Reklama

Jak ukraińscy uczniowie odnajdują się w polskiej szkole?

Mija prawie 40 dni od momentu, gdy Rosja zaatakowała Ukrainę. Do Polski dotarło już około 2,5 miliona osób uciekających przed wojną i rosyjskimi agresorami. To głównie kobiety i dzieci. Spora grupa trafiła na Pomorze i tereny powiatu kartuskiego. Wiele z nich w pierwszych dniach po przybyciu zapisało dzieci do polskich szkół. W gminie Kartuzy największą grupę ukraińskich uczniów przyjęła Szkoła Podstawowa nr 1. Dyrekcja i nauczyciele ogromnie zaangażowali się w to, by ci czuli się w murach Jedynki dobrze, komfortowo i bezpiecznie.

Szkoła Podstawowa nr 1 im. Św. Kazimierza w Kartuzach ma kilkuletnie doświadczenie w nauczaniu obcokrajowców. Do wybuchu wojny w społeczności szkolnej było ich 20, w tym 15 obywateli Ukrainy. Po 24 lutego ta liczba wzrosła prawie trzykrotnie. Obecnie w kartuskiej Jedynce uczy się ponad 50 dzieci, w większości w klasach edukacji wczesnoszkolnej. Aby ułatwić ukraińskim rodzinom trudne początki w Polsce procedurę przyjęcia uproszczono w możliwe jak największym stopniu.

-  Do zapisu do naszej szkoły wystarczał nam paszport albo akt urodzenia dziecka. W większości przypadków, matki miały ze sobą akty urodzenia dzieci i na podstawie tego, przyjmowaliśmy dzieci do szkoły. Podczas pierwszej wizyty przeprowadzamy rozmowę z rodzicem i uczniem, by podjąć decyzję, do której klasy dziecko posłać. Tu warto zaznaczyć, że nie jest to takie oczywiste, bo w Ukrainie system edukacji wygląda inaczej. Dzieci rozpoczynają tam pierwszą klasę jako sześciolatki, nie ma zerówki. Połowa rodziców podjęła decyzję, by zapisać dzieci do klasy niżej niż w szkole ukraińskiej – wyjaśnia Dariusz Zelewski, dyrektor Szkoły Podstawowej nr 1.

Reklama

Kartuska Jedynka zaczęła przyjmować ukraińskie dzieci jako jedna z pierwszych. Atmosfera w szkole, podejście dyrekcji i nauczycieli, sprawiło, że na wybór tej placówki decydowało się wielu ukraińskich rodziców. Ci, którzy już zapisali dziecko przekazywali informację o szkole kolejnym przybyłym.

-  Początkowo staraliśmy się umieszczać dzieci w klasach razem, jednak w pewnym momencie w roczniku mieliśmy nawet po ośmioro uczniów, musieliśmy więc podzielić ich na grupy. Obecnie w klasach jest po dwoje-troje uczniów ukraińskich. Tak się złożyło, że w niektórych rocznikach mieliśmy możliwość przyjęcia dzieci, bo oddziały nie były tak liczne – mówi dyrektor Jedynki.

Reklama

Ukraińscy uczniowie pojawiają się w szkole już następnego dnia po zapisach.

- Staramy się, by dzieci były w szkole nieco wcześniej, przed rozpoczęciem zajęć. Nim trafią do klasy, spotykają się z pedagogiem i dyrektorem, są oprowadzani po szkole, otrzymują karty, swoje szafki i niezbędne przybory. Zapewniamy też uczniom obiady, obecnie finansowane przez GOPS, a wcześniej przez nasze stowarzyszenie – informuje Dariusz Zelewski.

Co ważne, sama klasa, do której trafiają nowi uczniowie jest wcześniej na to przygotowywana. Uczniowie rozmawiają z wychowawcą i otrzymują odpowiedzi na wszystkie nurtujące ich pytania.

Reklama

- Do naszej szkoły trafiają też podopieczni z domu dziecka, więc często zdarza się tak, że w trakcie roku szkolnego pojawia się nowy kolega czy koleżanka. Dla naszych uczniów to nie jest nowość. Potrafią otoczyć troską i opieką swoich nowych przyjaciół – dodaje dyrektor.

- Nauczyciel nie ukrywa przed dziećmi, jaka jest sytuacja, są otwarci na dialog z uczniami. Wyjaśniają im, że pomoc jest nie tyle naszym obowiązkiem, co przywilejem, że mamy szansę dać coś od siebie.  Uczniowie z Ukrainy nie oczekują współczucia, ale prawdziwych relacji i akceptacji. A my tak naprawdę otrzymujemy więcej niż dajemy, widzimy, jak dzieci pomagają i jak się angażują – podkreśla.

Reklama

Jak zaznacza, uczniowie bardzo szybko integrują się z nowymi kolegami i koleżankami.

- Są nawet klasy, które się pytają, kiedy ktoś do nich trafi, bo to coś nowego. Dzieci bardzo się zaangażowały w pomoc - oprowadzają nowych uczniów, uczą się słówek i ukraińskich zwrotów, pomagają w nauce polskich. Jesteśmy wręcz zaskoczeni, jak sobie radzą z barierą komunikacyjną. Używają na przerwach translatorów, by jak najszybciej się porozumieć. Korzyści z takich kontaktów są obustronne – nowi uczniowie poznają język polski, a pozostali uczą się nowego języka z własnej inicjatywy i woli – mówi dyrektor.

Reklama

Aby ukraińscy uczniowie lepiej czuli się w szkole, Jedynka zatrudniła też ukraińskiego nauczyciela, który zna język polski. Szkolna psycholog  jest po kursie nauki ukraińskiego, zna już podstawowe zwroty i może się porozumieć.

-  Najważniejsze jest te kilka pierwszych dni w nowej szkole.  Ważne, by uczeń się osłuchał i nawiązał pierwsze relacje. Pani Tatiana nie ma stałego planu zajęć, wspiera tych uczniów, którzy mają na początku największe problemy, towarzyszy im na zajęciach, służy wsparciem i pomaga w komunikacji – mówi dyrektor. 

Co ważne, dzieci kilka razy w tygodniu spotykają się w grupach z panią Tatianą i opowiadają jej, jak sobie radzą, z czym mają problemy.

Reklama

- Dzięki temu uczniowie mają możliwość wyrażenia wszystkich myśli i emocji w swoim ojczystym języku. Pani Tatiana po takich zajęciach rozmawia z pedagogiem i wicedyrektor i wspólnie zastanawiają się, jak rozwiązać dany problem – mówi Dariusz Zelewski.

O tym, że ukraińskie dzieci dobrze czują się w Jedynce, mówią też sami rodzice i opiekunowie.

- Moi synowie od pierwszych dni zachwycili się szkołą. Chodzą na lekcje dużo chętniej niż w Ukrainie. Tam w szkołach panuje znacznie większy rygor. Tu bardzo im się podoba to, że nie ma ocen, a na przerwach można się bawić. Dzieci zostały wspaniale przyjęte przez uczniów, nauczycieli i dyrekcję. Synowie nie mają problemu z matematyką czy angielskim, ale przedmioty takie jak historia są już trudniejsze – mówi Mila, mama dwójki uczniów.

Reklama

- Goszczę u siebie matkę z córką. Krótko po przyjeździe postanowiliśmy zapisać Stefanię do szkoły. Poszłam tam razem z moimi gośćmi. Chciałabym zaznaczyć, że zostaliśmy fantastycznie przyjęte i to na każdym etapie wizyty. Panie z sekretariatu są przemiłe, dyrekcja bardzo empatyczna i świetnie zorganizowana. Od pierwszej chwili wiedziałyśmy, że ta szkoła to dobry wybór, a Stefania będzie tu szczęśliwa. I rzeczywiście dziewczynka bardzo szybko się w niej odnalazła i z radością do niej chodzi – mówi pani Małgosia.

Najbliższe miesiące nie będą łatwe dla polskich szkół, jak sobie poradzą z tym wyzwaniem, okaże się wkrótce. Z pewnością jednak konieczne jest wsparcie ministerialne i rządowe, bo obecnie największe koszty ponoszą samorządy, a jak wiadomo, te również borykają się z problemami finansowymi.

Aplikacja na Androida

Obserwuj nas na Obserwuje nas na Google NewsGoogle News

Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!

Reklama

Komentarze opinie

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.



Reklama

Wideo Kartuzy.info




Reklama
Reklama
Reklama
Reklama
Najnowsze wiadomości