Margaretta Kąkol z Rebelii Kartuzy ma za sobą wyjątkowo udany sezon. Mistrzostwo Polski K1 seniorek, zwycięstwo w Pucharze Europy i Akademickie Mistrzostwo Polski otworzyły przed nią kolejne możliwości. Teraz zawodniczka kartuskiego klubu przygotowuje się do startu w Pucharze Świata w Budapeszcie, a jej kolejnym wielkim celem jest walka o kwalifikację do Igrzysk Europejskich w Stambule w 2027 roku. W rozmowie opowiada o drodze od gimnastyki do kickboxingu, najważniejszych zwycięstwach, codziennych treningach, łączeniu sportu ze studiami oraz o tym, dlaczego w sporcie najważniejsze pozostają dla niej pasja, radość i wiara we własne możliwości.
Mistrzostwo Polski, Puchar Europy, Akademickie Mistrzostwo Polski, a teraz perspektywa walki o kwalifikację do Igrzysk Europejskich. Czy sama zdążyłaś się oswoić z tym, jak szybko to wszystko się dzieje?
To zdecydowanie wiadomość, która bardzo mnie ucieszyła, ale też dała mi pełną motywację, żeby przez cały sezon pokazać się jak najlepiej. Teraz czeka mnie Puchar Świata w Budapeszcie i właśnie na tym chciałabym się skupić, żeby zakończyć te pierwsze etapy na drodze do Igrzysk Europejskich.
I cały czas się przygotowujesz?
Tak, cały czas. To jest ciągła praca.
A do tego dochodzą jeszcze studia. Z tego, co wiem, łączysz treningi ze studiami?
Tak, studiuję dziennikarstwo, a w zasadzie filologię polską ze specjalizacją dziennikarską na Uniwersytecie Gdańskim. Od października tego roku zaczynam jeszcze drugi kierunek.
To jest bardzo dużo pracy na jedną osobę. Który z tegorocznych sukcesów dał Ci największą satysfakcję - Mistrzostwo Polski, zwycięstwo w Pucharze Europy czy Akademickie Mistrzostwo Polski?
Zdecydowanie Mistrzostwo Polski K1 seniorów. Było to dla mnie bardzo ważne osiągnięcie w tym roku i na pewno otworzyło przede mną duże możliwości. Niemniej Puchar Europy też dał mi dużo satysfakcji. Akademickie Mistrzostwo Polski było dla mnie o tyle istotne, że mogłam zrobić coś dla Uniwersytetu Gdańskiego i przyczynić się do rozwoju sportu oraz promocji naszego Uniwersytetu.
Mistrzostwo Polski K1 było szczególnie ważne dla Rebelii, bo zostałaś pierwszą zawodniczką tego klubu z takim tytułem wśród seniorek. Miałaś świadomość, że walczysz o coś tak ważnego również dla swojego klubu?
Dla mnie klub Rebelia Kartuzy to jest coś więcej niż tylko miejsce, w którym trenuję. Mam ogromną satysfakcję, że dokładam kolejną cegiełkę do tego, żeby nasz klub był jeszcze bardziej znanym i cenionym miejscem. Poczułam też ogromną wdzięczność do tego miejsca, że mogę się tutaj rozwijać, właśnie w Rebelii, pod okiem trenera Patryka Zaborowskiego. Jestem za to szczególnie wdzięczna. Oprócz tego, że to mistrzostwo było moim sukcesem, było też sukcesem klubu.
Jak właściwie poznałaś Rebelię? Jak dotarła do Ciebie informacja, że są takie zajęcia i dlaczego akurat ten sport?
