Zarówno GKS Przodkowo, jaki i KS Chwaszczyno, po niezwykle udanej inauguracji pierwszego, debiutanckiego sezonu na poziomie III ligi, po punkty sięgnęły także w drugiej serii spotkań. Solidarnie przywiozły z wyjazdowych spotkań po jednym oczku za remis. Zdecydowanie trudniejsze zadanie mieli przodkowianie, którzy starli się w Wejherowie z miejscowy Gryfem - liderem tabeli i jednym z głównych pretendentów do awansu do II ligi.
Potyczki o punkty pomiędzy Gryfem i GKS-em miały jak dotąd wyłącznie IV i V-ligową historię. Co ciekawe, bezpośredni bilans tych spotkań wypada na korzyść ekipy z Przodkowa, choć po raz ostatni zespoły te spotkały się ze sobą przed pięcioma laty. Co więcej, gospodarze sobotniego spotkania przed rokiem bili się jeszcze o mistrzostwo II ligi, natomiast ich rywale grali dwie klasy rozgrywkowe niżej.
Stąd zdecydowanym faworytem meczu był Gryf, który tegoroczne zmagania ligowe rozpoczął od pogromu 5:0 na GKS Manowo. Po pierwszych 45 minutach wydawało się, że miejscowi są na najlepszej drodze, by tamten wynik powtórzyć. Po golach Kołca w 6 i 44 minucie prowadzili 2:0, ale był to najniższy wymiar kary, jaki wejherowianie mogli zaserwować rywalom z Przodkowa. Przy strzale Gicewicza uratowała nas poprzeczka, a uderzenia z dystansu Osłowskiego na szczęście mijały światło bramki Dyszkiewicza.
Przez pierwsze 10 minut drugiej połowy Gryf nadal dominował, ale zaraz potem stała się rzecz niesłychana. Mający dotąd trudności z wyjściem z własnej połowy przodkowianie w sobie tylko znany sposób zmienili obraz gry diametralnie, wrzucili wyższy bieg i w ciągu zaledwie pięciu kolejnych minut odrobili wszystkie straty!
Najpierw nie popisał się filar defensywy mejscowych - Przemysław Kostuch, którego nonszalancję z zimną krwią wykorzystał w 56 minucie Mateusz Frankowski, który wyłuskał piłkę i zdobył kontaktową bramkę. W 63 minucie na listę strzelców wpisał się Sebastian Frankowski, który chwilę wcześniej zastąpił na boisku zdobywcę pierwszej bramki. Także w tej sytuacji nie popisał się blok obronny gospodarzy.
Pewni siebie miejscowi w kilka chwil zostali wybici z rytmu, a w ich poczynania wkradła się nerwowość. Zespół Sebastiana Letniowskiego poczuł tymczasem "krew" i poszedł za ciosem, w efekcie czego w 76 minucie dopiął swego. Z beznadziejnej wydawało się sytuacji Przodkowo zdołało bowiem wyjść na prowadzenie, a swoich byłych kolegów pogrążył Jakub Gronowski!
W Wejherowie zaczęło "pachnieć" mega sensacją, ale punkt dla Gryfa uratował na 10 minut przed końcem spotkania rezerwowy Więcek. Wynik nie uległ już zmianie i mecz zakończył się remisem 3:3.
Drugi z "naszych" beniaminków także udał się w tej serii spotkań na mecz wyjazdowy, tyle że do Koszalina. Tamtejszy Bałtyk żądny był rewanżu na powiecie kartuskim, jako że w pierwszej serii spotkań zespół ten uległ w Przodkowie 0:2. Chwaszczyno miało natomiast na koncie trzy punkty za derbowy triumf nad Cartusią i z pewnością apetyt a kolejną ligową wygraną.
W odróżnieniu od tego, co miało miejsce w Wejherowie, w Koszalinie kibice bramek nie zobaczyli wcale. Oba zespoły grały bardzo zachowawczo. Miejscowi usiłowali co prawda zrehabilitować się za porażkę sprzed tygodnia i pokonać beniaminka z Chwaszczyna, ale zespół Aleksandra Cybulskiego zaprezentował się w obronie bardzo solidnie, nie pozwalając miejscowym rozwinąć skrzydeł.
Nie zabrakło mimo wszystko kilku okazji do zdobycia bramek, i to obu stronach boiska, ale żadna z nich nie przyniosła zmiany rezultatu, w efekcie czego bohaterzy sobotniego spotkania podzielili się punktami.
Komentarze