W sobotę doszło do rozwiązania umowy koalicyjnej między radnymi czterech ugrupowań: Platformy Obywatelskiej, Stowarzyszenia "Checz", Porozumienia Samorządowego oraz klubu IRKa. Dwa ostatnie ugrupowania jednak wyrażają chęć dalszej współpracy. Jest duża szansa, że dołączy do nich również "Checz". Na razie burmistrz może liczyć jedynie na dziesięć pewnych głosów w radzie.
W minioną sobotę Mirosława Lehman, burmistrz gminy Kartuzy, zorganizowała spotkanie z radnymi przynależącymi do koalicji, która do tej pory wspierała jej działania.
Porozumienie Samorządowe zawnioskowało o rozwiązanie koalicji i utworzenie nowej. Niemal wszyscy obecni na spotkaniu radni poparli ten pomysł.
- Zachowanie rady na ostatnich sesjach wyraźnie wskazywało na to, że coś nie gra i należy to zmienić - stwierdził Mariusz Kasprzak z Porozumienia Samorządowego. - Teraz chcemy się spotkać jeszcze raz i zastanowić nad nową formą współpracy. Musi zostać zawarta nowa umowa koalicyjna, która będzie zawierała zasady podnoszenia ręki podczas głosowań.
Przeciwko rozwiązaniu koalicji było stowarzyszenie "Checz". Pomimo tego, że na spotkaniu obecna była jedynie Halina Stenka, to jednak Edmund Dunst oraz Józefa Byczkowska są także przeciwni rozwiązaniu koalicji.
- Checz oczywiście dołączy do koalicji, jeżeli będzie taka potrzeba - stwierdził Edmund Dunst. - Jesteśmy jednak za tym, aby nie rozwiązywać starej koalicji, bo co nam da nowa? Czy ma ona stworzyć jeszcze większe podziały w radzie? My tego nie chcemy. Na początku były przecież ustalenia. Poprawmy je i wystąpmy z nową jakością samorządową.
- Dziennik Bałtycki podał, że opuściliśmy koalicję - oznajmiła Józefa Byczkowska, członkini stowarzyszenia "Checz". - Jest to nieprawda, bo wciąż do niej należymy. My jedynie nie popieramy jej rozwiązania.
Do bezproblemowego rządzenia potrzeba burmistrzowi co najmniej jedenastu głosów poparcia. 23 stycznia br. ma odbyć się kolejne spotkanie radnych należących do koalicji.
Komentarze