Kartuska Komenda Państwowej Straży Pożarnej postawiona została na nogi we wtorkowe popołudnie za sprawą alarmu pożarowego, który uruchomił się w miejscowej kolegiacie. Na miejsce natychmiast pognały dwa zastępy, ale jak się okazało - niepotrzebnie. Alarm był bowiem jedynie głupim żartem.
Sygnał o zagrożeniu trafił do dyżurnego kartuskiej komendy dokładnie o godz. 18.32. Kartuska kolegiata wyposażona jest w nowoczesny system monitoringu, połączony zarówno z firmą obsługującą wchodzące w jej skład urządzenia, jak również miejscową jednostką straży. Stąd nie było wątpliwości, gdzie należy zadysponować pierwsze zastępy do walki z żywiołem.
Na miejsce, zgodnie z procedurą, wysłano na początek dwa wozy z siedmioma strażakami, którzy zaledwie kilka minut później dojeżdżali już do zespołu poklasztornego. Na miejscu nie zastano jednak ani ognia, ani nawet najmniejszego zadymienia.
Jak się okazało, alarm włączony został mechanicznie przez nieznanego żartownisia, który wybił szybkę w jednym z ręcznych ostrzegaczy pożarowych i wcisnął znajdujący się tam włącznik, uruchamiając tym samym całą procedurę.
Zgłoszenie fałszywego alarmu pożarowego jest wykroczeniem, za które grozi wysoka grzywna oraz obciążenie kosztami wyjazdu służb ratunkowych.
Bartek Gruba
Obserwuj nas na Google News
Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!
Komentarze