Reklama

Kartuzy. Do smrodu musimy się przyzwyczaić

Wszystko wskazuje na to, że problem nieprzyjemnych zapachów unoszących się nad miastem nie zostanie szybko rozwiązany. Urzędnicy są świadomi tego, że należy odciąć dopływ zanieczyszczeń do jeziora Karczemnego by można było rozpocząć jego rekultywację, jednak nie wykonują w tym kierunku adekwatnych działań.

Z roku na rok stan kartuskich jezior pogarsza się, a co za tym idzie sami mieszkańcy mogą odczuć problem zanieczyszczonych akwenów, z których wydobywa się przenikliwy smród unoszący się nad miastem. Problem nasilił się w tym roku, a wszystko wskazuje na to, że będzie jeszcze gorzej. Niestety wygląda też na to, że do tego fetoru będziemy musieli się przyzwyczaić.

O odorze zgnilizny nad Kartuzami pisaliśmy już w lipcu. Nieprzyjemny zapach nad miastem powrócił też przed tygodniem. Postanowiliśmy ustalić jakie konkretne działania podjął kartuski magistrat, by rozwiązać ten problem.

- Na chwilę obecną gmina Kartuzy nie ma możliwości przeprowadzenia rekultywacji jezior zgodnie z przygotowanym programem (z uwagi na brak porozumienia z właścicielem Jeziora Karczemnego), wobec czego gmina Kartuzy zmuszona została do zmiany planów w tym zakresie. Najważniejszym i pierwszym etapem w każdej rekultywacji jest zablokowanie dopływu zanieczyszczeń. Od wspomnianego w Państwa e-mailu czasu (od lipca 2016 roku - przyp. red.) gmina Kartuzy zleciła przygotowanie projektu przebudowy kanalizacji deszczowej, odbierającej wody opadowe ze zlewni jezior, która w sytuacji nawalnych deszczy staje się źródłem zanieczyszczeń punktowych - projekt jest w trakcie realizacji - pisze Olga Goitowska, kierownik Wydziału Gospodarki Odpadami i Ochrony Środowiska.

- Ponadto trwają prace nad realizacją projektu pilotażowego skupiającego się nad doprowadzeniem do dobrego stanu fizykochemicznego wód Jeziora Klasztorne Małe (prace przewiduje się w początkowej fazie tylko na tym Jeziorze) - przewidywane uzyskane efekty być może przekonają właścicieli Jeziora Karczemnego do potrzeby rekultywacji i ich jeziora, którzy ostatecznie wyrażą zgodę na prace rekultywacyjne. To jest najbliższa perspektywa działań, skupiająca się nad stanem jezior, w planach są kolejne uzależnione od wyników tych wyżej wymienionych. Swoją drogą toczy się postępowanie odwoławcze od decyzji Starosty Kartuskiego ustalającej linię brzegową Karczemnego, które jest jednym z etapów do przejęcia jeziora na własność Skarbu Państwa - kontynuuje.

Choć urzędnicy zdają sobie sprawę, że jedynym rozwiązaniem problemu jest radykalne odcięcie dopływu zanieczyszczeń do jezior, nie biorą pod uwagę, że wody opadowe wpadające do akwenów nie są jedynym źródłem zanieczyszczeń.

Jak wynika z przeprowadzonych badań w ramach "Programu Odnowy Kartuskich Jezior" do kartuskich akwenów wpływają różne nieczystości, w tym też ścieki sanitarne. W sumie naliczono aż kilkadziesiąt miejsc, z których do wody dostają się podejrzane ciecze i nieczystości, w tym wyloty kanalizacji deszczowej, a nawet sanitarnej.

Ostatnie kontrole w zakresie gospodarki ściekowej dotyczącej gospodarstw domowych Urząd Miejski w Kartuzach prowadził w 2014 roku. Z kolei przedsiębiorstwa kontrolowano po raz ostatni w 2015 roku. Aktualnie działań kontrolnych urząd nie prowadzi.

W dotychczasowych stanowiskach urzędu miejskiego przeszkodą nie do pokonania jest brak aktu własności jeziora. Sam akt nie spowoduje jednak, że do akwenów przestają spływać nieczystości. Uzyskanie aktu własności nie jest jedynym działaniem, który urząd musi wykonać przed przystąpieniem do rekultywacji. Specjaliści są zgodni, że priorytetem jest likwidacja dopływów nieczystości do jezior.

- Sytuacje, w których do jezior dostają się najróżniejsze nieczystości z kolektorów deszczowych, a nawet ścieki bytowe są absolutnie niedopuszczalne i nie mają prawa mieć miejsca. Nawet incydentalnie. Bezwzględnym warunkiem jest więc odciąć dopływy wszelkich nieczystości i dopiero potem można zacząć działania rekultywacyjne. Niedawno mieliśmy taką sytuację podczas rekultywacji jednego z jezior. Po jej przeprowadzeniu efekty okazały się o wiele mniejsze niż oczekiwaliśmy. Na własną rękę postanowiliśmy więc poszukać przyczyn takiej sytuacji. Okazało się, że do akwenu wciąż dopływają nieczystości. W takim przypadku proces rekultywacji na pewno nie przyniesie zamierzonych efektów. Jest to syzyfowa praca - podkreśla Marek Kobyłecki, zawodowo zajmujący się rekultywacją jezior.

Gmina winą za roznoszący się nad miastem smród obarczyła właścicieli jeziora, z którymi aktualnie nie prowadzi żadnych rozmów. Cały czas trwają postępowania administracyjne mające na celu ich wywłaszczenie. Znając praktykę urzędniczą i sądową, mogą jeszcze potrwać latami.

Czy dla dobra ogółu nie warto byłoby usiąść z powrotem do stołu i dojść do porozumienia z właścicielami jeziora? Czy nie można na bieżąco kontrolować dopływów nieczystości? Same plany kanalizacji burzowej raczej nie wystarczą.

Patrząc na dotychczasowe działania urzędu i ich tempo, powinniśmy wyposażyć się w odpowiedni zapas maści neutralizującej zapach, najlepiej z eukaliptusem i mentolem, albo przyzwyczaić się do smrodu.

AL
Aplikacja na Androida

Obserwuj nas na Obserwuje nas na Google NewsGoogle News

Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!

Reklama

Komentarze opinie

  • Awatar użytkownika
    _kibic - niezalogowany 2016-09-20 21:38:24

    Moze AL uwaza, ze wlasciciele jeziora to idioci,ktorzy pozwalaja na zniszczenie swojego jeziora. Ja uwazam,ze KPWIK powinien oczyscic jezioro i zaplacic odszkodowanie wlascicielom. Kto zanieczyszcza to sprzata i placi. Ciekawe czy gdyby, ktosnarobil AL na podworko, toco byzrobil?

    odpowiedz
    • Zgłoś wpis

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.



Reklama

Wideo Kartuzy.info




Reklama
Reklama
Reklama
Reklama
Najnowsze wiadomości