Reklama

Nie ma pieniędzy na próbne matury

12/01/2010 12:00
W ubiegłych latach w szkołach średnich odbywały się próbne matury, dzięki czemu uczniowie mieli możliwość sprawdzenia swojej wiedzy. W tym roku jednak próbna matura nie odbędzie się, gdyż - jak nam powiedziano - nie ma pieniędzy na jej zorganizowanie. Wielu uczniów nie kryje swojego niezadowolenia.

Do tej pory próbny egzamin dojrzałości, organizowany przez Centralną Komisję Egzaminacyjną, zawsze odbywał się w styczniu. W tym roku w szkołach średnich miały miejsce jedynie matury, organizowane przez wydawnictwo Operon. Co prawda bierze w nich udział wiele placówek m. in. z powiatu kartuskiego, jednak uczniowie przyznają, że dotychczasowe styczniowe matury również były ważne.

- Dzięki próbnemu egzaminowi dojrzałości mielibyśmy możliwość sprawdzenia jaki poziom wiedzy posiadamy tuż przed "prawdziwą" maturą - stwierdziła Katarzyna Szynszecka, uczennica Zespołu Szkół Technicznych w Kartuzach. - Co prawda odbyły się już dwie próbne matury z matematyki, jednak jeśli chodzi o inne przedmioty egzamin ten powinien zostać zorganizowany. - Myślę, że moi koledzy i koleżanki mają podobne zdanie na ten temat - dodała.

Niestety, w tej kwestii nawet dyrektorzy szkół niewiele mogą zrobić. Zdaniem Alicji Bieńczyk, dyrektora Zespołu Szkół Technicznych w Kartuzach zorganizowanie matur zależne jest od środków finansowych.

- Jeżeli fundusze się pojawią jest szansa, że próbny egzamin dojrzałości się odbędzie - stwierdziła. - W przypadku naszej szkoły nie jest to aż tak duży problem, gdyż młodzież miała już możliwość sprawdzenia poziomu swojej wiedzy na maturach, organizowanych przez wydawnictwo Operon. - Poza tym w naszej placówce do egzaminu dojrzałości przestępuje niewielka ilość uczniów - dodała.

Informacje, których udzieliła nam Alicja Bieńczyk potwierdziła Lucyna Grabowska, kierownik wydziału matur Centralnej Komisji Egzaminacyjnej w Warszawie.

- Zaprzestanie organizowania próbnych egzaminów dojrzałości jest decyzją dyrektora Centralnej Komisji Egzaminacyjnej - oznajmiła. - Nie posiadamy na to wystarczających środków z Ministerstwa Edukacji Narodowej. Poza tym matury te odbywały się w chałupniczy sposób. Materiały były wysyłane do placówek na płycie CD, zaś następnego dnia odpowiedzi na pytania można było znaleźć w internecie. - Uczniowie na próbnej maturze powinni otrzymywać przygotowane przez nas arkusze z zadaniami, tak jak w przypadku prawdziwego egzaminu dojrzałości - dodała.

Należałoby zapytać, dlaczego ministerstwo nie posiada środków na zorganizowanie próbnej matury? Lucyna Grabowska tłumaczyła, iż jest to związane z kryzysem w naszym kraju. W związku z tym ministerstwo szuka oszczędności.

Z sytuacją świetnie radzi sobie jednak Liceum Ogólnokształcące im. Hieronima Derdowskiego w Kartuzach. W tej placówce, nie licząc matur organizowanych przez wydawnictwo Operon, uczniowie mają inną możliwość sprawdzenia zdobytej wiedzy.

- Jeżeli jakaś klasa zdecyduje, że chce przystąpić do próbnej matury, możemy zorganizować dla niej egzamin wewnętrzny - stwierdziła dyrektor szkoły Maria Mejer-Kobiela.

Andrzej Baranowski
Aplikacja na Androida

Obserwuj nas na Obserwuje nas na Google NewsGoogle News

Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!

