Kolejny absurd czy inwestycja mająca służyć bezpieczeństwu? Burmistrz Kartuz wyszedł z pomysłem budowy drogi łączącej ulicę Wzgórze Wolności z ulicą Jeziorną. Problem w tym, że miałaby ona przebiegać przez teren tamtejszej kwiaciarni, z którą burmistrz toczy spór od dawna. Zdaniem właścicielki kwiaciarni, jak i części radnych, to inwestycja to tylko element "wojenki" gospodarza gminy. Ten z kolei przekonuje, że to dla bezpieczeństwa mieszkańców.
Trwa sesja Rady Miejskiej w Kartuzach. Jednym z punktów miało być głosowanie nad autopoprawką do Wieloletniej Prognozy Finansowej i wprowadzenie do niej nowego zadania "Budowy drogi łączącej ulicę Wzgórze Wolności z ulicą Jeziorną w Kartuzach". Okazuje się, że droga, która w myśl nazwy miała łączyć, tylko dzieli mieszkańców. Droga miałaby bowiem przebiegać przez teren tamtejszej kwiaciarni, z którą burmistrz toczy spór od dawna.
- Burmistrz chce przeznaczyć ogromne pieniądze, bo ponad 3 mln zł z budżetu na realizację tego projektu, który jest właściwie niezgodny z przepisami. Pod pretekstem realizacji inwestycji celu publicznego chce zastosować przepisy specustawy drogowej i wywłaszczyć nas z naszego podwórka, przez co uniemożliwi nam prowadzenie działalności gospodarczej oraz poprowadzić drogę, która ma być zrealizowana częściowo na jeziorze Karczemnym, którego oczyszczanie dopiero co się kończy, a jest priorytetem dla gminy Kartuzy, a teraz ma być prowadzona tam droga. Jest to niezgodne z przepisami, czego potwierdzeniem jest opinia Zarządu Powiatu Kartuskiego. Chcę uprzedzić tu, być może argumentację burmistrza, który twierdzi w piśmie, które otrzymaliśmy, że ta droga w podwórku "zapewni dostęp do drogi sąsiadującym nieruchomościom, co pozwoli na zakończenie toczącego się w tym przedmiocie sporu". Po pierwsze dotyczy to tylko jednej nieruchomości, a więc domu komunalnego, gdzie jest trzech lokatorów. Po drugie ta nieruchomość ma zapewnioną służebność dojazdu przez nasze podwórku. Po trzecie nie dotarły do nas żadne skargi lokatorów ani gminy, abyśmy nie przestrzegali tego prawa - podkreślała Danuta Zaremba, właścicielka kwiaciarni na Placu Brunona w Kartuzach.Reklama
- Dlatego apelują do państwa radnych, aby przemyśleli swoją decyzję zanim przyłożą swoją rękę do niepotrzebnego obciążenia budżetu realizacji inwestycji przez którą burmistrz po raz kolejny w pewien sposób obchodzi prawo celowo działając na naszą szkodę jako mieszkańców Kartuz - wieloletnich - nasza rodzina w przyszłym roku będzie miała sto lat, jak mieszka w Kartuzach w tym budynku i 75 lat jak prowadzi kwiaciarnię w tym miejscu. Ta inwestycja może po prostu zlikwidować działalność, która służy też mieszkańcom Kartuz. Jestem zdziwiona, chociaż już nie, burmistrz którego hasłem wyborczym jest "Ludzie są najważniejsi" nadal nie potrafi takich spraw załatwiać na zasadzie rozmów. Tylko za plecami próbuje projektować jakieś inwestycje. Dlatego proszę radnych o wstrzymanie się nad głosowaniem trzeciego punktu autopoprawki do momentu wyjaśnienia potrzeby i zasadności inwestycji, która nie rozwiązuje żadnych problemów komunikacyjnych, a będzie tylko obciążeniem budżetu, za który odpowiadamy my wszyscy - dodawała.
Głos w dyskusji zabrał także radny Mariusz Treder.
- Chciałem się zwrócić do państwa radnych i zapytać, czy chcecie państwo dalej uczestniczyć w tej rozgrywce między burmistrzem a państwem Zaremba. Czy komuś jest potrzebna ta droga poza wybujałą fantazją pana burmistrza? W moim przekonaniu w naszym mieście potrzebna jest obwodnica, której brak spędzi sen z powiek każdemu mieszkańcowi naszej gminy, jak otwarte zostaną przejazdy kolejowe i otwarty zostanie dworzec. Możecie być państwo pewni, że one z pewnością miasto zakorkują. 3 mln zł na nikomu niepotrzebną drogę. Ile tutaj już zostało wydanych publicznych pieniędzy? Bezsensownie wydanych publicznych pieniędzy na procesy sądowe, ile energii, ile czasu na znaki drogowe, których w jednym miejscu nie ma aż tylu jak przy domu pogrzebowym w Kartuzach. Stoi tam znak na znaku. Ile wykorzystywania straży miejskiej, do pilnowania tych znaków i nakładania mandatów, które były uchylane przez sąd. Kto normalny w tym kraju stawia na dojeździe do nieruchomości ławeczki, w miejscu, gdzie jest brama wjazdowa? W moim przekonaniu, ta droga ma powstać tylko po to, aby prywatnej osobie zabrać grunt. Myślę, że za te pieniądze można wybudować żłobek, przedszkole, ścieżkę rowerową np. z Kiełpina do Kartuz. Może warto te pieniądze zainwestować w coś, co przyciągnie młodych do naszej gminy. Jak każdy z państwa by się czuł, jak ktoś chciałby na waszym podwórku wybudować drogę lub zrobić zawrotkę? - zaznaczał radny Mariusz Treder
Wtórował mu radny Tyberiusz Kriger.
