Reklama

Krótka historia o tym, jak gmina Kartuzy straciła ponad 60.000 zł

Pomimo opinii radców prawnych, gmina Kartuzy w poprzedniej kadencji nie zwróciła pieniędzy należnych spółce, która ogłosiła upadłość przed wejściem na plac budowy. Z tego powodu samorząd musi zwrócić jej teraz ponad 67.000 zł. Burmistrz Mieczysław Gołuński zapowiada, że będzie próbował odzyskać utracone środki od swojej poprzedniczki.

W czwartek zwołano krótką sesję kartuskiej rady miejskiej, na której to radni mieli przegłosować uchwałę, dotyczącą zwrotu 54.400 zł odsetek zasądzonych przez Sąd Okręgowy w Gdańsku.

Cała sprawa rozpoczęła się w grudniu 2012 roku, kiedy to firma z Warszawy wygrała przetarg na budowę boiska treningowego przy stadionie na ulicy Słonecznej w Kartuzach. W ramach zabezpieczenia należytego wykonania umowy musiała ona wpłacić 10 proc. wartości inwestycji, czyli 187.000 zł na konto gminy. Zwycięzca przetargu zanim jeszcze wszedł na plac budowy ogłosił upadłość. Wkrótce po tym gmina wypowiedziała mu umowę.

- W momencie w którym ta firma ogłosiła upadłość, my zgodnie z przepisami prawa powinniśmy byli zwrócić im tę kwotę, a z dokumentów wynika, że tak się nie stało. Mamy też informację, że nasi mecenasi zwracali uwagę na to, że w tym przypadku nie stosuje się przepisów kodeksu cywilnego, tylko prawa upadłościowego i likwidacyjnego. My przetrzymaliśmy tę kwotę w budżecie, odmówiliśmy wypłacenia tych środków syndykowi, no i od 2013 roku była prowadzona korespondencja, w której firma nas wzywała do zwrotu. Niestety syndyk skierował sprawę na drogę sądową, a sąd przyznał mu rację - mówi Tomasz Nadolny, sekretarzy gminy Kartuzy.

- Otrzymaliśmy wyrok sądu wraz z uzasadnieniem, w jednym z punktów jest uiszczenie opłaty za postępowanie sądowe w kwocie 13.000 zł, na ostatniej sesji podjęliście decyzję o przesunięcie tych środków. Niestety otrzymaliśmy informację, że musimy zapłacić także odsetki od kwoty 187.000 zł za bezprawne przetrzymywanie środków pieniężnych w budżecie. Wynoszą one 54.400 zł i dzisiejsza sesja jest poświęcona właśnie sprawie zapisania tej kwoty w budżecie - dodaje.

Radni: Andrzej Pryczkowski, Mariusz Treder, Andrzej Bystron i Jerzy Pobłocki dopytywali, kto w tym czasie w gminie Kartuzy był odpowiedzialny za tę sprawę

- My jesteśmy teraz w takiej sytuacji, że mamy podnieść rękę, żeby wyrzucić około 60.000 zł. Moje pytanie jest następujące: kto jest za to odpowiedzialny? Ja u siebie w urzędzie jeśli mam opinię radcy prawnego, to staram się jej podporządkować, a jeżeli chodzi o duże pieniądze, to zlecam kolejną. A tutaj chodzi o duże pieniądze i nie wiadomo kto zawinił - pyta radny, Jerzy Pobłocki.

Sekretarz, Tomasz Nadolny, szybko wytłumaczył, że odpowiada za to ówczesna burmistrz Kartuz z racji bycia organem wykonawczym. W dalszym ciągu wątpliwości mieli jednak radni Treder i Bystron, którzy dopytywali o to, dlaczego pieniądze nie zostały zwrócone niezwłocznie po wydaniu wyroku. Argumentowali to tym, że na sali sądowej z pewnością był któryś z pracowników urzędu.

- Wyrok sądowy kiedy zapada, nie trafia od razu nikomu do ręki, żeby robić cokolwiek musimy go mieć w ręku razem z uzasadnieniem. Dopiero 26 stycznia otrzymaliśmy odpis wyroku sądowego wraz z uzasadnieniem, a także i pismo od radcy prawnego, który sugerował nie odwoływanie się od wyroku zapłacenie należnej kwoty. Na poprzedniej sesji przeznaczyliśmy 13.000 zł na koszty postępowania sądowego oraz te należne 187.000 zł - tłumaczy burmistrz Kartuz.

- Nie doczytaliśmy i tutaj możemy się uderzyć w pierś, że powinniśmy doliczyć do tego odsetki ustawowe. I tutaj radny Treder może powiedzieć, że popełniliśmy błąd. W innym wypadku nie zmienialibyśmy budżetu o 13.000 zł, tylko od razu o 70.000 zł. Z tego też powodu syndyk wysłał nam pismo zobowiązujące do zwrotu tych pieniędzy w ciągu trzech dni, otrzymaliśmy je w poniedziałek, a dzisiaj jest ten trzeci dzień - uzupełnia sekretarz, Tomasz Nadolny.

Obie uchwały: dotyczące zmiany w budżecie i Wieloletniej Prognozie Finansowej uchwalono jednogłośnie. Radny Pobłocki przed głosowaniem zastrzegł jednak, że rękę podniesie dopiero wtedy, gdy burmistrz zapewni, że będzie próbował odzyskać utracone pieniądze od osoby za to odpowiedzialnej.

- Jak sprawdziliśmy, ówczesna burmistrz była ubezpieczona od nieumyślnego naruszenia dyscypliny finansów publicznych, więc będziemy działać. Nie wiem jednak jak podejdzie do tego sąd, zważywszy na to, że były opinie radców prawnych, którzy sugerowali natychmiastowy zwrot pieniędzy - informuje Mieczysław Grzegorz Gołuński.

MSz
Aplikacja na Androida

Obserwuj nas na Obserwuje nas na Google NewsGoogle News

Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!

Reklama

Komentarze opinie

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.



Reklama

Wideo Kartuzy.info




Reklama
Reklama
Reklama
Reklama
Najnowsze wiadomości