Reklama

Komentarze opinie

  • Awatar użytkownika
    alica - niezalogowany 2010-01-12 17:57:26

    To jakaś przedziwna sprawa. Przedziwna podwójnie, ponieważ: 1. Ministerstwo (władza publiczna) nie wywiązuje się ze swoich obowiązków 2. W tekście aż trzykrotnie pojawia się nazwa prywatnego wydawnictwa z Gdyni (czy to ukryta reklama?) To, że nie wszystkie szkoły wzięły udział w próbnej maturze na równych warunkach, oznacza tylko tyle, że niektórzy (miejmy przynajmniej nadzieję że przypadkowo dobrani) uczniowie mają lepsze warunki nauki niż pozostali. Znaczy to, że pozostali - mieli gorsze. Z konstytucji i ustawy wynika jednak co innego: że wszyscy uczniowie powinni mieć równe warunki do nauki i powinni być równo traktowani. Zawiodła więc władza publiczna, która ma stać na straży tego. Prywatne wydawnictwo z Gdyni nie jest zbawcą, wybawcą i mesjaszem szkolnictwa na Kaszubach, lecz jest firmą nastawioną na zwykły zysk. Uczniowie dlań nie są podmiotem, ale klientem. To, że wydawnictwo próbuje przejąć ten fragment działalności państwa i samorządu, jakim jest próbna matura, świadczy o tym, że agresywnie prowadzi swoją politykę wobec nas - obywateli, w szczególności tych z nas którzy są uczniami lub ich rodzicami. Chodzi bowiem ni mniej ni więcej, ale o psychiczne uzależnienie od siebie ucznia. Zaś o marketingowo-gospodarcze uzależnienie nauczyciela. I oczywiście, dopóki nauczyciele będą dostawali bonusy i dodatkowe pomoce dydaktyczne, to krzywda im się nie będzie działa. Natomiast nasze dzieci - uczniowie, będą mieli wbijane do głów, że to nie państwo polskie tylko biznesmen z Gdyni... Gdzie było starostwo - organ prowadzący szkoły ponadgimnazjalne? Dlaczego nie zapewniło równości uczniom oraz równych szans ich kształcenia? Dlaczego dopuściło do likwidacji różnorodności oraz sytuacji gdy prywatny przedsiębiorca organizuje próbną maturę? I wreszcie - gdzie było Ministerstwo Edukacji, które dopuściło do tego, że uczniowie nie funkcjonują na równych prawach, lecz są w mocy kapitału? Warto dodać, że owo wydawnictwo słynie z kilku dziwnych rzeczy. Wśród pracowników mówi się wiele o nieustannym podglądaniu przez kamery na korytarzach i w miejscu pracy, śledzeniu korespondencji mejlowej (na przekór konstytucyjnej zasady tajemnicy korespondencji), oraz poglądaniu co kto robi w danej chwili na komputerze. Do legendy przeszedł już mechanizm zwalniania z pracy (jeśli ktoś miał już takie szczęście mieć tam umowę o pracę) - polega on na tym, że najpierw przestaje działać twoja elektroniczna przepustka, a dopiero później przychodzi formalne wymówienie. O płatnościach nie mówmy, bo w dobrym towarzystwie pieniądze są tematem dopiero wtedy gdy stają się warte strajku. Ostatnim kwiatkiem który do bukietu wydawnictwa z Gdyni, uchylającego rąbek nieba uczniom z Kartuz dorzucę, jest informacja, że niegdyś przyjmowana młoda pracowniczka ze względu na charakter swojej pracy w tej firmie chciała mieć umowę o pracę z zadaniowym czasem pracy. Dowiedziała się od owej firmy, iż taka formuła prawna od kilku miesięcy nie istnieje w kodeksie pracy, więc zaproponowano jej umowę o dzieło. Kto wie jak odnaleźć Kodeks Pracy w internecie, to może w 10 sekund się zorientować, iż taka forma prawna nigdy nie została zlikwidowana i obowiązuje do dziś. Oczywiście - każda umowa o pracę oznacza określone obowiązki pracodawcy wobec pracownika, więc pracodawca posłuży się każdym możliwym kłamstwem, aby tylko pracownik kosztował go jak najmniej. Praktyka jest taka, że tylko dość specyficzne osoby pracują tam dłużej niż rok-półtora... pozdrawiamy www.kaszebskorewolucejo.pl zapraszamy www.mlodzisocjalisci.pl www.socjalistyczna.pl

    odpowiedz
    • Zgłoś wpis

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.



Reklama

Wideo Kartuzy.info




Reklama
Reklama
Reklama
Reklama
Najnowsze wiadomości