- Zgadzam się z moim przedmówcą, ale chciałbym zwrócić uwagę jeszcze na jedną kwestię. Tego, jaki będzie odbiór dla obecnych, jak i potencjalnych przedsiębiorców, że w każdej chwili na teren prowadzonej działalności gospodarczej może wejść gmina zarządzana przez tego pana - Mieczysław Gołuńskiego i według widzimisię zabierze teren, co może poskutkować likwidacją działalności. Kwiaciarnia działa już 75 lat i może przestać działań. Może to spotkać każdego przedsiębiorcę. W imię czego? Prywatnych wojenek? Nieumiejętności dogadania się? Naprawdę zwróćmy uwagę jaki dajemy sygnał obecnym, jak i potencjalnym przedsiębiorcom - akcentował radny Tyberiusz Kriger.
Zdaniem burmistrza powstała droga ma ogromne znaczenie dla bezpieczeństwa w ruchu drogowym w tym rejonie.
- Nie realizujemy niczego innego niż tego co mówicie państwo od lat i co od lat realizuje gmina Kartuzy. Łączymy coś, co zostało nieskończone, bo musieliśmy przeanalizować zadanie. Pani Zaremba mówi o podejściu do ludzi, ale to musi działań w dwie strony. Ja jestem bardzo otwarty, natomiast z państwem Zaremba nie możemy uzyskać kawałka chodnika, pani Zaremba protestuje. Jest to bardzo negatywne, że nie możemy zakończyć prostej rzeczy i przykro mi z tego powodu. To rozwiązanie ma bardzo duże znaczenie dla bezpieczeństwa miasta. Po pierwsze, żeby połączyć ścieżkę rowerową Wzgórze Wolności z centrum miasta, nie ma innej możliwości. To wąskie gardło, które jest na Wzgórzu Wolności nie pozwala na przeprowadzenie w żaden sposób ścieżki rowerowej. Jedynym rozwiązaniem jest, aby przeszła tam bokiem i wyjść na parking, który jest na ulicy Wzgórze Wolności. Ta dróżka i droga daje możliwość bezpiecznego przejechania, a więc o to, o proszą państwo Zaremba. Ta droga da też możliwość bezpiecznego przejazdu do zdarzenia służbom. Jest to dla bezpieczeństwa. Dzisiaj ta droga jest i tak jest drogą służebności, więc ten pas drogowy nie jest w żaden sposób ograniczany, tylko na koniec robimy możliwość zawrotu. Będzie można wjechać, wycofać, wyjechać. Powstanie droga publiczna, która będzie bezpieczna, a to przecież wnioski pani Zaremba stwierdzają, że obecny wyjazd jest niebezpieczny. Dlatego też bezpieczeństwo jest dla nas bardzo istotne i dlatego chcemy zrealizować tę inwestycję. Czasami trzeba poświęcić jednostkę, by wykonać inwestycję dla dobra ogółu - mówił burmistrz Kartuz Mieczysław Gołuński.
Do słów burmistrza odniosła się Danuta Zaremba.
- To, co pan burmistrz powiedział przed chwilą, to wywołuję już tylko uśmiech, już nic innego. Opowieści o tym, że my jesteśmy winni niezrealizowania pewnych inwestycji gminnych, jest tłumaczeniem nieudolności. Jeżeli projektu się coś niezgodnie z przepisami albo odstępuje się od pewnych zasad, to wtedy tak się dzieje. Gdyby pan burmistrz miał rację, to sądy już dawno zakończyły byłyby postępowania i przyznały rację burmistrzowi. To, że te inwestycje jeszcze nie są zrealizowane, świadczą o tym, że projekty były niezgodne z prawem i my staramy się egzekwować swoje prawa. I nic więcej - skomentowała Danuta Zaremba.
- Panie burmistrzu, mówi pan o bezpieczeństwie i braku przejazdu w przypadku wypadku. To skrzyżowanie jest na tyle duże, że utworzenie korytarza życia nie jest problemem, a po drugie mamy przecież małą obwodnicę, która właśnie powstała po to, aby odciążyć ruch, więc nie zgadzam się z pana interpretacją - dodawał radny Mariusz Treder.
Dyskusję w tym zakresie zakończył Przewodniczący Rady Miejskiej w Kartuzach Andrzej Dawidowski.
- Wydaje mi się, że ta sprawa jest na tyle obszerna i większość radnych nie zna tych szczegółów. Tutaj potrzeba spotkania. Obie strony powinny zrobić krok wstecz, spotkać się i domówić się. Panie burmistrzu można dziesięć lat walczyć, a czasami wystarczy pięć minut, by spotkać się i porozmawiać i porozumieć. Dlatego proszę o wycofanie tej autopoprawki i odsunięcie tego tematu w czasie - zaapelował przewodniczący Andrzej Dawidowski.Reklama
Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze