Reklama

Kim była Maria Szymichowska? Poznajcie niezwykłą bohaterkę

Narażając życie ukradła wóz z amunicją, ratować rannych jechała pociągiem pancernym, walczyła o Polskę działając w konspiracji w AK, nie zdradziła kraju nawet podczas tortur i widma kary śmierci, uciekła z Fordonu - więzienia dla kobiet o najwyższym rygorze. Była bohaterką i oddaną ojczyźnie patriotką.

Dzień Kobiet to doskonała okazja, by przypomnieć historię jednej z niezwykłych mieszkanek ziemi kaszubskiej - Marii Szymichowskiej.

Urodziła się w 1901 roku w Mezowie w rodzinie Tekli i Szczepana Szymichowskich.

- Dorastała w rodzinie, w której starannie pielęgnowano wartości patriotyczne Ojciec zakładał Polskie Towarzystwo Ludowe oraz kolportował prasę i książki polsko-kaszubskie – napisała Barbara Kąkol w II wydaniu „Kartuskich Zeszytów Muzealnych”

Maria przyszła na świat, gdy Polska była jeszcze pod zaborami, uczyła się więc w pruskich szkołach. Dzięki temu bardzo dobrze znała język niemiecki. Ta umiejętność okazała się później bardzo przydatna.

Reklama

Przed wybuchem wojny Maria Szymichowska pracowała w wejherowskim oddziale Zakładu Ubezpieczeń Społecznych (wcześniej była sekretarką pierwszego starosty kartuskiego, pracowała też w ZUS w Kartuzach). Gdy do Polski wkroczyły wojska niemieckie, została powołana do kierowania drużyną sanitarną – posiadała do tego odpowiednie kwalifikacje sanitarno-wojskowe.

- Czas okupacji hitlerowskiej był dla niej, jak i dla większości Kaszubów, najtrudniejszym okresem w życiu. W 1939 roku Maria dostarczała żywność do polskiego szpitala zorganizowanego w Szkole Morskiej w Gdyni. Jako pielęgniarka Polskiego Czerwonego Krzyża ratowała i opatrywała rannych. Po zajęciu Gdyni nadal pracowała w szpitalu – pisze Barbara Kąkol.

Reklama

Pierwszymi pacjentami byli ranni cywile. W pierwszych dniach ataku Maria otrzymała wiadomość z majątku Nanice, że natychmiast potrzeba tam sanitariuszek. Udała się tam z Haliną Filipkowską.

- Zbliżałyśmy się do torów kolejowych, na których stał pociąg pancerny będący pod obstrzałem samolotów. Nie pozostało nam nic innego jak czołgiem udać się do majątku – relacjonowała we wspomnieniach zebranych przez Brunona Dompke.

O odwadze Marii poświadczyć może choćby historia z wozem konnym.

- (…)w godzinach wieczornych zjawił się pewien polski oficer, dając rozkaz, że należy zdobyć wóz konny załadowany amunicją, który Niemcy pozostawili nieopodal. Na jego pytanie: kto pójdzie? Nie było chętnych, ale gdy ów oficer wyjął z kabury pistolet zrozumiałam, że to nie żarty. Na ochotnika zgłosiłam się pierwsza, po czym przyłączył się do mnie ppor. Paradny. Wóz zdobyliśmy ryzykując własnym życiem, ponieważ na pewnym odcinku trwała normalna frontowa strzelanina i łatwo było stracić tam życie. Jadąc zdobycznym wozem do swoich ciągle byliśmy ostrzeliwani – czytamy we wspomnieniach Marii Szymichowskiej.

Reklama

Pod koniec października Maria wróciła z Gdyni do Kartuz, gdzie do 1940 roku pomagała rodzicom. Potem, w czerwcu 1940, podjęła pracę w charakterze sekretarki w majątku Niemca Alberta Hoenego w Borczu.

- Nie był to zły Niemiec. Jego przychylny stosunek do Polaków potwierdzają relacje wielu tamtejszych mieszkańców. Nawet swoją przynależność do Szchutzstaffeln wykorzystał do niesienia pomocy Polakom. Stanął w obronie księży Arasmusa z Kiełpina i Lafonta z Żukowa oraz bankowca Ćwiklińskiego z Kartuz – pisze w „Zeszytach” Barbara Kąkol.

Reklama

Maria Szymichowska odmówiła podpisania Niemieckiej Listy Narodowej. Podczas pracy w majątku poznała braci Albina (był gorzelnianym) i Alfonsa (pracował w Policach) Sulewskich. Drugi z braci odwiedzając w Borczu pierwszego, dostarczał mu informacje z zakładów produkujących benzynę syntetyczną w Policach. Przywoził też informacje dotyczące adresów fabryk zbrojeniowych, rysunkami lotnisk niemieckich itp. Szymichowska w majątku Hoenego  nawiązała kontakt m.in. z Klemensem Wickim, ważną postacią siatki wywiadowczej Armii Krajowej. W ten sposób została łączniczką AK.

