Gdy wielu mieszkańców podlewa ogród wodą z wodociągu, Wioletta i Adam Kwidzińscy od lat korzystają wyłącznie z tego, co spadło z nieba. Dzięki własnemu systemowi gromadzenia deszczówki nie tylko oszczędzają tysiące litrów wody, ale także pokazują, że przygotowanie się na coraz częstsze susze może zacząć się od jednego prostego pomysłu.
– W tym roku nawet nie odkręcałem wody ogrodowej. Wszystko – podlewanie warzyw, drzew, mycie czy inne prace wokół domu – wykonujemy przy użyciu deszczówki – mówi Adam Kwidziński z Pępowa.
Gdy wielu mieszkańców podlewa ogród wodą z wodociągu, Wioletta i Adam Kwidzińscy od lat korzystają niemal wyłącznie z tego, co spadło z nieba. Na swojej posesji stworzyli system gromadzenia deszczówki, który dziś pozwala im przejść przez coraz dłuższe okresy suszy bez korzystania z wody z sieci. To rozwiązanie nie tylko obniża rachunki, ale także pokazuje, że przygotowanie się na skutki zmian klimatu można zacząć od prostych działań.
Pomysł nie narodził się z fascynacji nowoczesnymi technologiami ani ekologią. Kwidzińscy chcieli mieć własne warzywa, owoce i zadbany ogród, jednocześnie ograniczając wydatki na wodę.
– Wszystko zaczęło się od potrzeby. Chcieliśmy mieć własne warzywa, owoce i zadbany ogród, ale jednocześnie nie chcieliśmy płacić za wodę do podlewania. Skoro deszcz pada za darmo, szkoda byłoby jej nie wykorzystać – opowiada pan Adam.
Z czasem niewielkie rozwiązanie przerodziło się w rozbudowany system. Dziś deszczówka z niemal dwustumetrowego dachu trafia do zbiornika o pojemności 12 metrów sześciennych. To jednak nie jedyne źródło wody.
– Korzystamy również z wody przechwytywanej przez stary system drenażowy, który funkcjonuje tutaj jeszcze od czasów przedwojennych. To woda przesączająca się przez ziemię. Nie jest idealnie przejrzysta, ale zawiera naturalne biogeny i mikroelementy, dlatego świetnie nadaje się do podlewania roślin. Dzięki temu składniki odżywcze wracają do gleby i są ponownie wykorzystywane przez warzywa czy drzewa owocowe.
Pomysł wykorzystania istniejącej infrastruktury okazał się równie ważny.
– Gdy podłączyliśmy się do kanalizacji, szkoda było taki zbiornik zostawić niewykorzystany. Wyczyściliśmy go razem z żoną i synem, dostosowaliśmy do nowych potrzeb, zamontowaliśmy pompę i cały system zaczął działać. Większość prac wykonaliśmy własnymi siłami.
Reklama
System jest stale rozwijany. Właściciele testują kolejne rozwiązania i szukają sposobów na jeszcze lepsze wykorzystanie zgromadzonej wody.
– Początkowo myślałem, żeby wszystkie przewody zakopać w ziemi, ale zostawienie części węży na powierzchni ma swoje zalety. Woda, zanim trafi do roślin, ogrzewa się od powietrza. Dzięki temu nie ma dużej różnicy temperatur i rośliny lepiej to znoszą.
Najważniejszą rolę odgrywają jednak linie kroplujące.
– To najbardziej oszczędny sposób podlewania. Woda trafia dokładnie tam, gdzie jest potrzebna – pod korzenie. Korzystamy z takich linii przy ogórkach, pomidorach, burakach, tujach, czereśniach i wielu innych roślinach. W czasie upałów nie moczymy liści, dzięki czemu ograniczamy ryzyko chorób.
Reklama
W ogrodzie nie brakuje też prostych, własnych pomysłów.
– Przy borówkach ustawiliśmy zwykłe wiaderka z niewielkimi otworami. Nalewam do nich wodę i wiem, że każda roślina dostaje dokładnie tyle, ile potrzebuje. Nie rozlewam jej bez potrzeby po całym ogrodzie. To prosty patent, ale bardzo skuteczny.
Także szklarnia korzysta wyłącznie z wody opadowej.
– Uprawiamy pomidory, ogórki, wcześniej rosły tutaj także papryki, w tym Carolina Reaper. Wszystkie rośliny podlewamy wodą zgromadzoną w zbiorniku. Dzięki temu nawet w czasie suszy możemy prowadzić uprawę bez korzystania z wody wodociągowej.
Reklama
Dla gospodarzy oszczędzanie wody to element szerszego podejścia do gospodarowania zasobami.
– Staramy się dawać drugie życie różnym przedmiotom. Donice, wiadra czy inne plastikowe pojemniki wykorzystujemy wielokrotnie. Zamiast je wyrzucać, służą nam jeszcze przez lata w ogrodzie. To także element dbania o środowisko.