Od zawsze byłam sportowym dzieciakiem. Kiedyś trenowałam koszykówkę dosyć długo, mniej więcej sześć lat. Później przerzuciłam się na gimnastykę sportową. Od zawsze powtarzam, że gimnastyka sportowa była moją taką mocną zajawką. Wiązałam z nią ogromne oczekiwania i marzenia. Ale tak się złożyło, że doznałam kontuzji i przez tę kontuzję miałam uniemożliwione nie tylko startowanie w zawodach z gimnastyki, ale samo trenowanie. Przez dłuższy czas nie mogłam się po tym podnieść.
Skończyło się więc na tym, że albo znajdę sobie inny sport, albo nie będę miała możliwości trenowania. Pamiętam ten moment. Usiadłam wtedy wieczorem na kanapie i wpisałam w przeglądarkę: "Sporty w Kartuzach", bo najbliżej i najwygodniej jest trenować tam, gdzie ma się blisko. Pierwsza wyskoczyła mi Rebelia Kartuzy. Nigdy wcześniej nie słyszałam o czymś takim jak kickboxing. Wiadomo, kickboxing, jakieś sztuki walki, ale było to dla mnie coś nowego. Powiedziałam sobie: dobrzę, spróbuję. Poszłam na pierwszy trening, na drugi, trzeci, czwarty i w taki sposób już tam zostałam.
Nie było strachu, że przechodzisz z gimnastyki na sporty walki i możesz znowu doznać jakiejś kontuzji?
Paradoksalnie kickboxing chyba bardzo mi odpowiada. Mam jakiś dostosowany organizm do tego sportu, bo nie było takiej sytuacji, żeby - oczywiście, nie chcę tutaj zapeszyć - coś zaczęło mnie boleć i trzeba było zrezygnować z danych ruchów. W gimnastyce są przejścia w przód na przykład, które mogą mocno obciążać plecy. W kickboxingu te ruchy są nieco inne i znów paradoksalnie ta gimnastyka bardzo pomogła mi w rozwinięciu umiejętności kickbokserskich.
W finale Mistrzostw Polski wygrałaś z Natalią Zakrzewską. Co działo się w Twojej głowie przed walką, a co po jej zakończeniu?
Na Mistrzostwach Polski K1 miałam finał z Natalią i powiem szczerze, że nie skupiałam się wtedy na przeciwniczce. Skupiałam się przede wszystkim na sobie, na tym, co ja mogę pokazać i jak pokazać się z najlepszej strony. Skupiałam się na tym, żeby dać z siebie wszystko, żeby wygrać, żeby pokazać tę dominację w ringu i zawalczyć właśnie dla klubu. Na horyzoncie pojawiła się szansa wygrania Mistrzostw Polski K1 jako seniorka, jako kobieta, więc dało mi to ogromną motywację.
Ogromną motywację dało mi też to, że trener Patryk Zaborowski był w moim narożniku. Powiedział mi naprawdę bardzo cenne wskazówki wraz z Kacprem Śleszyńskim. Myślę, że poniekąd również dzięki temu narożnikowi wygrałam. Jestem za to ogromnie wdzięczna.
Puchar Europy był z kolei ważnym krokiem w stronę rywalizacji międzynarodowej. Co dało Ci to zwycięstwo?
Był to dla mnie bardzo cenny start ze względu na to, że dało mi to możliwość rywalizacji na poziomie międzynarodowym. Podczas wygranej miałam w głowie to, że otwierają się przede mną drzwi do nowych możliwości. Była to dla mnie też satysfakcja, że rywalizacja międzynarodowa nie jest czymś, co jest dla mnie w jakiś sposób uciążliwe albo trudne. Wręcz przeciwnie - czuję, że jest to moje miejsce, w którym chcę się rozwijać.
Jak wyglądała najtrudniejsza walka w Chorwacji? Co było największym wyzwaniem - przeciwniczka, presja czy może oczekiwania wobec samej siebie?
W zasadzie podczas całego wyjazdu na Puchar Europy nie była na mnie nałożona jakaś duża presja, bo jestem nowa w kadrze, jestem tak zwanym "świeżakiem". Natomiast przed samymi walkami nie miałam takiego stresu, że coś może się nie udać. Przeciwniczki były mocne, ale uznałam, że to nie na nich powinna leżeć cała uwaga, tylko na tym, co ja mogę realnie zrobić, żeby pokazać się z najlepszej strony. Podczas tych walk myślę że nie było żadnych większych trudności. Cała ekipa, cała kadra narodowa Polski K1, to, że byliśmy tam razem, bardzo mi pomogło. Starałam się skupiać na swoim celu, na tym, co mam do zrobienia, na wszystkich akcjach. I wyszło to w ten sposób, że wygrałam Puchar Europy.
Jak ogólnie wygląda u ciebie kwestia stresu? Jeśli przed walką pojawia się większy stres, jak sobie z nim radzisz?
Ten stres mniej lub bardziej mi towarzyszy. Niemniej staram się traktować to zadaniowo. Ten stres w małym stopniu jest oczywiście wskazany - daje takiego kopa motywacji, pozwala też w pewnym sensie skupić się na tym, co jest tu i teraz. Nic mnie poza ringiem nie interesuje. Interesuje mnie to, co jest teraz, co mogę pokazać. Myślę, że nie jestem osobą, która jakoś bardzo się tym stresuje. Powiedziałabym, że bardziej się ekscytuję. Cieszę się, że mogę być i robić to, co kocham.
Jak długo już trenujesz kickboxing?
Jeśli dobrze liczę, to pięć, sześć lat. Już nie pamiętam dokładnie, kiedy był ten moment, ale powiedziałabym, że pięć, sześć lat.
W Pucharze Europy rywalizowało 1780 zawodników z 31 krajów. Czy świadomość, że są to tak duże zawody, wpływa na twoje podejście?
Na pewno dodaje to rangi zawodom, że są większe i pojawia się więcej przeciwników. Jest też możliwość obejrzenia walk innych osób, zobaczenia, jak walczą i jak sprawdzają się na arenie międzynarodowej. Ta liczba jest naprawdę imponująca.
Czyli im więcej zawodników, tym więcej możliwości obserwowania innych stylów?
Powiedziałabym, że im więcej zawodników, tym więcej możliwości, żeby zobaczyć, jak inni walczą, poznać może inne style ludzi z innych krajów, z innych klubów. Na pewno jest to też możliwość zawierania nowych znajomości. Pamiętajmy, że ten sport to nie tylko droga do sukcesu, ale też poznawanie wspaniałych osób i zawieranie przyjaźni na całe życie. Jak jest tych osób więcej, więcej ludzi się poznaje i można nawiązać naprawdę fajne znajomości.
Udało Ci się kogoś fajnego poznać?
Myślę, że tak. Sporo ludzi, nie tylko z Polski i z innych klubów, naprawdę wartościowych, ale również z zagranicy. Na pewno są mniej lub bardziej odczuwalne bariery językowe, bo nie wszyscy potrafią mówić po angielsku, ale większość tak. Niemniej chciałabym podkreślić to, że język nie zawsze ma znaczenie. Znaczenie ma to, co kieruje naszym sercem i tym właśnie jest sport - dla mnie kickboxing. Nić porozumienia mimo barier językowych zawsze się znajdzie.
Każdy zawodnik ma swoje umiejętności i techniki. Obserwujesz innych i myślisz czasem: "chciałabym wykorzystać akurat tę konkretną technikę"?
Tak. Są zawsze jakieś techniki, które mniej lub bardziej lubimy jako sportowcy, które nam mniej lub bardziej wychodzą. Warto się skupić przede wszystkim na tych rzeczach, które nam wychodzą, żeby je szlifować i jeszcze bardziej się do nich przykładać. Ja oczywiście mam swoje techniki. Mam swoje ulubione ciosy, bardzo lubię front kicka na twarz. To też wynika z mojego dość dobrego rozciągnięcia, która wynika z gimnastycznej przeszłości. Więc nic nie dzieje się bez powodu i myślę, że te umiejętności na pewno się tutaj przydają.
