Reklama

Kartuzy. Do Klasztornego dostały się ścieki znikąd

Wydawało się, że przyczyny wylewu ścieków do Jeziora Klasztornego z końca lutego zostały wyjaśnione. Prezes KPWiK, a za nim część lokalnej prasy podała, że winny całemu zajściu był zator w sieci kanalizacyjnej należącej do szpitala. Władze PCZ stanowczo jednak zaprzeczają, by na terenie spółki doszło do jakiejkolwiek awarii, przez co z wylewem nie mogą mieć nic wspólnego.

Dość niespodziewany bieg przybrała próba ustalenia tego, kto jest winny kolejnego wycieku ścieków do Jeziora Klasztornego. O problemie pisaliśmy nieco ponad tydzień temu. Wyciek zauważył i powiadomił odpowiednie służby członek kartuskiego koła wędkarskiego nr 057, który obchodził brzeg akwenu. Jak przekonywał, do awarii musiało dojść nieco wcześniej, bo w piątek 24 lutego było już widać, że ktoś prowadził prace na studni przy ul. Klasztornej. Nie zauważono jednak, że wyciek nastąpił także na pobliskim wypływie brzegowym, czego dowodem były zalegające na roztopionym już częściowo lodzie nieczystości.

Gdy informowaliśmy o wycieku, nikt nie był w stanie przybliżyć wszystkich okoliczności tego zdarzenia. Władze szpitala przekonywały, że ich sieć kanalizacyjna pracuje prawidłowo, zaś pod nieobecność prezesa Grundkiewicza w KPWiK panowała informacyjna blokada. Gdy wrócił, zasugerował jednak, że wina leży po stronie szpitala.

- Powiatowe Centrum Zdrowia posiada własną kanalizację deszczową i sanitarną i to na nim spoczywa obowiązek jej eksploatacji, sprawdzania i czyszczenia. Nie chciałbym wydawać wyroków, że ktoś tego nie dopilnował, ale podejrzewam że w tym przypadku znów wystąpił tam zator, w wyniku którego doszło do wylewu ścieków - wyjaśnia prezes Grundkiewicz.

Analogiczna sytuacja miała też jego zdaniem miejsce przed dwoma laty. Jak wyjaśnia, zator na szpitalnej sieci sanitarnej doprowadził wówczas do spiętrzenia się ścieków, a te w końcu przelały się do kanalizacji deszczowej, której wylot znajduje się tuż przy brzegu...Jeziora Klasztornego. Wobec medialnego nagłośnienia sprawy zewsząd zaczęły padać deklaracje konieczności uregulowania tej kwestii. Mimo to, ścieki znów popłynęły do jeziora.

- Chciałbym przy okazji zdementować informacje, które się pojawiły i sugerują, że przy tamtym zdarzeniu zawinił KPWiK. Tylko szpital posiada tam sieć kanalizacyjną i nie ma do niej włączonej żadnej innej, z przyległych do niego terenów. Wszystkie ścieki, zarówno deszczowe, jak i sanitarne, które tam spływają, wyprodukowane są tylko i wyłącznie przez szpital - dodaje prezes Grundkiewicz, przekonując jednocześnie, że KPWiK chętnie pomoże w utrzymaniu szpitalnej sieci, ale do tego potrzebna jest zlecenie PCZ, bez którego jego pracownicy nie mają nawet prawa wejścia na teren szpitala w celu dostępu do urządzeń kanalizacyjnych.

Przy okazji wyszło też na jaw, że dzień przed ujawnieniem wycieku szpital zlecił KPWiK-owi udrożnienie swojej sieci. W tej sytuacji ustalenie winnego wydawało się oczywiste, a na szpital posypały się gromy. Tyle tylko, że jego kierownictwo zapewnia nadal, że nie ma nic wspólnego ani z przypisywaną mu siecią przy Jeziorze Klasztornym, ani rzekomym wyciekiem.

- Nie było żadnej awarii, przynajmniej nie u nas. Rzeczywiście zleciliśmy gminnej spółce oczyszczenie kanalizacji, ale w zupełnie innym miejscu. Zapewniam, że nie miało to żadnego związku z rzekomym wypływem nieczystości - przekonuje Karol Góralski.

- Szpital nie ma zresztą nic wspólnego ze znajdującą się tam siecią. Powtarzam po raz kolejny, że to nie nasze rury, a ten teren ma dla nas takie samo znaczenie jak łąka pod Sierakowicami. Gdyby to zależało ode mnie to byłbym ją nawet w stanie zabetonować - puentuje prezes Góralski, wyjaśniając przy okazji, że roboty ziemne które prowadził w ostatnich dniach szpital także nie miały żadnego związku z wyciekiem, a polegały jedynie na wymianie cementowego fragmentu sieci burzowej na pcv.

Gdzie zatem leży prawda? Wciąż nie wiadomo. Do rur, przez które już drugi raz w ciągu ostatnich dwóch lat do Jeziora Klasztornego popłynęły ścieki nikt się nie przyznaje. Obie strony zdają się być pewne swego i wzajemnie zrzucają na siebie winę. Szkoda tylko, że przy okazji cierpi na tym jezioro, na rekultywację którego gmina Kartuzy przeznaczyła już niemałe nakłady finansowe. Obecna sytuacja podaje w wątpliwość sensowność tych działań, ponieważ dopóki problem nie zostanie zdiagnozowany, a przede wszystkim zażegnany, spodziewać można się niestety kolejnych tego typu newsów.

Bartek Gruba
Aplikacja na Androida

Obserwuj nas na Obserwuje nas na Google NewsGoogle News

Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!

Reklama

Komentarze opinie

  • Awatar użytkownika
    MastaJoda - niezalogowany 2012-03-13 08:08:33

    I jak to jezioro ma być ku... kiedykolwiek czyste?

    odpowiedz
    • Zgłoś wpis
  • Awatar użytkownika
    ines_ka - niezalogowany 2012-03-10 11:40:13

    no to jeśli badania to potwierdzą to szpital powinien mieć OC to mona ściągnąć. A jak nie ma polisy to niech placi z własnej kieszeni.

    odpowiedz
    • Zgłoś wpis

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.



Reklama

Wideo Kartuzy.info




Reklama
Reklama
Reklama
Reklama
Najnowsze wiadomości