Dzień Psa przypada na 1 lipca. W 2007 roku, 10 lat po wejściu w życie Ustawy o Ochronie Zwierząt, został ustanowiony on w Polsce. Miłośnicy tych zwierząt wiedzą, że potrafią one kochać bezgranicznie swoich właścicieli. Nie interesuje ich wygląd swojego opiekuna, metryka, gruby portfel czy wykształcenie. Kochają nas takimi, jakimi jesteśmy. O swoich czworonożnych przyjaciołach opowiedzieli nam Danuta i Jerzy Trawiccy i ich córka Natalia Langa.
Pierwszym w życiu psem Danuty Trawickiej był Kruczek. Wszystkie następne też się tak nazywały , ponieważ jej ojciec tylko takie imię uznawał dla psa.
– Od dziecka w naszym domu były koty i psy. Uważam bowiem, żeby rodzina była pełna, muszą być zwierzęta. To przekazałam swoim dzieciom a one w tym samym duchu są wychowane – mówi Danuta Trawicka.
Jej mąż Jerzy ma identyczne zdanie. W jego rodzinnym domu nie tylko były psy i koty ale też króliki, kozy i świnka.
Kiedy rozpoczęli swoje wspólne życie małżeńskie ich pierwszym psem był Agat. Pani Danuta pracowała w bibliotece. W tym samym domu mieli swoje mieszkanie. Posesja była bez ogrodzenia, a przebywanie psa w bibliotece mogło być zagorzeniem dla czytelników. Agat mieszkał więc u matki pana Jerzego, a do nich przychodził w odwiedziny. Wiedział, że jest przez nich kochany i to mu wystarczało.
Po Agacie w ich domu zamieszkał Kichuś (majstra Lepigliny). Ich zwierzęta miały imienia wzięte z książek. Nie można się temu dziwić skoro pani Danuta przez całe życie pracowała w bibliotece. Po niej pałeczkę przejęła córka Natalia Langa, dyrektorka Biblioteki Samorządowej w Żukowie.
- Historia Kichusia jest taka. Wracałam do domu. Pogoda była paskudna. Padał śnieg. W sklepie zauważyłam pieska. Mówiłam do niego, żeby się schował w korytarzyku. Kupiłam coś i poczęstowałam go, a wieczorem... był już u nas – wspomina Danuta Trawicka.
- To ja przyprowadziłam go do domu. Mama zamknęła go w sklepie, żeby się ogrzał i nie była świadoma tego, że ja wracając ze szkoły, widząc biednego pieska, zostawię go w taką pogodę na ulicy – mówi Natalia Langa.
Tego czworonoga niczego nie trzeba było uczyć. Dokładnie wiedział, że nie ma ogrodzenia, więc wychodząc na dwór, dawał znak, że chce wyjść. Było to pojedyncze hau. To samo powtarzał, gdy chciał wrócić do domu.
- Mieliśmy wówczas dwa koty. Kichuś wiedząc, że one są szefami, nie wchodził im w drogę. Był z nami pięć lat. Niestety, znaleźliśmy go przejechanego. Dom bez psa jest pustym domem. Co trzeba wtedy zrobić? Trzeba pojechać do schroniska i stamtąd przywieźliśmy Barbę. To był worek kości ze śladami po przypaleniach papierosami i z różnymi chorobami. Ten pies miał około roku. On tak prosił, z oczu leciały mu łzy, niesamowicie wył, że nie było mowy by bez niego odjechać – kontynuuje Natalia Langa.
- Wystarczyło, że myśmy się tylko zatrzymali przy kojcu. Poszliśmy dalej i on zaczął płakać. Im bardziej się oddalaliśmy tym bardziej on skamlał. Gdybyśmy wtedy go nie wzięli to jego skowyt słyszelibyśmy do Żukowa – wspomina Jerzy Trawicki.
Barba był świetnym materiałem na eksperymenty fryzjerskie, ponieważ miał bardzo ładną grzywkę, pani Natalia przycinała ją, robiła mu grzywkę, kokardki czy irokeza. Na wszystko się godził. Pomimo tego, co go spotkało był bardzo ufny. W podzięce za to, że miał wspaniały dom, przynosił przeróżne rzeczy w tym kości, które kładł pani Danucie pod poduszkę.