Igrzyska Europejskie. Pojawił się cel, o którym jeszcze niedawno mówiło się jako o marzeniu - kwalifikacja do Igrzysk Europejskich w Stambule. Kiedy po raz pierwszy pomyślałaś, że to jest naprawdę realne?
Pierwszy raz, kiedy trener mi o tym powiedział, że jest taka możliwość, poczułam ogromną dumę, że mogę reprezentować nie tylko nasz klub, Rebelię Kartuzy, ale również naszą małą piękną miejscowość. Dało mi to również taką motywację, że mogę reprezentować nasz kraj na Igrzyskach Europejskich. To są już duże słowa, to są duże marzenia, ale myślę, że nie są nierealne. Jest to jak najbardziej na wyciągnięcie ręki, tylko wymaga bardzo dużo pracy z mojej strony, ale też wsparcia mojego klubu i najbliższych. Nie ukrywajmy, że jest to wysoki cel.
Kto najbardziej Cię wspiera?
Przede wszystkim trener Patryk Zaborowski. To jest taka osoba, która daje bardzo dużo od siebie, bardzo dużo pracy i bardzo dużo miłości do tego sportu. Zdecydowanie dba o swoich zawodników, zawsze daje od siebie 100%. Bardzo go podziwiam. Na pewno, jak mówimy już o trenerze, warto wspomnieć całą drużynę - moich przyjaciół, którzy są dla mnie nieodłącznym wsparciem. Zawsze mają czas, przestrzeń i siły na to, żeby zrobić ze mną ten trening. Czasami treningi właśnie w tym okresie są robione pod typowo formułę K1 i widzę, że dużo osób mi pomaga w tym całym procesie. Oprócz tego jest oczywiście rodzina - moja mama, mój tata. To są też osoby, które nieodłącznie wspierają mnie całe życie. Cieszę się bardzo, że są ze mną w tym procesie, tak samo jak przyjaciele. Nie mogę narzekać na to, że brakuje mi miłości i wsparcia.
Czy perspektywa walki o kwalifikację zmienia sposób, w jaki patrzysz na najbliższe miesiące treningów?
Te miesiące i ten cały okres są dosyć intensywne i będą intensywne z racji tego, że te igrzyska zbliżają się dużymi krokami. Choć mówimy dopiero o czerwcu 2027 roku, praca jest cały czas wykonywana. To są etapy, które przechodzę. Jestem zdania, że mimo tego, że mamy te igrzyska jako główny cel, są też mniejsze cele po kolei, na których warto się skupić tu i teraz. Najbliżej jest Puchar Świata za tydzień. Później są zawody akademickie i tak dalej. Mimo że mówimy teraz o tej dużej imprezie, jaką są Igrzyska Europejskie, warto skupić się na tym, co mogę zrobić w perspektywie tego miesiąca, tych kilku tygodni, żeby się rozwijać.
Czujesz się przygotowana na najbliższe wydarzenia?
Tak, czuję się przygotowana w pełni. Trenuję intensywnie i z pełnym skupieniem. Chcę dołożyć wszelkich starań, żeby osiągnąć jak najwięcej.
Igrzyska Europejskie w Stambule byłyby największym wydarzeniem w Twojej karierze. Jak wyglądałby wymarzony scenariusz najbliższego roku?
Przede wszystkim chciałabym, żeby większość perturbacji związanych ze studiami i połączeniem dwóch kierunków ze sportem zawodowym było jak najmniejsza. Chciałabym właśnie, żeby tych komplikacji było jak najmniej i żeby udało się pogodzić życie studenckie ze sportowym. Zależy mi na tym, żeby wykształcić się też w dziedzinie, która nie do końca jest sportowa, gdzie nie skupia się na trenowaniu, a na nauce. W tym roku będę pisała licencjat i zaczynam ten drugi kierunek studiów, więc nie chcę, żeby to jakoś ze sobą kolidowało. Wiadomo, że sport jest na pierwszym miejscu w tej kolejności i nie zamierzam z niego rezygnować. Jest to dla mnie ważna kwestia. Chciałabym właśnie, żeby wszystko szło zgodnie z założeniami trenerskimi, zgodnie z założeniami, które sama sobie wyznaczam, i żeby wszystko szło zdrowo i bezproblemowo.
Patrząc bardziej przyszłościowo - gdybyś miała wiązać swoją przyszłość z czymś, to bardziej ze studiami czy ze sportem?
Myślę, że te dwa kierunki, które wybrałam, czyli dziennikarstwo oraz prawo w sporcie, są takimi kierunkami, które jak najbardziej mogłabym wykorzystać w dyscyplinie sportowej, którą uprawiam. Nie wykluczam tego, że będę chciała połączyć moje wykształcenie z karierą sportową. Dlatego są to tak ważne elementy, o które chcę dbać.
Czy studia są dla Ciebie odpoczynkiem od sportu, momentem wyciszenia, czy wręcz przeciwnie?
Studia, a do tej pory właśnie dziennikarstwo na filologii polskiej, na wydziale filologicznym, były dla mnie zupełnie innym światem, do którego wchodziłam i skupiałam się na rzeczach, które nie są związane stricte ze sportem. Mieliśmy dużo zajęć skupionych na literaturze i na tych kwestiach, więc dla mnie był to odpoczynek i wyzwanie. Jednak daje mi to taką przestrzeń do tego, żeby rozwijać się troszkę na innej płaszczyźnie. Wchodzę na uniwersytet, wykonuję swoje prace i obowiązki studenckie i czuję, że rozwija się jakaś inna część mnie. To jest o tyle wspaniałe, że mogę na chwilę się odciąć, ale jednocześnie działać w tym kierunku. Powiedziałabym, że jest to dla mnie inny świat, ale też jakaś forma skupienia się na rzeczach, które są dla mnie istotne, jak nauka i literatura.
A poza studiami i karierą sportową? Jak odpoczywasz i regenerujesz się?
Jeśli mowa o regeneracji i odpoczynku, nie mam za to za dużo czasu. To jest naprawdę trudne czasami, żeby znaleźć tę chwilę dla siebie albo spotkać się z przyjaciółmi. Ale jak tylko mogę, staram się poświęcić czas rodzicom i przyjaciołom, którzy są dla mnie bardzo ważni. Bardzo lubię też gotować i piec. Myślę, że to jest jakaś pasja, która została we mnie zakorzeniona za dzieciaka i nadal ją utrzymuję.
Sport zawodowy często wymaga rezygnacji z wielu rzeczy prywatnych. Czy musiałaś z czegoś konkretnego zrezygnować?
To bardzo dobre pytanie, bo kiedy trenuje się zawodowo i ma swoją pasję, często pojawiają się sytuacje, w których trzeba wybierać. U mnie najczęściej krzyżowały się sport i nauka - seminaria, warsztaty czy obozy naukowe nakładały się na wydarzenia sportowe. Czasami trzeba było podjąć decyzję i liczyć się z jej konsekwencjami. Dziś wiem, że wybierałam tak, jak trzeba było, dlatego niczego nie żałuję. To po prostu normalna i nieodłączna część życia sportowca.
A co daje Ci sport? Jakie uczucia? Jak się dzięki niemu czujesz?
Kickboxing, tutaj stricte odnoszę się do tego sportu, który uprawiam, to dyscyplina, która daje naprawdę dużo pewności siebie. Myślę, że kształci w nas też szacunek do przeciwnika oraz do ludzi. Powiedziałabym też, że ważną kwestią jest asertywność. W związku z tym, że człowiek trenuje, musi w pewnym momencie też zacząć odmawiać różnych rzeczy.
