Drugi mecz niebiesko-biało-czarnych w rundzie wiosennej i drugi remis. Spotkanie w Gryfinie było niemal kopią tego sprzed tygodnia w Kartuzach. Podopieczni Adama Adamusa mimo niezłej gry jako pierwsi stracili dwie bramki, po czym rzucili się do odrabiania strat. Po raz kolejny gol na wagę punktu padł w doliczonym już czasie gry.
Nie mają na wiosnę szczęścia kartuscy III-ligowcy. Po ubiegłotygodniowej wpadce z Bytovią i cudem uratowanym remisie, tym razem kopacze Cartusii zaserwowali swoim kibicom „powtórkę z rozrywki”. Choć to zespół z Kartuz dominował i stwarzał sobie kolejne sytuacje, do siatki trafiali rywale. Trzy „setki” zmarnował sam Karasiński. Skuteczności i zimnej krwi zabrakło też w kilku akcjach Formeli i Miturze. Miejscowym nie pozostało nic innego jak wykorzystać nieporadność rywali. W 22 minucie pierwszy cios zadał Aleksandrowicz i na przerwę gospodarze schodzili prowadząc 1:0.
W drugiej połowie obraz gry nie uległ zmianie. To nadal Cartusia była stroną przeważającą, ale bramka Energetyka pozostawała niezdobyta. Na domiar złego w 68 minucie straciliśmy Kitowskiego, którego na środku defensywy musiał z przymusu zastąpić Cyman. To jednak nie był koniec kłopotów ekipy z Kartuz. Gdy w 76 minucie za sprawą wprowadzonego na boisko kilka chwil wcześniej Grąbczewskiego gryfinianie podwyższyli na 2:0 wydawało się, że jest po meczu. Kaszubi po raz kolejny pokazali jednak niebywały charakter, z determinacją zagrali do końca i ponownie w samej końcówce zdołali jeszcze uratować remis.
Kontaktowy gol padł w 88 minucie po rzucie rożnym. Dośrodkowywał Stencel, zaś piłkę głową do siatki skierował Domjan. To dodało Cartusii skrzydeł i w ostatniej akcji meczu upragnione wyrównanie. Mocno wbita po ziemi piłka pokotłowała się przed bramką Horodyskiego, po czym do sieci skierował ją najprzytomniejszy Mach. Była to 93 minuta gry!
Po tym spotkaniu Cartusia nadal zajmuje czwarte miejsce w tabeli do Orkana i Regi tracąc trzy punkty. Rozegraliśmy jednak do tej pory o jeden mecz mniej.
Komentarze