Działający w kartuskiej Radzie Miasta Komitet Wyborczy "Zrzeszeni dla Kaszub" od lat firmowany nazwiskiem Mieczysława Gołuńskiego coraz wyraźniej zdaje się tracić na znaczeniu. Pozostające od 2006 roku w opozycji ugrupowanie właśnie zboczyło na jeszcze większy samorządowy margines. Po Henryce Antczak z członkostwa w klubie zrezygnowało kolejnych dwoje rajców - Zygmunt Konkol oraz Ewa Klein. Tym samym obóz byłego burmistrza tworzą obecnie już zaledwie trzy osoby.
Po rozpadzie koalicji "Irki" z "Porozumieniem Samorządowym" akcje Mieczysława Gołuńskiego i jego komitetu na krótko poszły wyraźnie w górę. Sześć głosów jakimi dysponował jeszcze do niedawna ten komitet był łakomym kąskiem zarówno dla Mirosławy Lehman i jej "Irki", jak i Jerzego Pobłockiego i całego "Porozumienia Samorządowego". Mieczysław Gołuński nie tylko jednak nie dogadał się z żadną ze stron, ale i nie zauważył, że jego drużyna rozpada się od środka.
Odnieść można było co prawda wrażenie, że ex burmistrzowi o dziwo nieco bliżej do Mirosławy Lehman. Po odwołaniu z prezydium członków Porozumienia to on przejął funkcję jednego z przewodniczących rady, zaś jego klubowemu koledze, Zygmuntowi Konkolowi przypadła rola nowego szefa komisji rewizyjnej. Zdecydowanie bardziej przychylnym okiem poszczególni członkowie "Zrzeszenia" zaczęli także patrzeć na szefową magistratu w czasie głosowań nad ostatnimi uchwałami.
Sam Mieczysław Gołuński podkreślał wielokrotnie, że w jego komitecie nie obowiązuje żadna dyscyplina głosowanie i każdy podnosi rękę wedle własnego uznania. Takie właśnie na przestrzeni ostatnich miesięcy było "Zrzeszenie dla Kaszub" - niezdecydowane i wyraźnie podzielone.
Pierwszą oznaką rozłamu była rezygnacja z członkostwa w grupie Gołuńskiego Henryki Antczak, która mimo wszystko nadal stoi wyraźnie na przeciw, a nie obok obecnego burmistrza.
W czasie ostatniej sesji to samo uczyniło kolejnych dwoje członków tego ugrupowania - Ewa Klein oraz Zygmunt Konkol. O nich akurat w kontekście opozycji nie można już mówić, ale faktem jest, że jeszcze bardziej osłabili oni i tak wątłą już teraz grupę Gołuńskiego. Poza samym liderem pozostają w niej jeszcze tylko Paweł Rybakowski oraz Arkadiusz Socha, który nawiasem mówiąc także zaczyna przybierać coraz bardziej neutralną pozycję w radzie.
- By móc razem pracować, trzeba ze swoimi partnerami rozmawiać, wspólnie ustalać pewną strategię. Jeśli ktoś jednak wyskakuje przed szereg i opowiada coś, o czym klub nawet nie wie, to nie może to dobrze funkcjonować. Nie chcę, by moje nazwisko było wplątywane w cokolwiek bez mojej wiedzy. Jeśli opierałoby się to na logice i współpracy, nie miałbym nic przeciwko, ale niestety mój kolega uznał najwyraźniej, że wszystko wie najlepiej, a reszta jest wyłącznie do podnoszenia palców. Dlatego wolę być poza tym i działać niezależnie, tak jak miało to miejsce do tej pory - uzasadnia swoją decyzję Zygmunt Konkol.
Komentować rozstania ze swoim komitetem nie chciała radna Klein, ale o interpretację nowej sytuacji, w jakiej znalazł się komitet "Zrzeszeni dla Kaszub" pokusił się Mieczysław Gołuński.
- Pan Zygmunt Konkol od jakiegoś już czasu zmienił nieco postawę, co nie trudno było zresztą zauważyć. Myślę, że nie miało to jednak związku z samym klubem, bo zawsze byliśmy komitetem, który wytyka to, co złego dzieje się w gminie i nie boi się za to krytykować. Pod tym względem nic nie zmieniło, nadal tak jest, ale gdy ktoś nagle obraca się o 180 stopni i znajduje się po drugiej stronie to przyczyn należy chyba szukać gdzie indziej - stwierdził dyplomatycznie były burmistrz. - Co do Ewy Klein nie wiem co jest tego przyczyną. Trudno mi to oceniać, bo to nowa radna, ale pracuje dobrze i mam nadzieję, że nadal tak będzie. Jeśli jednak ktoś czuje się z jakiś względów zobowiązany wobec gminy to ja to rozumiem. Taka była ich decyzja i takie mieli prawo. Cóż, ich zdanie, ich sumienie i myślę, że za to zostaną rozliczeni - podsumowuje Gołuński.
Bartek Gruba
Obserwuj nas na Google News
Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!
Komentarze