Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
To jakaś przedziwna sprawa. Przedziwna podwójnie, ponieważ: 1. Ministerstwo (władza publiczna) nie wywiązuje się ze swoich obowiązków 2. W tekście aż trzykrotnie pojawia się nazwa prywatnego wydawnictwa z Gdyni (czy to ukryta reklama?) To, że nie wszystkie szkoły wzięły udział w próbnej maturze na równych warunkach, oznacza tylko tyle, że niektórzy (miejmy przynajmniej nadzieję że przypadkowo dobrani) uczniowie mają lepsze warunki nauki niż pozostali. Znaczy to, że pozostali - mieli gorsze. Z konstytucji i ustawy wynika jednak co innego: że wszyscy uczniowie powinni mieć równe warunki do nauki i powinni być równo traktowani. Zawiodła więc władza publiczna, która ma stać na straży tego. Prywatne wydawnictwo z Gdyni nie jest zbawcą, wybawcą i mesjaszem szkolnictwa na Kaszubach, lecz jest firmą nastawioną na zwykły zysk. Uczniowie dlań nie są podmiotem, ale klientem. To, że wydawnictwo próbuje przejąć ten fragment działalności państwa i samorządu, jakim jest próbna matura, świadczy o tym, że agresywnie prowadzi swoją politykę wobec nas - obywateli, w szczególności tych z nas którzy są uczniami lub ich rodzicami. Chodzi bowiem ni mniej ni więcej, ale o psychiczne uzależnienie od siebie ucznia. Zaś o marketingowo-gospodarcze uzależnienie nauczyciela. I oczywiście, dopóki nauczyciele będą dostawali bonusy i dodatkowe pomoce dydaktyczne, to krzywda im się nie będzie działa. Natomiast nasze dzieci - uczniowie, będą mieli wbijane do głów, że to nie państwo polskie tylko biznesmen z Gdyni... Gdzie było starostwo - organ prowadzący szkoły ponadgimnazjalne? Dlaczego nie zapewniło równości uczniom oraz równych szans ich kształcenia? Dlaczego dopuściło do likwidacji różnorodności oraz sytuacji gdy prywatny przedsiębiorca organizuje próbną maturę? I wreszcie - gdzie było Ministerstwo Edukacji, które dopuściło do tego, że uczniowie nie funkcjonują na równych prawach, lecz są w mocy kapitału? Warto dodać, że owo wydawnictwo słynie z kilku dziwnych rzeczy. Wśród pracowników mówi się wiele o nieustannym podglądaniu przez kamery na korytarzach i w miejscu pracy, śledzeniu korespondencji mejlowej (na przekór konstytucyjnej zasady tajemnicy korespondencji), oraz poglądaniu co kto robi w danej chwili na komputerze. Do legendy przeszedł już mechanizm zwalniania z pracy (jeśli ktoś miał już takie szczęście mieć tam umowę o pracę) - polega on na tym, że najpierw przestaje działać twoja elektroniczna przepustka, a dopiero później przychodzi formalne wymówienie. O płatnościach nie mówmy, bo w dobrym towarzystwie pieniądze są tematem dopiero wtedy gdy stają się warte strajku. Ostatnim kwiatkiem który do bukietu wydawnictwa z Gdyni, uchylającego rąbek nieba uczniom z Kartuz dorzucę, jest informacja, że niegdyś przyjmowana młoda pracowniczka ze względu na charakter swojej pracy w tej firmie chciała mieć umowę o pracę z zadaniowym czasem pracy. Dowiedziała się od owej firmy, iż taka formuła prawna od kilku miesięcy nie istnieje w kodeksie pracy, więc zaproponowano jej umowę o dzieło. Kto wie jak odnaleźć Kodeks Pracy w internecie, to może w 10 sekund się zorientować, iż taka forma prawna nigdy nie została zlikwidowana i obowiązuje do dziś. Oczywiście - każda umowa o pracę oznacza określone obowiązki pracodawcy wobec pracownika, więc pracodawca posłuży się każdym możliwym kłamstwem, aby tylko pracownik kosztował go jak najmniej. Praktyka jest taka, że tylko dość specyficzne osoby pracują tam dłużej niż rok-półtora... pozdrawiamy www.kaszebskorewolucejo.pl zapraszamy www.mlodzisocjalisci.pl www.socjalistyczna.pl
To jakaś przedziwna sprawa. Przedziwna podwójnie, ponieważ: 1. Ministerstwo (władza publiczna) nie wywiązuje się ze swoich obowiązków 2. W tekście aż trzykrotnie pojawia się nazwa prywatnego wydawnictwa z Gdyni (czy to ukryta reklama?) To, że nie wszystkie szkoły wzięły udział w próbnej maturze na równych warunkach, oznacza tylko tyle, że niektórzy (miejmy przynajmniej nadzieję że przypadkowo dobrani) uczniowie mają lepsze warunki nauki niż pozostali. Znaczy to, że pozostali - mieli gorsze. Z konstytucji i ustawy wynika jednak co innego: że wszyscy uczniowie powinni mieć równe warunki do nauki i powinni być równo traktowani. Zawiodła więc władza publiczna, która ma stać na straży tego. Prywatne wydawnictwo z Gdyni nie jest zbawcą, wybawcą i mesjaszem szkolnictwa na Kaszubach, lecz jest firmą nastawioną na zwykły zysk. Uczniowie dlań nie są podmiotem, ale klientem. To, że wydawnictwo próbuje przejąć ten fragment działalności państwa i samorządu, jakim jest próbna matura, świadczy o tym, że agresywnie prowadzi swoją politykę wobec nas - obywateli, w szczególności tych z nas którzy są uczniami lub ich rodzicami. Chodzi bowiem ni mniej ni więcej, ale o psychiczne uzależnienie od siebie ucznia. Zaś o marketingowo-gospodarcze uzależnienie nauczyciela. I oczywiście, dopóki nauczyciele będą dostawali bonusy i dodatkowe pomoce dydaktyczne, to krzywda im się nie będzie działa. Natomiast nasze dzieci - uczniowie, będą mieli wbijane do głów, że to nie państwo polskie tylko biznesmen z Gdyni... Gdzie było starostwo - organ prowadzący szkoły ponadgimnazjalne? Dlaczego nie zapewniło równości uczniom oraz równych szans ich kształcenia? Dlaczego dopuściło do likwidacji różnorodności oraz sytuacji gdy prywatny przedsiębiorca organizuje próbną maturę? I wreszcie - gdzie było Ministerstwo Edukacji, które dopuściło do tego, że uczniowie nie funkcjonują na równych prawach, lecz są w mocy kapitału? Warto dodać, że owo wydawnictwo słynie z kilku dziwnych rzeczy. Wśród pracowników mówi się wiele o nieustannym podglądaniu przez kamery na korytarzach i w miejscu pracy, śledzeniu korespondencji mejlowej (na przekór konstytucyjnej zasady tajemnicy korespondencji), oraz poglądaniu co kto robi w danej chwili na komputerze. Do legendy przeszedł już mechanizm zwalniania z pracy (jeśli ktoś miał już takie szczęście mieć tam umowę o pracę) - polega on na tym, że najpierw przestaje działać twoja elektroniczna przepustka, a dopiero później przychodzi formalne wymówienie. O płatnościach nie mówmy, bo w dobrym towarzystwie pieniądze są tematem dopiero wtedy gdy stają się warte strajku. Ostatnim kwiatkiem który do bukietu wydawnictwa z Gdyni, uchylającego rąbek nieba uczniom z Kartuz dorzucę, jest informacja, że niegdyś przyjmowana młoda pracowniczka ze względu na charakter swojej pracy w tej firmie chciała mieć umowę o pracę z zadaniowym czasem pracy. Dowiedziała się od owej firmy, iż taka formuła prawna od kilku miesięcy nie istnieje w kodeksie pracy, więc zaproponowano jej umowę o dzieło. Kto wie jak odnaleźć Kodeks Pracy w internecie, to może w 10 sekund się zorientować, iż taka forma prawna nigdy nie została zlikwidowana i obowiązuje do dziś. Oczywiście - każda umowa o pracę oznacza określone obowiązki pracodawcy wobec pracownika, więc pracodawca posłuży się każdym możliwym kłamstwem, aby tylko pracownik kosztował go jak najmniej. Praktyka jest taka, że tylko dość specyficzne osoby pracują tam dłużej niż rok-półtora... pozdrawiamy www.kaszebskorewolucejo.pl zapraszamy www.mlodzisocjalisci.pl www.socjalistyczna.pl