Reklama

Czy jeszcze uda się odnaleźć Kasię z Kiełpina?

Ta historia wstrząsnęła całą Polską. W styczniu minie 35 lat od chwili, gdy z kartuskiego szpitala zniknęła kilkumiesięczna Kasia Mateja z Kiełpina. Jej rodzina wciąż nie traci nadziei, że uda się ją wreszcie odnaleźć. Dziś mogłaby mieć 35 lat. Zdaniem bliskich może być podobna do swych sióstr. W poszukiwaniach Kasi pomaga m.in. Fundacja Zaginieni Przed Laty.

Historię Kasi publikowano na łamach prasy lokalnej i ogólnopolskiej wiele razy. 27 stycznia 2021 roku minie 35 lat od kiedy siedmiomiesięczną dziewczynkę wyniesiono ze szpitala w Kartuzach.

Kasia urodziła się 15 czerwca 1985 roku w rodzinie Matejów. Była najmłodszą i jak w programie 997 podkreślała jej mama, najładniejszą, z pięciorga dzieci. Pod koniec stycznia 1986 roku dziewczynka zachorowała. Gdy przez kilka dni wysoka gorączka nie ustępowała, jej mama zdecydowała się na wezwanie pogotowia. Dziecko zabrano do szpitala.

Reklama

- U Kasi stwierdzono zapalenie gardła i płuc na tle alergicznym. Co ważne dla tej sprawy, z Kasią w szpitalu nie przebywało żadne z rodziców. W tamtym czasie nie istniała bowiem taka możliwość. Jedyną drogą pozwalającą rodzicom informować się o stanie zdrowia ich dziecka był kontakt telefoniczny – informuje pani Klaudia, autorka artykułu w „Zaginieni przed Laty”.  Kasia miała wrócić do domu 28 stycznia.

Porwanie

Wszystko wydarzyło się nocą z 27 na 28 stycznia. Kasia przebywała sama w sali nr 10, ostatniej na końcu korytarza. Na oddziale wówczas było niewiele dzieci. Dziewczynka była sama na swojej sali. Ostatni obchód tego wieczoru był około godz. 22. Na oddziale znajdowało się pięć osób z personelu medycznego – cztery pielęgniarki i lekarka. Drzwi prowadzone na oddział, jak co noc, zamknięto na klucz. Jedyne wejście było możliwe drogą ewakuacyjną.

Reklama

Znikniecie Kasi zauważyła lekarka, która około godz. 5. Miała zwyczaj o tej porze robić obchód po salach dzieci. Początkowo sądziła, że niemowlę zabrała pielęgniarka, szybko się jednak okazało, że je porwano.

Ustalenia policji

Przybyła na miejsce milicja dokładnie sprawdziła teren szpitala. Ustalono, że dziecko porwał najpewniej mężczyzna. Sprawca pojawił się na terenie szpitala około godz. 2.30 w nocy. Wówczas pełniąca dyżur lekarka usłyszała dźwięk tłuczonej szyby. Możliwe, że porywacz chciał się dostać do szpitala przez okno, jednak nie wiedział, że w tym, które wybił znajdowały się kraty. W rekonstrukcji porwania w programie 997 pokazano, że mógł on znaleźć inne okno, zakryte dyktą i tak wszedł do klatkę schodową placówki.

Reklama

Odcinek programu 997 wyemitowany w 1987 roku można obejrzeć tutaj

Nikt nie słyszał, kiedy sprawca wszedł na oddział. Milicja ustaliła, że mógł on przebywać na oddziale około 40 sekund. Dziecko najprawdopodobniej schował w torbę. Uciekł tą samą drogą. Na śniegu milicja znalazła ślad obuwia o rozmiarze 40-41. Poszukiwania prowadzono z udziałem wyszkolonego psa, ten podjął trop, ale zgubił go przy szpitalnym ogrodzeniu niedaleko jeziora Klasztornego.

Mimo próśb rodziny, milicja z powodu braku funduszy, nie podjęła poszukiwań na dnie akwenu. 

Reklama

- Na początkowym etapie śledztwa policja brała pod uwagę kilka hipotez. Przypuszczano, że pracownicy szpitala mogli dopuścić się błędu w sztuce i na przykład podać Kasi nieodpowiednie leki, skutkujące jej zgonem. Wówczas staraliby się oni ukryć ciało, pozbyć się go. Wersja ta nie potwierdziła się. Do uprowadzenia dziecka przyznał się także chory psychicznie syn jednej z pielęgniarek, pracujących w kartuskim szpitalu. Wedle jego relacji, miał on uprowadzić dziewczynkę, wywieźć do lasu i tam zakopać, wcześniej ją gwałcąc. Przekopane zostało miejsce, które wskazał, ale nie znaleziono tam zwłok zaginionej Kasi. W – podaje serwis Zaginieni Przed Laty.

W programie 997 kierujący śledztwem mjr Stanisław Ćwiek z Wojewódzkiego Urzędu Spraw Wewnętrznych, poinformował, że ostatecznie najprawdopodobniejszą była jedna hipoteza.

Reklama

- Na początku zakładaliśmy, ze motywów może być kilka, Ale dziś po autentycznej, zrobionej wielkiej robocie, okazuje się, że najbardziej prawdopodobny i jedyny to motyw uprowadzenia ze względu na chęć posiadania dziecka – mówił kierujący śledztwem Ćwiek.

Milicja sprawdziła rodziny, którym niedawno zmarło dziecko. Przepytała też osoby wcześniej karane za uprowadzenia noworodków.

 Mimo setek komunikatów przekazywanych w mediach za pośrednictwem prasy, radia i telewizji Kasi nie odnaleziono.

- Po tak długim czasie najbardziej prawdopodobne są dwie hipotezy. Być może porywacz uprowadził Kasię z chęci posiadania dziecka, gdyż nie mógł mieć własnego? Kasia mogła także zostać porwana w celu sprzedaży jej do adopcji na Zachód – informuje serwis Zaginieni.

Reklama

W odcinku 997 mjr Ćwiek zaznaczył jednak, że prawdopodobieństwo wywiezienia dziecka z kraju jest znikome.

Rodzina wciąż ma nadzieję

Jeśli Kasia wciąż żyje dziś ma 35 lat. Może nie być świadoma tego, że w Kiełpinie czeka na nią rodzina, która wciąż liczy na jej odnalezienie.  Niestety ze względu na wiek, w którym dziewczynkę porwano, niemożliwe jest sporządzenie rysopisu zaginionej. Miała jednak znaki szczególne - malutkie wgłębienie w lewym uchu, przypominające dziurkę od kolczyka, szare znamię na zewnętrznej stronie lewego uda, a także bordowa plamka na prawej piersi wielkości małej monety.

Reklama

Informacje do tekstu zaczerpnięto z programu 997 z lutego 1987 roku oraz z artykułu opublikowanego przez Fundację Zaginieni Przed Laty. Posty fundacji na Facebooku śledzi blisko 200.000 użytkowników. Za ich pośrednictwem informacje o poszukiwanych są udostępniane tysiące razy.

Aplikacja na Androida

Obserwuj nas na Obserwuje nas na Google NewsGoogle News

Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!

Reklama

Komentarze opinie

  • Awatar użytkownika
    Stefan - niezalogowany 2020-11-22 13:20:55

    Pokazać jak wygląda matka w wieku np 25-35 lat albo jak wygląda rodzeństwo aby ktoś skojarzył podobieństwo jakieś

    odpowiedz
    • Zgłoś wpis
  • Awatar użytkownika
    X X X - niezalogowany 2020-11-22 16:06:04

    Porwanie? Bzdura Ta zmiana doskonale wie co tam się stało 5 osób na oddziale i wszystkie spały? Przez 7 godzin nikt z 5 osób nie zajrzał do malutkiego dziecka? W tym czasie mogło wydarzyć się wszystko Zadławienie lub śmierć łóżeczkowa Ktoś niby słyszał o 2 30 bitą szybę i nie reagował? ! Dziwię się że milicja łykała to wszystko jak pelikan ale pewnie. wtenczas priorytetem było śledzenie Solidarności a tylko porządne gumowanie na komisariacie w mig by rozwiązało tą sprawę Dziś już za późno nikt się nie przyzna a wówczas to nikt by nawet nie pomyślał że kobieta pielęgniarka lekarz że jak to? A Szkoda

    odpowiedz
    • Zgłoś wpis
  • gość2 - niezalogowany 2020-11-26 11:25:52

    Dokładnie

    • Zgłoś wpis

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.



Reklama

Wideo Kartuzy.info




Reklama
Reklama
Reklama
Reklama
Najnowsze wiadomości