Trudno było się tego nauczyć?
W moim przypadku nie. W moim przypadku to przyszło jakoś naturalnie. Osoby, którymi się otaczam, uczą właśnie takiego szacunku do drugiego człowieka. Na pewno trener Patryk tego uczy. Ta pielęgnacja rutyny nie tylko przydaje się w zawodowstwie sportowym, ale też w codziennym życiu. Odkłada się to na takie rzeczy jak studia czy praca - człowiek uczy się rutyny, a w związku z tym na przykład punktualności i szacunku do drugiego człowieka.
Co powiedziałabyś młodym osobom, które chciałyby zacząć uprawiać sport i rozwijać się w tym kierunku?
Przede wszystkim chciałabym przekazać im, żeby w siebie wierzyć - w swoje umiejętności i możliwość pokonania własnej słabości.
Czy Margaretta Kąkol sprzed kilku lat uwierzyłaby, gdyby ktoś jej powiedział, że będzie mistrzynią Polski i będzie walczyć o wyjazd na Igrzyska Europejskie?
Pamiętam, że jak przyszłam pierwszy raz na salę, to w przeciwieństwie do tej gimnastyki, o której już wspomniałam, nie miałam żadnych oczekiwań. Przyszłam trenować, żeby był ruch, żeby coś porobić i nie miałam takich wielkich marzeń z tym związanych. Dlatego myślę, że gdybym zobaczyła taki obraz siebie, kiedy wchodziłam po raz pierwszy na salę, to nie uwierzyłabym w to. Ale to nie dlatego, że jestem niepewna swoich umiejętności albo siebie, tylko właśnie dlatego, że nie wiązałam żadnych oczekiwań z tym sportem. To wszystko przyszło tak naturalnie - jakby było mi to pisane.
Często słyszy się, że jeśli chce się być wybitnym sportowcem, trzeba pochodzić z większego miasta. Ty jesteś najlepszym przykładem, że nie jest to prawda.
Tak. Kartuzy naprawdę mają dużo mistrzów, również międzynarodowych, którymi mogą się pochwalić i którzy są właśnie z Kartuz.
Czyli sport w Kartuzach ma się dobrze?
Myślę, że ja w życiu nie chciałabym podjąć innej decyzji niż właśnie ta, że poszłam akurat do Rebelii, a nie do innego klubu. Myślę, że nie jest to definicja, skąd się pochodzi. To mnie nie definiuje. Myślę, że Rebelia w żaden sposób nie odbiega od innych klubów, a powiedziałabym, że jest to miejsce naprawdę warte tego, żeby się tam rozwijać.
Czy jesteś dzisiaj bliżej spełnienia swojego największego sportowego marzenia? Co by nim było?
Wielu rzeczy związanych z moimi sukcesami nie byłam w stanie przewidzieć. Wszystko działo się szybko i wiele rzeczy przyszło niespodziewanie. Oprócz konkretnych celów, jak zwycięstwa, nigdy nie chciałabym jednak zatracić radości i pasji, którą darzę ten sport. To dla mnie najważniejsze – żeby, mimo skupienia na kolejnych celach, pielęgnować to, co trzyma mnie przy sporcie: pasję, radość i ludzi. Wszystko, co pojawia się dodatkowo, jest powodem do wdzięczności i daje ogromną satysfakcję.
W takim razie może na koniec - jakie słowa skierowałabyś do swoich fanów i do osób, które chciałyby wejść w świat sportu albo już w nim są?
Chciałabym powiedzieć, żeby nie tracić wiary, żeby zawsze wierzyć w to, że podoła się swoim marzeniom, że pokona się wszystkie jakieś niesprawiedliwości czy problemy i żeby robić to, co się kocha, bo to zawsze jakoś przyniesie owoce przy pracy, którą będziemy wykonywać. Wiara góry przenosi.
Dziękuje.
Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze