłem decyzję, że będziemy realizować cały teren Brodnica Górna, Ręboszewo, Smętowo razem z Kosami. Zdaję sobie sprawę z jednego, że nikt nie budowałby tego z własnych środków - mówił burmistrz.Reklama
- Jeśli nie ma programów, to nie ma, gdzie wniosków składać. Warunek był taki, że musieliśmy składać trzy wnioski. Wiedzieliśmy, że możemy się nie załapać na tak duży projekt z Polskiego Ładu, więc postanowiliśmy przygotować mniejszy projekt z nitką do Kos i staramy się o dofinansowanie z drugiego programu, dotyczącego terenów popegerowskich. To inny program niż Polski Ład. To nam pozwoli wykonać pierwszy krok, ale nie wiem, czy wsparcie dostaniemy. Ogłoszenie wyników ma być na przełomie lipca i sierpnia – powiedział burmistrz.
- To nie ja wybieram projekty do dofinansowania, tylko premier i jego komisja. Mam z nim dyskutować, że źle zrobił, bo dał na halę, a nie na kanalizację? Nie będę, bo to on decyduje. Według pana można z innych projektów skorzystać na budowę hali. Tak, ale tam moglibyśmy dostać tylko 4 miliony złotych. Mogłem się o to starać już rok temu, ale , nie zrobilibyśmy nawet fundamentów. Nie dałoby się niczego rozpocząć – kontynuował.
- Twierdził pan, że nie było dofinansowań. Proszę nie mijać się z faktami. Około 30 milionów złotych było na kanalizację Sitno – Borowo, około 25 mln złotych na Prokowo, podobna suma na Grzybno. Pamiętam to wszystko. Po Sitnie nie e przedłużono programu – mówił z kolei radny Andrzej Pryczkowski.
- Mówicie o rzeczach, o których nie macie pojęcia. Pierwsze słyszę, by Prokowo kosztowało ponad 20 milionów. Kosztowało trzy. Cały projekt Sitna – Borowa i Dzierżążna kosztował tyle. Skąd pan bierze te kwoty? Proszę pamiętać, że ja przygotowywałem ten projekt, choć realizacja nastąpiła za pani Leman. Proszę sprawdzić i pytać, a potem mówić – odpowiedział mu burmistrz.
Propozycja przewodniczącego
Pomysł na rozwiązanie problemu sfinansowania inwestycji podsunął przewodniczący Mariusz Treder.
- Temat kanalizacji wraca co roku, a nawet kilkanaście razy w roku i nie dziwię się radnemu Duszyńskiemu, którego wciąż o to zadanie pytają mieszkańcy. Być może warto byłoby pójść w inną stronę. Skoro wywóz nieczystości tak drastycznie podrożał i jest duża dysproporcja w kosztach, które muszą ponosić mieszkańcy, to być może warto byłoby się zastanowić nad budową głównych nitek kanalizacji, a koszty mniejszych przyłączy przerzucić na mieszkańców? Zastanówmy się - jeśli ktoś ma wydawać miesięcznie 250 zł za wywóz nieczystości, a mógłby płacić 6 zł za metr sześcienny w przyłączu kanalizacyjnym, to miesięcznie oszczędza około 200 złotych, rocznie 2.400 złotych. W przeciągu czterech lat to już 10.000 złotych. Mieszkaniec może to zapłacić firmom lub gminie. Może takie rozwiązanie byłoby lepsze? Druga kwestia – nowe działki. Jeśli ktoś ma wybudować szambo i ponieść koszt kilkunastu tysięcy złotych, może zachęcić go, by dołożył do nitki, KPWIK, pobierał opłatę i wykonywał kolejne przyłącza. Może to byłoby rozwiązaniem? - mówił Mariusz Treder.Reklama
- Jeśli pan przewodniczący ma pomysły, proszę je przełożyć na papier, a my się do nich odniesiemy – dodał burmistrz.
Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze