Reklama

Kaszubi zsłani na Syberię w 1945 roku

Dokładnie 81 lat temu, 17 września żołnierze Związku Radzieckiego napadli na Polskę. Tego dnia obchodzony jest również Światowy Dzień Sybiraka. To okazja, by wspomnieć tych, których gehenna nie minęła wraz z końcem wojny, ale trwała kolejne lata daleko od ojczyzny. Trudno oszacować, ile ofiar pochłonęła Golgota Wschodu. Z powiatu kartuskiego Rosjanie w marcu 1945 roku wywieźli około czterech i pół tysiąca osób. Podczas "wyzwolenia" żołnierze, zwani częstokroć iwanami lub sołdatami, plądrowali, rabowali i gwałcili.

Żołnierze radzieccy pojawili się na Pomorzu w lutym i marcu 1945 roku. Rosjanie traktowali Pomorze i Kaszuby jako ziemie germańskie. Wkroczenie Armii Czerwonej określa się mianem "klęski wyzwolenia" (cyt. za: C. Obracht-Prondzyński, "Kaszubi między dyskryminacją a regionalną podmiotowością").

-  Była to długo wyczekiwana chwila na zakończenie wojny i powrót do normalnego życia, jakże jednak inna od wyobrażeń i oczekiwań. Armia Czerwona Pomorze traktowała jako trofeum i nie darzyła sympatią jej mieszkańców. Gwałty, grabieże i skala zniszczeń była ogromna. W powiecie kartuskim zniszczone zostało całkowicie lub częściowo 2017 gospodarstw. Kaszuby i Pomorze długo stanowiły zaplecze frontu, co oznaczało ogromną eksploatację. Sporych zniszczeń dokonała także ludność uciekająca przed frontem, a później szabrownicy - informuje Barbara Kąkol, dyrektor Muzeum Kaszubskiego w Kartuzach.

Reklama

Jak podaje, Armia Czerwona wraz z oddziałami NKWD zajęła Kartuzy 10 marca 1945 r. Impet radzieckiej ofensywy nie wszędzie wymusił wcielenie planów ewakuacji ludności niemieckiej z Pomorza Gdańskiego. Władze z obawy przed chaosem zwlekały z wydaniem rozkazów o ewakuacji. W konsekwencji Niemcy na własną rękę decydowali się na ucieczkę. Zagęszczenie dróg uciekinierami z Prus Wschodnich spowodowało także utrudnienie w realizacji planów ewakuacyjnych. Starosta (landrat) kartuski Busch rozkaz ewakuacji wydał dopiero 9 marca 1945 r.

- Pomorze traktowano jako zdobycz wojenną. Jednostki przednie Armii Czerwonej umieszczały wzdłuż dawnej granicy polsko – niemieckiej, drogowskazy o treści „Wota na praklataja Germanija” (Oto te przeklęte Niemcy).  Armia Czerwona była przekonana, że wkracza na tereny niemieckie. Czerwonoarmiści zdobywający Pomorze w marcu 1945 r. zazwyczaj nie rozróżniali Kaszubów od Niemców. Ich wkroczenie szczególnie boleśnie odczuła ludność cywilna, doświadczając masowych gwałtów, rabunków, mordów - opowiada dyrektor muzeum.

Reklama

- Ludzie uciekali przed Armią  Czerwoną, bo słyszeli opowieści o tym, co Rosjanie wyprawiali, od uciekinierów z Prus Wschodnich z 1944 roku. Kaszubi, którzy poznali te historie bardzo się bali i przez pierwsze tygodnie ukrywali się, chronili się w ziemiankach, stodołach i bunkrach - dodała.

Wiele osób traktowało czerwonoarmistów jako wyzwolicieli. Szybko się jednak okazało, że owi "wyzwoliciele" gwałcili, rabowali na oczach dzieci. Spotkanie z żołnierzami radzieckimi stało się dla nich kolejną, po wojnie, tragedią.

- W pracach profesora Prądzyńskiego i Borzyszkowskiego porusza się kwestie gwałtów, które żołnierze Armii Czerwonej dokonywali na tutejszych kobietach i nie tylko. Nie ma skali , która by opisała ich ogrom. Praktycznie w każdej miejscowości dokonywali gwałtów, nie tylko na kobietach, mężatkach, ale też na dzieciach. To prawdziwy tragizm Kaszubek. Gwałcone były 10-latki i 13-latki. Gwałty na Kaszubkach skończyły się w 1945 roku, jednak na Niemkach, trwały do 1946 roku. Gwałt córki, żony był ogromnym wstydem. Olbrzymim  problemem była tez plaga chorób wenerycznych - opowiada Barbara Kąkol.

Wielu określa czerwonoarmistów mianem "dziczy".

Reklama

- Zajmowali pokój w danym domu, był to tzw. lazaret. Tam codziennie dochodziło do gwałtów. Ściągano dziewczyny ze wsi i gwałcono. Młode Kaszubki brudziły się, chowały się w kominach,w podłogach, byle tylko uniknąć tej tragedii. Często było tak, że Rosjanie brali na łóżku dziewczynę, a obok były dzieci, lub za ścianą przybywał mąż, ojciec, syn. To ogromna trauma, wielka tragedia, historia przez wiele lat skrywana. Przerażające jest to, że nie można było nic zrobić - relacjonuje dyrektor muzeum.

Na Golgotę Wschodu

Mieszkańców ziemi kaszubskiej wywożono w okresie od 2 do 20 marca 1945 roku, gdy Armia Czerwona wyzwalała Pomorze, jednak

Reklama

- Nie ma pełnych statystyk dotyczących tego, ilu Kaszubów zostało zesłanych na Syberię, do Kazachstanu czy za Ural. Szacuje się, że z samego powiatu kartuskiego mogło być ich około 4,5 tysiąca - informuje Barbara Kąkol.

Wśród deportowanych było m.in.  kilkuset uczestników konspiracji.

- To było dla Kaszubów nie do pojęcia, że walczyli w czasie wojny z niemieckim okupantem, tak jak w przypadku członków "Gryfa Pomorskiego", a potem przybywa Armia Czerwona i ich wyłapuje. Organizacja powstała w Czarlinie koło Sulęczyna, tam swoją siedzibę miało NKWD i pierwsze, co robili wyłapywali partyzantów - opowiada dyrektor muzeum.

Reklama

Taki los spotkał Teofila Knuta (jego historii poświęcimy odrębną publikację), który wyszedł żołnierzom na powitanie. Był fryzjerem i partyzantem, rozmawiając  z żołnierzami cieszył się, że w końcu po czterech latach ukrywania się w lesie mogą się w końcu upublicznić, niestety tak się nie stało. Zesłano ich na Sybir.

Gryf najpierw rozpracowywało NKWD, potem służby bezpieczeństwa, które pracowały też w obecnym budynku muzeum. Tu mogło dojść do rozpracowania około 120 członków TOW Gryf Pomorski.

Zatrzymanych najpierw przewożono do więzień NKWD w Ciechanowie, Grudziądzu i Działdowie. Stamtąd wyruszały transporty na Wschód.  

Reklama

- Pomorzan skierowano do kilkudziesięciu obozów na terenie Związku Radzieckiego (obwody: doniecki, charkowski, czelabiński, czkałowski, kemerowski, kurgański, moskiewski, swierdłowski, tulski, zaporoski, a także Baszkiria, Litwa i Łotwa). - informuje Barbara Kąkol.

Tragiczne losy zesłańców

Najwięcej mieszkańców Kaszub przetrzymywano w obozach wokół Czelabińska na Uralu.  Podróż tam trwała około dwóch miesięcy. Ludzie żyli tam w tragicznych warunkach. Pracowali oni m.in. przy karczowaniu lasów, w kopalniach węgla i azbestu, kamieniołomach oraz przy załadunku pociągów.

Reklama

- Polaków zmuszano do pracy ponad siły. Do ciężkich zadań zmuszano też kobiety, które tak jak mężczyźni musiały pracować przy wyrębie lasu, nosiły na plecach drzewo, używane później do budowy domów. Było straszliwie zimno, panował głód, wszawica, czerwonka i mnóstwo innych chorób. Żywili się zupą z pokrzyw i chlebem z plew  - opowiada dyrektor muzeum.

Jeden z Kaszubów opowiadał, że gdy opuszczali wagony bydlęce, a przewożono ich na słomie, bez toalet, to jeden ze starszych mieszkańców Syberii wybierał spośród słomy i kału, okruchy chleba, by ugotować sobie zupę.

- Wówczas zesłańcy zdali sobie sprawę, gdzie trafili. Inna relacja opowiada o funkcjonariuszkach, które przychodziły do Polki znajdującej się w bardzo złym stanie. Codziennie do niej zaglądały. Sądził, że są bardzo opiekuńcze. Okazało się, że przychodziły, bo czekały na jej śmierć, bo chciały zabrać jej rzeczy osobiste, nawet bieliznę. To ilustruje jak wielka bieda tam była - dodaje Barbara Kąkol.

Reklama

Zsyłki więźniów ze Stutthofu

Jak informuje M. Orski w publikacji pt. "Represje zastosowane przez władze radzieckie wobec więźniów obozu koncentracyjnego Stutthof po wkroczeniu Armii Czerwonej na terytorium Pomorza Gdańskiego w marcu 1945 roku" „wyzwoliciele” obozu koncentracyjnego KL Stutthof, deportowali więźniów obozu z Pomorza Gdańskiego do ZSRR. Faktom deportacji byłych więźniów Stutthofu do Grudziądza, Działdowa i obozów w ZSRR nie zaprzeczył dyrektor Centralnego Archiwum Państwowego ZSRR w Moskwie Anatolij Prokopienko, który w wywiadzie dla Dziennika Bałtyckiego z 1 stycznia 1991 roku, przyznał, że wiele więźniów obozów koncentracyjnych trafiło do radzieckich łagrów.

Reklama

Warto również przypomnieć, że po natarciu na Polskę 17 września 1939 roku wielu obrońców ojczyzny trafiło do radzieckiej niewoli. Rosjanie pierwszych Polaków zsyłali już w 1940 roku. Wśród nich byli także pracujący na wschodzie Kaszubi.

- Wielu Kaszubów służyło w Korpusie Ochrony Pogranicza, zmobilizowano ich też w różnych jednostkach, na różnych frontach. Gdy 17 października Związek Radziecki napadł na Polskę bardzo wielu Kaszubów trafiło do niewoli. Rodziny funkcjonariuszy, żołnierzy i policjantów też były wysyłane na Sybir i do Kazachstanu. Milczano o tym przez wiele lat, dopiero w 90-tych poruszono tę historię - opowiada dyrektor muzeum.

Powrót Polaków do ojczyzny nastąpił w latach 1946-47, jednak wielu nie wróciło do kraju nigdy...

Aplikacja na Androida

Obserwuj nas na Obserwuje nas na Google NewsGoogle News

Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!

Reklama

Komentarze opinie

  • Awatar użytkownika
    Pisiorek - niezalogowany 2020-09-17 15:54:31

    Taaa a Aleksander Kwaśniewski syn zbrodniarza Izaaka Stolzmana cały czas jest czczony jak bóg przez czerwoną zarazę. Tymczasem są to czerwone ścierwa przez których w Polsce do 1989 roku panował czerwony terror.

    odpowiedz
    • Zgłoś wpis
  • Ja - niezalogowany 2020-09-17 16:02:22

    Ty już nie masz mózgu......!

    • Zgłoś wpis
  • gość 2020-09-17 16:09:38

    ty masz chyba nieodwracalne zmiany po Covid 19

    • Zgłoś wpis

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.



Reklama

Wideo Kartuzy.info




Reklama
Reklama
Reklama
Reklama
Najnowsze wiadomości