Reklama

„Polak jak coś robi, to robi to dobrze" — zapytaliśmy Pedro z Teneryfy o Polaków, kaszubską piosenkę i hiszpańskie „mañana"

Pedro De Gracia ma mamę Polkę i tatę Hiszpana — i, jak się okazuje, sporo do powiedzenia o obu krajach naraz. Wcześniej gościł w Kartuzach, gdzie gotował dla nas hiszpańskie danie. Tym razem to my pojechaliśmy do niego — na Teneryfę, do Santa Cruz. Rozmawialiśmy o tym, czy Polacy są tam lubiani, dlaczego nikt się nie spieszy, i co Pedro pamięta z Kaszub. Całość, razem z próbą wzajemnej lekcji języka, zobaczycie w filmie.

Pedro De Gracia to mieszkaniec Teneryfy z mamą Polką i tatą Hiszpanem — od dziecka miał więc kontakt z dwiema kulturami naraz. Znamy go już z Kartuz, gdzie odwiedził nas i przygotował jedno z dań hiszpańskiej kuchni. Tym razem to my przyjechaliśmy do niego, na spotkanie w Santa Cruz, stolicy wyspy.

A ile się tu w ogóle pracuje? — zapytaliśmy na wstępie.

— Tylko tyle, ile się musi — odpowiedział Pedro bez wahania.

Polacy za to, jego zdaniem, mają na Teneryfie dobrą markę. Zna Polaka, który zajmuje się remontami, i mówi o nim wprost:

Reklama

— Jest uwielbiany, bo po prostu wszystkie łazienki ciekną, a Kanaryjczyk nie wie, co to jest, żeby coś podłożyć.

Podobnie jest z mechanikami — Pedro twierdzi, że polscy fachowcy na wyspie dobrze się prowadzą, bo w większości skończyli szkoły zawodowe, których w Hiszpanii praktycznie nie ma. Tam zawód przechodzi z rąk do rąk: od dziadka, przez ojca, do syna. A różnicę widać, jego zdaniem, gołym okiem:

— Ci, co robią na skróty, to nie są mechanicy, tylko wymieniacze części. Naprawić to nie znaczy wymienić, tylko naprawić to, co jest zepsute. A żeby naprawić, trzeba wiedzieć, co się zepsuło, a żeby wiedzieć, co się zepsuło, trzeba wiedzieć, dlaczego się zepsuło.

Reklama

Nie mogło zabraknąć pytania o hiszpańskie „mañana". Pedro tłumaczył je bez wahania: to, czego nie zrobisz dziś, spokojnie zrobisz jutro.

— Maniana. Nic nie musimy zrobić dziś. Pamiętaj: to, co możesz zrobić dziś, jutro też to zrobisz — powiedział.

A co łączy Kaszubów i Kanaryjczyków? Według Pedra — przede wszystkim to, że jedni i drudzy mówią głośno. Zapytaliśmy też, co zapamiętał z pobytu na Kaszubach. Odpowiedź przyszła szybko — kaszubskie jeziora, które Pedro wymówił po swojemu: „Kaszëbsczé jezora".

Reklama

Sporo mówiliśmy o jedzeniu i codzienności. Pedro opowiedział o krokietach — klasycznie z szynką serrano albo kurczakiem, ale na Kanarach chętnie robionych z owoców morza. Wspomniał też o ceviche, peruwiańskiej potrawie z surowej ryby, limonki i czerwonej cebuli, którą miejscowi przerobili po swojemu, na małych muszelkach.

— Jak sąsiad widzi, że pijesz kawę na balkonie, to mówi: coś jest nie tak — dodał, opowiadając, jak na wyspie traktuje się odpoczynek w środku dnia.

Zboczyliśmy też na chwilę w geografię. Wyspy Kanaryjskie to osiem wysp, a dwie największe — Teneryfa i Gran Canaria — jak żartował Pedro, nie zawsze się ze sobą dogadują. Mają nawet dwie stolice: Las Palmas i Santa Cruz, gdzie akurat rozmawialiśmy. Pedro wspomniał też o kalimie — zjawisku, przy którym piasek znad Afryki, leżącej tuż obok, przesłania słońce nad wyspami.

Reklama

Na koniec spytaliśmy wprost: zostajesz tu, czy wracasz do Kartuz? Zostaję na Teneryfie — odpowiedział Pedro. Całą rozmowę, łącznie z próbą wzajemnej lekcji kaszubskiego i hiszpańskiego, zobaczycie w filmie.

Aplikacja na Androida

Obserwuj nas na Obserwuje nas na Google NewsGoogle News

Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!

Źródło i opracowanie własne Aktualizacja: 16/09/2026 13:34
Reklama

Komentarze opinie

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.



Reklama
Reklama
Reklama
Reklama
Reklama
Najnowsze wiadomości