Pomnik kozy na kartuskim deptaku początkowo budził kontrowersje, ale szybko stał się lokalnym symbolem i ulubieńcem mieszkańców oraz turystów. Teraz władze gminy postanowiły pójść o krok dalej i wprowadzić do miasta prawdziwą kozę – nie tylko jako atrakcję, ale też jako… kosiarkę! Ta czteronożna specjalistka od zieleni ma zadbać o miejskie trawniki, łącząc ekologię z oszczędnością. Zero hałasu, zero spalin, a do tego dużo uroku – czy to nie genialny pomysł?
Przed rokiem na deptaku w Kartuzach stanęła koza. Początkowo inicjatywa ta wzbudziła mieszane uczucia – „Dlaczego koza?!” pytali jedni, „Czemu nie?” odpowiadali drudzy. Z czasem rzeźba stała się jednym z ulubionych punktów na mapie miasta. Widząc, jak mieszkańcy polubili pomnik, urzędnicy postanowili pójść krok dalej: skoro statyczna koza robi furorę, to co dopiero żywa!
- Na początku nie wiedziałem, co myśleć o tym pomniku, ale teraz nie wyobrażam sobie deptaka bez niego. A pomysł z prawdziwą kozą? No cud, miód i trawa, a właściwie znikająca trawa” – śmieje się pan Andrzej, mieszkaniec Kartuz.
Reklama
Koza ma się zajmować zielenią miejską w sposób w pełni naturalny. Koniec z hałasującymi kosiarkami, koniec z wydatkami na paliwo – od teraz kartuskie trawniki będą przycinane metodą przeżuwania. Efekt? Zielone, zdrowe i ekologiczne miasto.
- Szacujemy, że dzięki kozie oszczędzimy kilka tysięcy złotych rocznie na koszeniu trawy. A jak dobrze pójdzie, to może nawet dwóch kóz nie będziemy potrzebować!” Poza tym chcemy, aby nasza koza stała się lokalnym symbolem dbałości o środowisko - przyznaje jeden z urzędników.
Reklama
Nie od dziś wiadomo, że kozy mają charyzmę. Ta kartuska ma stać się nową gwiazdą miasta – mieszkańcy i turyści będą mogli podziwiać jej umiejętności ogrodnicze, a dzieci nauczą się, jak działa naturalna gospodarka łąkowa. Gmina planuje nawet nadać jej imię – może Kozia Kartuzka? A może po prostu… Koza?
-To naprawdę nietypowy, ale świetny pomysł. Trawa będzie wykoszona, a my zyskamy sympatyczną maskotkę miasta. No i w końcu jakaś inwestycja, która nie gryzie po kieszeni – dodaje pani Maria, emerytka z Kartuz.
Reklama
Gmina Kartuzy udowadnia, że innowacje wcale nie muszą oznaczać kosztownych technologii i skomplikowanych projektów. Czasem wystarczy odrobina kreatywności i… trochę siana! Czy inne miasta pójdą tym śladem? Może już wkrótce zamiast kosiarek zobaczymy całe stada ekologicznych ogrodników?
Aktualizacja - 2 kwietnia
Oczywiście był nasz żart z okazji 1 kwietnia
Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze