Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
To o czym pisze misha jest wynikiem układu, jaki powstał po wyborach samorządowych. Największym nieszczęściem dla Kartuz był wybór p. Lehman na burmistrza. Jej paskudny charakter i skłonności do narzucania swojej woli bez możliwości sprzeciwu doprowadziły do tego, że wartościowe jednostki odeszły lub zostały zwolnione. Zatrudniono ludzi, którzy są bezgranicznie jej posłuszni. Wynikły z tego same złe rzeczy. Zamiast pracować merytorycznie, zaczęły się waśnie, przepychanki i wzajemne zwalczanie. Skutkiem takich złych działań jest np: gminna oświata. Na wiceburmistrza d/s oświaty zatrudniono osobę niekompetentną (całe szczęście, że odchodzi), w swoim działaniu całkowicie poddaną burmistrzowi. Odeszli doświadczeni, znający prawo oświatowe dyrektorzy i zastąpiono ich ludźmi z przypadku, którym ograniczono kompetencje a wszelkie decyzje w zarządzaniu szkołą są uzgadniane z gminą. Takim przykładem jest wymiana dyrektora w "piątce". A co do wizerunku Kartuz, to wynika on również ze złych działań i poziomu radnych gminy oraz włodarzy miasta. Podróżując po Polsce możemy zauważyć pięknie i ze smakiem urządzone przydomowe ogródki ale są i takie, gdzie ustawiono wyłącznie kilkadziesiąt kolorowych krasnali. A na co stać naszą gminę? Nawet krasnali nie widać. Co do p. Bajerskiej. Ładnie wpisała się w układ z burmistrzem i wiernie służyła. Dlaczego odeszła? Jak wielu przed nią i zapewne po niej. Wystarczy porozmawiać z tymi ludźmi. Przyczyny są podobne.
No, nie ma nikt dobrego pomysłu na to, jak ma wyglądać to miasto :rolleyes:
No ale co ma burmistrz do prowadzenia interesów i sklepów???? Kartuzy są blisko trójmiasta i tam duża część mieszkańców robi zakupy. Wolny rynek. Co to jest Korea Północna aby władza mówiła jak i kto ma robić interesy?? No ludzie
a mnie się podoba co Mischa pisze - jakby nie patrzeć to same konkrety
Mischa zostań naszym Burmistrzem! Proszę proszę!! Wejszesz do Koszałki i ciach! Dla Ciebie wypełnią cały sklep. Drogi zrobisz za własną kasę w jeden weekend. Zmienisz centrum w High Park z Twoim pomnikiem. I będziemy się Ci kłaniać.
Naszła mnie może nie dokładnie w kontekście artykułu, ale związana z Kartuzami myśl... Kartuzy, "miasto" powiatowe. W cydzysłowiu, bo nie postrzegam poważnie Kartuz jako miasta. To zapyziała, głęboka wiocha. Tak jak wygląda teraz, to przystoiło by jeszcze może 15 lat temu, najlepiej 30. Szaro-bura komuna. Jak to możliwe, że miasto powiatowe będące w bezpośrednim sąsiedztwie jednej z większych aglomeracji w tym kraju, zamieszkałe przez (mimo kilku swoich poważnych wad) zaradnych "do se" Kaszubów, wygląda jak satyra z filmów Bareji? Z czym mi się kojarzą Kartuzy? Hmmm. 1. Wjeżdżam do Kartuz. Znoszę jeszcze widok od strony Garcza. Ujdzie. Od strony Żukowa, Bytowa, Kobysewa wygląda po prostu przygnębiająco i tak, jakby to miasto powoli opuszczano. Drogi wjazdowe oprócz tej od Żukowa w fatalnym stanie. Chociaż i ona kończy się przy tablicy "Kartuzy". 2. Centrum. Jakie właściwie centrum? Centrum geometryczne, "kulturalne", towarzyskie? Nie ma. Jako centrum typuję cały bajzelo-niewiadomoco-syf w konfiguracji Biedronka-Zigert. Bo tam ludzie snują się chcąc kupić coś do jedzenia, oraz ogrzać porą zimową oczekując na przyjazd autobusu monopolisty tej branży na pomorzu. O dworcu będzie dalej. Na drugim miejscu do pozycji centrum aspiruje coś, co w innych miastach nazywa się rynkiem i to nie w kontekście handlowym. Tylko mały problem. Wjeżdżając jednokierunkową Kościuszki, czy drugą możliwą drogą od strony dworca cały trud ożywienia "rynku" poprzez ławeczki, klomby i bruk niszczą niebieskie... no właśnie co? Tablice? Ilekroć wjeżdżam tu samochodem, nie mogę się nadziwić kogo to był pomysł, kto za to zapłacił i kto ma, a właściwie nie ma odrobiny wyczucia i gustu. To są gabloty o estetyce szafek narzędziowych w stoczni wykonane przez uczniów pierwszego roku warsztatów szkolnych z lat 80-tych. Chcę szczerze poznać personalia osób które wymyśliły/zaprojektowały to, stworzyły (zapłaciły to się akurat domyślam) i na końcu pozwoliły zablokować i zmiażdżyć wizualnie kawałek czegoś lepszego niż szaro-bure rozsypujące się namiastki kamienic w tym "centrum". Analizując to widzę tu jedynie "układ" na wykonanie, bo będąc chociaż trochę obiektywnym a tym bardziej troskliwym o wygląd centrum miasta, nikt nie dałby w życiu zgody na postawienie takiego syfu. Dodatkowo centrum to plac operacyjny załogi "dżi" montującej namiętnie blokady na każde koło, które dotknęło oznakowania poziomego o strukturze przerostu formy nad treścią. Umiem jeszcze zrozumieć, jak ta blokada jest na pojeździe z tablicami GKA. Nikt stąd nie powinien być zdziwiony nadgorliwym i często absurdalnym zachowaniem Straży Miejskiej. Panowie robią co mogą, żeby utrzymać swój status "tak, jednak jesteśmy jakoś potrzebni" bo bez tych blokad ich istnienie można łatwo poddać w wątpliwość. Zszokowany jednak jestem widząc blokadę na kole turysty z egzotyczną jak na te strony rejestracją... Włącza im się tryb ataku, pouczenie nie istnieje i nie jest wskaźnikiem w tabelkach. Bałbym się tu wracać. 3. Przy okazji parkowania. Najlepiej zaparkować w Łapalicach, Grzybnie, Ręboszewie czy Łapinie. Niestety lokalna władza nie połapała się do dziś z czymś, co odkryłem po 4 miesiącach mieszkania w okolicy. Kartuzy jako miasto powiatowe we wspomnianej wcześniej okolicy aglomeracji, jest bazą wypadową do niej. Tylko... Trzeba tu dojechać. Kartuzy nie są same dla siebie. Ludzie dojeżdżają tu, żeby dalej dojeżdżać! Jest to dla mnie zbieżne z ideologią transportu zbiorowego promowanego na całym świecie. Docierasz do najbliższego punktu z autobusem, metrem, kolejką, czymkolwiek i ruszasz dalej taniej, ekologicznie, szybciej w dalszą podróż do pracy. Czasy się zmieniły i samochód zrobił się tańszy od roweru. Rower za 1000 PLN ukradną po minucie, starego Golfa za 400 PLN nie. Tylko trzeba go gdzieś zaparkować. Okolica jest wiejska, drogi w większości złe, bez poboczy lub gruntowe i nie widzę opcji docierania na kolej czy autobus o 5 rano nawet 2 kilometrów pieszo czy rowerem, w błocie czy skrajem drogi gdzie mogę zginąć. Niestety parkowanie w Kartuzach jest postrzegane przez włodarzy chyba wyjątkowo negatywnie. Bez pomyślenia o co właściwie chodzi. Bo tak. 4. I teraz dworzec. Mając w zamyśle poprzedni punkt. Co to w ogóle jest ? Czy jakiś inspektor BHP mógłby się zająć tematem? To jest stacja Sybir dla zesłańców ? Wizualnie, nastrojowo i użytecznie. Nie zmienił się nic chyba od 1939. 5. Sklepy. Jest tu masę sklepów, ale ich asortyment, zaopatrzenie i w wielu wypadkach obsługa powoduje, że przestałem sobie zawracać głowę Kartuzami. Prędzej znajdę coś i kupię w Żukowie, a najlepiej od razu pojadę do Gdańska. Szkoda czasu. Tak, to nie wina władz miasta, ale mentalność pseudo-kupczyków. 6. Znaki szczególne Kartuz. - pierwsze miejsce: "Sean Connery" Kwidziński. Strażak nad strażaki. Nie, że mam coś do niego, ale jego obecność w mediach jest odrobinę zbyt natarczywa. W ogóle strażacy tutaj to dla mnie głównie spotkania, odznaczenia, biby i honory. A to podobno "Bogu na chwałę"... - Burmistrz Lehman. Twarz znam, na żywo parę razy widziałem i słyszałem. Z jakim zagadnieniem, wyczynem, znakiem szczególnym mi się kojarzy? Hmmm... Z niczym prospołecznym, aktywnym, na plus. Jedynie z nieustającymi wieściami o konfliktach w jej otoczeniu. To właśnie zainspirowało mnie do napisania tych wypocin. Nie wpływa to bezpośrednio niby na moje życie, ale daje taki niesmak, że coś tu chyba nie działa jak powinno. - Dorota Arciszewska-Mielewczyk. Jej twarz jest mi znana bardziej niż kogokolwiek innego. Nie ma zdjęć z imprezy na której nie byłoby jej sztucznej twarzy i bezpłciowego uśmiechu. Boje się, że kiedyś otworzę lodówkę rano, a ona też tam będzie! Litości! - GKA. Czyli synonim agresywnego Kaszubskiego kierowcy. Bo moja prawda na drodze jest mojższa niż Twojższa i prędzej zginę, niż ustąpię pierszeństwa, zwolnię, czy dam się wyprzedzić. Nie. Kaszeba-drajwing w niektórych przypadkach klasyfikuje do permanentnego odizolowania jednostki od reszty społeczeństwa. - Humorystycznie, ale musiałem: Sklep Koszałka: Mamy wszystko, ale na zamówienie. Na zamówienie to ja mam Allegro :) 7. Atrakcje i miejsca godne polecenia. Czuję się odrobinę bezpiecznie i "europejsko" w cukierni na piętrze przy Kościuszki. Byłem ze da razy. Promenada koło "Złotej Jesieni", PUB na Jeziornej. Koniec. To tylko niektóre z wielu płaszczyzn określających w moich oczach Kartuzy. Nawet trochę dokładniejsza analiza miałaby objętość małej książki. Reasumując. Kartuzy to niczym po-PGR-owska wiocha przed duże W. W czasach niegranicznych możliwości projektowych, materiałowych, przerobowych i dzięki mimo wszystko dotacjom z UE - ogromnych finansowych, Kartuzy stopniem rozgarnięcia przypominają PGR. Nie ma tu powodu z własnej woli przyjeżdżać i egzystować. Chyba, że trzeba. Jestem w stanie wynająć za własne pieniądze busa, zapakować osoby odpowiedzialne za wygląd i działanie tego "miasta" i zabrać na jednodniową wycieczkę, aby zobaczyli jak wyglądają obecnie chociażby Chojnice, Bytów czy Kościerzyna. Centrum Chojnic całkiem obiektywnie jest najładniejszym na pomorzu. Z Bytowa i tym bardziej Kościerzyny przez ostatnie lata udało się też zrobić miejsce, gdzie na serio można by mieszkać i żyć. W Bytowie wygląda całkiem europejsko, Kościerzyna się rozpędza, ale efekty są i widać dobry kierunek. W każdym z tych miast można zobaczyć ładne centrum będące wizytówką miasta, zjeść coś w znośnej restauracji, kupić ciuch w markowym sklepie każdej już prawie marki - tak jak w trójmieście, a nawet często taniej. Znaleźć pracę lub chociaż co może niewymierne, ale mieć nadziej, że jakaś większa firma zdecyduje się tam osiedlić. W Kartuzach brakuje wszystkiego: wizji, pomysłu, wykonania, estetyki, chęci, jakiegoś pozytywnego punktu zaczepienia dla zwykłego człowieka. Są za to przepychanki, tanie sensacje i inne rzeczy, które są tylko wypełniaczem szaro-burej rzeczywistości.
Urząd :). Nasz wspaniały Urząd i rządy naszej Pani :) .Wybrałem się do Urzędu załatwić rodzinne,ale w dzisiejszych czasach komputerów okazalo się że nie ma druków.Będą może w poniedziałek. To jest kpina:) Dodane czw, 10 paź 2013, 18:48:14 : CO JEST GRANE? GDZIE DWIE WYPOWIEDZI MOICH POPRZEDNIKÓW????
To o czym pisze misha jest wynikiem układu, jaki powstał po wyborach samorządowych. Największym nieszczęściem dla Kartuz był wybór p. Lehman na burmistrza. Jej paskudny charakter i skłonności do narzucania swojej woli bez możliwości sprzeciwu doprowadziły do tego, że wartościowe jednostki odeszły lub zostały zwolnione. Zatrudniono ludzi, którzy są bezgranicznie jej posłuszni. Wynikły z tego same złe rzeczy. Zamiast pracować merytorycznie, zaczęły się waśnie, przepychanki i wzajemne zwalczanie. Skutkiem takich złych działań jest np: gminna oświata. Na wiceburmistrza d/s oświaty zatrudniono osobę niekompetentną (całe szczęście, że odchodzi), w swoim działaniu całkowicie poddaną burmistrzowi. Odeszli doświadczeni, znający prawo oświatowe dyrektorzy i zastąpiono ich ludźmi z przypadku, którym ograniczono kompetencje a wszelkie decyzje w zarządzaniu szkołą są uzgadniane z gminą. Takim przykładem jest wymiana dyrektora w "piątce". A co do wizerunku Kartuz, to wynika on również ze złych działań i poziomu radnych gminy oraz włodarzy miasta. Podróżując po Polsce możemy zauważyć pięknie i ze smakiem urządzone przydomowe ogródki ale są i takie, gdzie ustawiono wyłącznie kilkadziesiąt kolorowych krasnali. A na co stać naszą gminę? Nawet krasnali nie widać. Co do p. Bajerskiej. Ładnie wpisała się w układ z burmistrzem i wiernie służyła. Dlaczego odeszła? Jak wielu przed nią i zapewne po niej. Wystarczy porozmawiać z tymi ludźmi. Przyczyny są podobne.
No, nie ma nikt dobrego pomysłu na to, jak ma wyglądać to miasto :rolleyes:
No ale co ma burmistrz do prowadzenia interesów i sklepów???? Kartuzy są blisko trójmiasta i tam duża część mieszkańców robi zakupy. Wolny rynek. Co to jest Korea Północna aby władza mówiła jak i kto ma robić interesy?? No ludzie