Podziałem punktów zakończył się ostatni ligowy mecz piłkarzy III-ligowej Cartusi Kartuzy. Po czterech kolejnych zwycięstwach biało-niebiesko-czarni tym razem zanotowali nieco słabszy występ, pozwalając zawodnikom Bytovi wywieźć ze stolicy Kaszub cenny punkcik.
Spotkanie nie stało na najwyższym poziomie. Szczególnie rozczarowująca była pierwsza połowa meczu, w której żadna z ekip nie wykazywała się wolą walki czy chęcią zdobycia bramki. Gra toczyła się raczej w środku pola, a senne tempo gry sprawiło, że okazji było w tej części jak na lekarstwo. Miejscowi, którzy w poprzednich kolejkach zaskakiwali polotem i płynnie przeprowadzanymi atakami, tym razem zdołali oddać tylko jeden celny strzał w światło bramki bytowian. Przyjezdni nie byli w stanie wykorzystać słabszej postawy naszego zespołu.
W przerwie trener Adamus, w sobie tylko znany sposób, przebudził swoich podopiecznych i kibice przestali w końcu ziewać. Gospodarze szybko zdominowali środek pora i ich przewaga w drugiej odsłonie była bezdyskusyjna. Podobać mogły się szczególnie akcje uskrzydlające na obu flankach, ale w decydujących momentach brakowało niestety precyzji i zimnej krwi.
Po raz kolejny nie popisał się Arkadiusz Kordyl, który choć haruje na boisku za trzech, myli się niemiłosiernie w polu karnym rywali. W meczu z Bytovią sam mógł pokonać Oszmańca przynajmniej dwa lub trzy razy. Golkiper przyjezdnych należał zresztą do najlepszych piłkarzy na boisku. Zachował czyste konto, choć pod koniec drugiej połowy, pomocnicy Cartusi, chcąc wykorzystać oślepiające go słońce, często bili na napastników wysokie piłki. Na darmo. Mimo kilku niepewnych interwencji, bramkarz uchronił swój zespół przed pierwszą od 10 spotkań porażką. Co prawda, na kwadrans przed końcem piłka znalazła drogę do siatki, a pięknym strzałem z półwoleja popisał się nie kto inny, jak Piotr Zagórski, ale sędzia gola nie uznał, dopatrując się chwilę wcześniej przewinienia na bramkarzu Bytovi.
W ostatnich minutach meczu doszło do niepotrzebnej sytuacji, w której sędzia musiał przerwać grę. Czterech podchmielonych kibiców Cartusi wymknęło się porządkowym, próbując sprowokować grupkę sympatyków z Bytowa. Interweniować musiał …Maciej Czyżniewski. Ochrona stała bowiem bezradnie i przyglądała się całemu zajściu. Kilkanaście sekund później arbiter zakończył spotkanie. Remis nie krzywdzi chyba żadnej ze stron, choć przy odrobinie szczęścia trzy punkty mogły zostać w Kartuzach.
Komentarze