Będąc u państwa Trawickich, trzykrotnie trafiał do schroniska bo dawał się odłowić, a oni odbierali go stamtąd. Niestety skończył bardzo źle bo został otruty.
Kolejnym pieskiem była mała suczka, którą znaleziono w krzakach. Nazywała się Póki, bo pani Danuta mówiła, że jest u nich póki co. A że był malusia, więc później rodzina stwierdziła, że będzie Luśka i na to reagowała.
W tej chwili w rodzinie jest Łysek, syn Luśki i Barby. Łysek jest bardzo bojaźliwy pomimo tego, że nigdy nie zaznał krzywdy. Sprawia wrażenie jakby miał psi autyzm. Ostatnią – jak ją nazywają – gwiazdą jest Łajka, bo uznano, że ten pies zjawił się u nich jak z kosmosu.
Pani Natalia zauważyła ją na ulicy w Żukowie. Pies był zagubiony i szukał. Kupiła mu karmę. Po wyjściu ze sklepu okazało się, że psa już nie ma. Kiedy dojechała do domu przed bramą... stał ten pies. Niesamowite jak trafił do ich domu. Łysek piszczał i domagał się, żeby sunię wpuścić, a przyszła czworonożna lokatorka dawała sygnały, że chce wejść. Od tej pory Łysek ma nową przyjaciółkę
- Kiedy wróciłem z pracy, zauważyłem, że pod bramą leży pies. Zaczął szarpać mi spodnie i ujadać. Następnego dnia była powtórka jego poprzedniego zachowania. Wówczas wnuk Leoś stwierdził, że ten pies będzie dla babci i tak się stało – mówi Jerzy Trawicki .
Zanim sunia zadomowiła się na stałe, przeżyła jeszcze kilka smutnych epizodów, które byłyby kolejną długą opowieścią o nie zawsze łatwym życiu czworonogów.
- Dzień Psa to święto bardzo ważne dla miłośników tych wiernych czworonogów, dla naszej rodziny również. Zapewne uczcimy to wydarzenie serwując Łajce i Łyskowi ich ulubione smaczki i spędzając z nimi czas. Pieski pewnie nie odczują znaczącej różnicy, bo święto psa (podobnie jak kota) trwa u nas cały rok na okrągło – puentuje naszą rozmowę Natalia Langa.
Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
nie pelna rozumu jestes ty Tata Mama i dziecko to pelna rodzina Lewackie myslenie zwierze rowne czlowiekowi ba wiecej przywilejow dla zwierzakow
Pani Danuto jest takie brzydkie powiedzenie pies ci morde lizal fuj
Nie zgadzam się z tym nagłówkiem. Według mnie pełna rodzina to definicja z PWN czyli mama tata i dziecko, najlepiej kilka dzieci.
wysoka inżynieria socjotechniczna mająca na celu wypranie mózgów jak największej ilości @łp.
Qrwa, co ta tęczowa zaraza robi z ludźmi, za chwilę będą małżeństwa z psami czy ze świniami z adopcją dzieci czyli prosiaków.
To niech sprawią sobie jeszcze pięć-ja nie chcę widzieć u siebie żadnego kundla.
12 groszy..... "staruchy i wariatki pakuj bolo manatki"
Ale suutyy bez stanika. Chwytałbym.
oblech!!
Nooooo.....ma wentyle .... złapać od tyłu i ciągnąć , buhahaha
Poziom komentarzy poraża
Co za chaos w tym artykule...ani ładu ani składu. Zdania bez sensu, brak ciągłości historii i przekazu informacji. Czy ktokolwiek czytał ten tekst zanim został wystawiony na publiczny widok?
A komu chce się czytać tak debilny artykuł ? Już po przeczytaniu tytułu rzygać się chce na tę lewacką ideologię.
nie pelna rozumu jestes ty Tata Mama i dziecko to pelna rodzina Lewackie myslenie zwierze rowne czlowiekowi ba wiecej przywilejow dla zwierzakow
Pani Danuto jest takie brzydkie powiedzenie pies ci morde lizal fuj
Nie zgadzam się z tym nagłówkiem. Według mnie pełna rodzina to definicja z PWN czyli mama tata i dziecko, najlepiej kilka dzieci.