Naturalnym uzupełnieniem jest kompostowanie.
– Wszystkie odpady organiczne trafiają na kompost. Dodatkowo wykorzystujemy naturalny obornik. Dzięki temu zamykamy obieg materii i ograniczamy potrzebę stosowania sztucznych nawozów.
Jak podkreślają gospodarze, równie ważne jest planowanie.
– Kluczowe jest magazynowanie jak największej ilości wody zimą. To właśnie po świętach wielkanocnych bardzo często zaczynają się tygodnie bez większych opadów, a wtedy rośliny najbardziej potrzebują wody. Jeśli zgromadzimy odpowiedni zapas wcześniej, możemy spokojnie przetrwać ten okres.
Historia Wioletty i Adama pokazuje, jak można przygotować się na coraz częstsze okresy bez opadów. Zdaniem naukowców takie rozwiązania będą z roku na rok coraz ważniejsze.
Bogdan Chojnicki z Katedry Bioklimatologii Uniwersytetu Przyrodniczego w Poznaniu podkreśla, że zagrożenie suszą obejmuje już cały kraj, również Kaszuby.
– W praktyce zagrożona suszą jest dziś cała Polska, a Kaszuby nie są wyjątkiem. W ostatnich latach obserwujemy wyraźny wzrost temperatury powietrza. To z kolei prowadzi do intensywniejszego parowania wody z jezior, rzek, gleby oraz roślinności. Sam proces parowania jest zjawiskiem naturalnym, jednak wraz ze wzrostem temperatury staje się coraz bardziej intensywny, co znacząco pogarsza bilans wodny. Efekty są już widoczne. W wielu kaszubskich jeziorach obserwujemy obniżanie się poziomu wody. Oznacza to, że woda ubywa szybciej, niż jest uzupełniana przez opady. Dodatkowo rosnące temperatury zwiększają zapotrzebowanie na wodę zarówno w gospodarstwach domowych, jak i w rolnictwie czy przemyśle. Coraz częściej korzystamy z zasobów wód podziemnych do podlewania ogrodów czy innych celów użytkowych, a lokalnie zdarza się to również na dużą skalę. W efekcie działają jednocześnie dwa niekorzystne procesy: z jednej strony wyższe temperatury przyspieszają utratę wody przez parowanie, a z drugiej intensywnie eksploatujemy zasoby wód podziemnych. To sprawia, że z każdym kolejnym ciepłym rokiem zbliżamy się do sytuacji, w której niedobory wody mogą stać się poważnym problemem społecznym i gospodarczym.
Reklama
Ekspert podkreśla, że jednym z najważniejszych działań, które mogą ograniczyć skutki suszy, jest zatrzymywanie wody opadowej.
– Jest to jedno z najważniejszych działań adaptacyjnych do zmian klimatu. Musimy pamiętać, że wody podziemne odnawiają się stosunkowo wolno. Jeśli zostaną nadmiernie wykorzystane, ich odbudowa może trwać wiele lat. Dlatego nie powinny być podstawowym źródłem zaspokajania rosnącego zapotrzebowania na wodę.
– Najbardziej naturalnym i odnawialnym źródłem wody są opady atmosferyczne. Kluczowe staje się więc zatrzymywanie deszczówki jak najbliżej miejsca, w którym spadła. Mówimy tutaj o szeroko rozumianej retencji – od zbiorników na deszczówkę, przez ogrody deszczowe, aż po rozwiązania krajobrazowe spowalniające odpływ wody. Warto podkreślić, że celem retencji nie jest samo magazynowanie wody. Najważniejsze jest to, aby mogła ona zasilać glebę, roślinność i lokalne ekosystemy. Woda spowalniana w krajobrazie wspiera rośliny, poprawia warunki życia zwierząt i zwiększa odporność środowiska na suszę.
Jak zaznacza Bogdan Chojnicki, retencja pomaga nie tylko podczas suszy, ale również w czasie coraz częstszych nawalnych opadów.
– Zmiana klimatu ma dwa oblicza. Pierwsze to coraz częstsze okresy suszy i niedoboru wody. Drugie to gwałtowne, nawalne opady deszczu, które pojawiają się coraz częściej wraz z napływem gorącego i wilgotnego powietrza. Jeżeli nie zatrzymamy części wody tam, gdzie spadła, bardzo szybko spływa ona do najniżej położonych miejsc, przeciążając kanalizację deszczową i zwiększając ryzyko lokalnych podtopień. Dlatego nawet niewielkie działania, takie jak zbiorniki na deszczówkę, ogrody deszczowe czy obniżanie krawężników umożliwiające spływ wody na tereny zielone, mogą znacząco poprawić sytuację. Każdy mieszkaniec może mieć w tym swój udział, jednak działania te powinny być również planowane i koordynowane na poziomie samorządów.
Reklama
Ekspert zwraca również uwagę, jak duże ilości wody można zatrzymać nawet na jednej posesji.
– Na Kaszubach średnia suma opadów wynosi około 600–700 mm rocznie. Oznacza to, że z każdego metra kwadratowego dachu można potencjalnie zebrać od 600 do 700 litrów wody rocznie. W przypadku domu z dachem o powierzchni 100 m² daje to około 60–70 tysięcy litrów wody rocznie, czyli 60–70 m³. To bardzo znaczący zasób, który w większości przypadków jest dziś bezpowrotnie odprowadzany do kanalizacji lub cieków wodnych. Tymczasem część tej wody mogłaby zostać wykorzystana lokalnie lub zasilić grunt.
Zdaniem Bogdana Chojnickiego zwiększanie retencji przestaje być wyborem, a staje się koniecznością.
– Jeżeli nie będziemy zwiększać retencji i racjonalnie gospodarować zasobami wodnymi, deficyty wody będą się pogłębiać. Coraz częściej będziemy sięgać po wody podziemne, jednak ich zasoby są ograniczone i nie odnawiają się w tempie odpowiadającym rosnącemu zużyciu. W przyszłości będziemy więc mierzyć się zarówno z częstszymi okresami suszy, jak i z gwałtownymi zjawiskami pogodowymi – ulewami, podtopieniami oraz silnymi burzami. To właśnie jeden z najbardziej widocznych przejawów zmiany klimatu: coraz większa zmienność między okresami niedoboru i nadmiaru wody. Dlatego zatrzymywanie deszczówki, zwiększanie retencji i rozsądne gospodarowanie wodą nie są już działaniami opcjonalnymi. Stają się koniecznością, jeśli chcemy zachować bezpieczeństwo wodne regionu i ograniczyć skutki zmian klimatu dla mieszkańców Kaszub i nie tylko.
Jak podkreśla Urszula Pakulska z Wojewódzkiego Funduszu Ochrony Środowiska i Gospodarki Wodnej w Gdańsku, deszczówka to jedno z najprostszych i najbardziej efektywnych narzędzi adaptacji do zmian klimatu
- Deszczówka to darmowa woda, dlatego warto ją zbierać. Dzięki temu można nie tylko oszczędzać wodę i obniżać rachunki, ale także zwiększać odporność swoich posesji na skutki zmian klimatu. Mikroretencja ogranicza ryzyko podtopień podczas intensywnych opadów, a jednocześnie pomaga lepiej radzić sobie z suszą i upałami. Zgromadzoną wodę opadową można wykorzystać między innymi do podlewania ogrodu czy kwiatów w domu.
Osoby, które chcą zainwestować w takie rozwiązania, mogą skorzystać z programu „Mikroretencja – wsparcie indywidualnej mikroretencji wód opadowych w województwie pomorskim”, którego nabór rozpoczął się 22 czerwca.
- To jeden z najbardziej wyczekiwanych programów w tym roku, o czym świadczy bardzo duże zainteresowanie mieszkańców – liczne telefony, e-maile i pytania w mediach społecznościowych. Dofinansowanie można otrzymać na instalacje służące zbieraniu i wykorzystywaniu wód opadowych i roztopowych, takie jak systemy zbierania deszczówki z dachów, podjazdów i chodników, magazynowanie wody w zbiornikach czy retencjonowanie jej w gruncie. Mieszkańcy województwa pomorskiego mogą otrzymać dotację do 90 procent kosztów kwalifikowanych, maksymalnie 8 tysięcy złotych. Z programu mogą skorzystać właściciele, współwłaściciele oraz użytkownicy wieczyści domów jednorodzinnych. Warto pamiętać, że najpierw należy zrealizować inwestycję, a dopiero później złożyć wniosek o dotację. Koszty kwalifikują się od 1 lipca 2024 roku – podkreśla Urszula Pakulska.
Historia Wioletty i Adama Kwidzińskich pokazuje, że przygotowanie się na coraz częstsze susze nie zawsze wymaga kosztownych inwestycji. Czasem wystarczy pierwszy zbiornik na deszczówkę, rozsądne podlewanie czy kompostownik. Im więcej takich działań na prywatnych posesjach i w przestrzeni publicznej, tym większa szansa na zatrzymanie wody tam, gdzie jest najbardziej potrzebna.
A jak wygląda to u Was? Ile litrów deszczówki udało się Wam zgromadzić? Korzystacie już z własnych systemów retencji, a może dopiero planujecie taką inwestycję? Jakie rozwiązania sprawdzają się najlepiej? A może uważacie, że takie inwestycje po prostu się nie opłacają?
Tekst powstał w ramach projektu „Local Poland narrative" finansowanego przez fundację European Climate Foundation.
Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze