Piłkarze III-ligowej Cartusii 1923 Kartuzy nie najlepiej radzą sobie w tym sezonie w roli gospodarza. W trzecim meczu przy ul. 3 Maja doznali drugiej porażki. Co gorsza ponownie pozwalając przyjezdnym na zdobycie aż trzech goli. Tym razem niebiesko-biało-czarnych wypunktował japoński zaciąg w Gwardii Koszalin, a miejscowi ulegli zdecydowanie 0:3.
O sobotniej potyczce z Gwardią podopieczni Jerzego Jastrzębowskiego najpewniej chcieliby jak najszybciej zapomnieć. Nasi III-ligowcy zagrali wyjątkowo słabo i przegrali zasłużenie.
Od pierwszych minut to goście chętniej biegali, wychodzili z wysokim pressingiem i wykazywali się większą kreatywnością w ataku. Co więcej, mimo że to kartuzianie dominowali pod względem warunków fizycznych, w większości pojedynków powietrznych górą byli przyjezdni.
Mimo to, w pierwszej połowie miejscowi od czasu do czasu starali się jeszcze przeciwstawić rozgrywającym bardzo dobre zawody Gwadzistom. Najlepszą okazję do bramki miał Puczyński, który w 36 minucie, po dośrodkowaniu Dawidowskiego nieczysto trafił głową z trzech metrów i piłka zamiast wpaść do bramki, poszybowała obok. Losy spotkania próbował też na swoje barki wziąć Łuczak, którego indywidualne akcje i dryblingi przysparzały rywalom sporo problemów. Niemniej, za każdym razem potrafili go w ostatniej chwili powstrzymać.
Swoje okazje mieli też piłkarze z Koszalina, ale brakowało im skuteczności. Nie potrafili nawet wykorzystać kontrataku, w którym przed szarżującą trójką gości bronił się jedynie Andrychowski oraz strzegący bramki Tułowiecki.
Pierwsza połowa zakończyła się bezbramkowym remisem i choć to goście pozostawili lepsze wrażenie, wydawało się, że wynik meczu jest sprawą otwartą. Niestety po zmianie stron na boisku panowała już tylko Gwardia. Najjaśniejszymi punktami naszego zespołu byli Dawidowski i Łuczak, ale pojedyncze próby poderwania kolegów do walki nie pozwoliły na nawiązanie boju o choćby punkt z rozkręcającymi się z minuty na minutę przeciwnikami.
Pierwszy cios Gwardia zadała w 57 minucie, choć do utraty gola przyczynił się w tej sytuacji Tułowiecki. W niegroźnej zadawać się mogło sytuacji Kacepr wypuścił piłkę z rąk, a ta spadła wprost pod nogi Japończyka Ikegamiego. Temu nie pozostało nic innego jak umieścić futbolówkę w pustej bramce. Kilka minut później ten sam zawodnik znalazł się w sytuacji "sam na sam", ale tym razem nasz golkiper wykazał się kunsztem i uratował swój zespół przed utratą drugiego gola.
Na wydarzenia na boisku natychmiast zareagował trener Jarzębowski, dokonując w 60 minucie potrójną zmianę. Na boisku pojawili się Kowalkowski, Nurek i Formela, ale nie zmieniło to oblicza gry Cartusii. Co więcej, odsłonięcie i próba doprowadzenia do remisu sprawiła, że miejscowi nadziali się na dwie zabójcze kontry. Egzekutorem w obu przypadkach okazał się inny Japończyk w barwach Gwardii - Takuya Murayama. Na listę strzelców wpisał się w 85 i 89 minucie, ustalając wynik meczu na 0:3.
Komentarze