24 czerwca do drzwi Marii zapukali gestapowcy. Tego samego dnia zatrzymano Wickiego i Sulewskiego. Łączniczkę torturowano i przetrzymywano w więzieniach w Gdańsku i Berlinie.

Reklama

- Wylądowałam w swoim kąciku z posiniaczonym okiem, dużym guzem na policzku, brakiem kilku zębów w ustach, powykręcanymi palcami u rok, a prawe biodro całe było w sińcach – relacjonowała Maria.

Katowali ją, a mimo to nie zdradziła wrogowi nic. 13 stycznia 1943 roku, mimo starań Hoenego z Borcza, została skazana na karę śmierci. Wyroku dzięki staraniom Niemca nie uprawomocniono.

Na kolejnej rozprawie Marię skazano na pięć lat zaostrzonego obozu karnego. Jak opisuje we wspomnieniach, przetrzymywano ją w 16 więzieniach, lochach i ciemnicach. Na koniec trafiła do najcięższego więzienia na terenie Polski do Fordonu. Nawet podczas pobytu w zakładach karnych walczyła o kraj. W czasie odbywania kary pracowała w niemieckiej fabryce amunicji. Tam odkręcała zapalniki od pocisków, dzięki czemu te stawały się bezużyteczne.

Reklama

W styczniu 1945 roku, gdy zbliżał się front rosyjski, kartuzianka zbiegła z Fordonu razem z siostrami Szachównami.

- Długa i niebezpieczna była droga mojej ucieczki, bowiem kierowałam się zawsze na północ, w kierunku Gdańska do Kartuz, do rodziców. To, co przeżywałam podczas ucieczki można by opisać na wielu stronach papieru. Przeżywałam chwile grozy w miejscowościach Osie, Kotomierz i Śliwice, ale tę ostatnią miejscowość wspominam najchętniej, bowiem tu odzyskałam wolność – wspomniała Szymichowska.

Reklama

Po zakończeniu wojny Maria doznała wielu przykrości związanych z jej działalnością w konspiracji. Wiele razy przesłuchiwało ją SB, a przez jej dobrą znajomość niemieckiego, zarzucano jej kolaborację z Niemcami.

Zmarła 10 marca 1991 roku.

W ubiegłym tygodniu członkowie Rady Miejskiej w Kartuzach podjęli uchwałę w sprawie nadania jednej z kartuskich ulic im. Marii Szymichowskiej. Będzie to odcinek "kartuskiej obwodnicy" łączący z sobą dwa ronda. Z wnioskiem o nadanie imienia wystąpiło Towarzystwo Upiększania Miasta Kartuz.

Reklama

Tekst powstał na bazie artykułu "Wspomnienia Marii Szymichowskiej" w opracowaniu Barbary Kąkol opublikowanego w "Kartuskich Zeszytach Muzealnych" (wspomnienia przekazał do muzealnego archiwum Brunon Dompke). Korzystałam też z materiałów udostępnionych przez Kazimierza Borzestowskiego.

 

Aplikacja na Androida

Obserwuj nas na Obserwuje nas na Google NewsGoogle News

Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!

Reklama

Komentarze opinie

  • Awatar użytkownika
    Pisiorek - niezalogowany 2021-03-08 09:25:37

    Przykre jest to że tak naprawdę nikt nie rozliczył zbrodniarzy komunistycznego reżimu . Dopiero PiS przynajmniej obniżył emerytury esbeckim i ubeckim zdrajcom.

    odpowiedz
    • Zgłoś wpis
  • Awatar użytkownika
    PiS = mafia - niezalogowany 2021-03-08 09:48:37

    Przy okazji odbierając emerytury policjantom uczciwie pracującym dla III RP, którzy tylko zaczęli pracę w latach 80.

    odpowiedz
    • Zgłoś wpis
  • Pisiorek - niezalogowany 2021-03-08 11:05:26

    Nie policjantom ale farbowanym ubekom, którzy po zlikwidowaniu milicji, ubecji udawali policjantów. Żaden prawdziwy Polak nie wstąpił do ubecji. Zacznij myśleć zamiast uprawniać tu typowo komunistyczną propagandę jak wasz Jerzy Urban.

    • Zgłoś wpis

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.



Reklama

Wideo Kartuzy.info




Reklama
Reklama
Reklama
Reklama
Najnowsze wiadomości