Historia wrześniowych ubiegłorocznych zebrań wiejskich w Niestępowie przypomina wieloodcinkową telenowelę. Do tej sprawy wrócił sołtys podczas sprawozdania z działalności rady sołeckiej na ostatnim zebraniu wiejskim w Niestępowie. Na łamach naszego portalu wracamy do tego problemu już po raz czwarty. Trudno wyrokować, czy aby na pewno jest to ostatni odcinek serialu.
Zbigniew Szewczyk, sołtys i jednocześnie radny, przedstawił zebranym swój punkt widzenia związany z całą historią "słynnych" spotkań, w tym działań drugiego reprezentanta Niestępowa w żukowskiej radzie - Grzegorza Tokarskiego.
- Drugie zebranie było ważne i uchwały na nim przyjęte także. Wydarzenia te pokazały, że nie ma wśród lokalnej niestępowskiej społeczności nici porozumienia - konkludował sołtys.
W obronie swojego klubowego kolegi stanął Wojciech Kankowski, stwierdzając, że przekazany przez sołtysa obraz działań radnego Tokarskiego jest nieprawdziwy. Obwiniane go jest nie w porządku. Ze statutu wynika jasno, że powinien być on powiadomiony o drugim zebraniu wiejskim, a tak się nie stało. Trudno się czasami przyznać do błędu, sugerował szef klubu Kaszubskiego Zrzeszenia Wyborczego.
Prowadzący zebranie, widać wziął sobie te słowa do serca i w trakcie dyskusji przyznał się do swojej winy.
Zabierający głos Grzegorz Tokarski, bronił dobrego imienia tych, którzy podjęli uchwałę na pierwszym spotkaniu. Nazwano ich grupą do tej pory nieprzejawiającą jakiejkolwiek inicjatywy społecznej, której udało się zawładnąć całą kwotą funduszu sołeckiego. Określono ich też jako osoby nastawione typowo konsumpcyjnie.
- Jeżeli ktoś nie przejawia inicjatywy społecznej nie ma prawa podejmować decyzji na zebraniu wiejskim? - pytał radny Tokarski. - To jest niedopuszczalne. Nie zgadzam się z tym, by w taki sposób określać swoich mieszkańców.
Zaskakująca była "odpowiedź" Zbigniewa Szewczyka, który próbował wkręcać Grzegorza Tokarskiego w sołtysowanie w następnej kadencji.
- Informuję, że mam dość sołtysowania w Niestępowie. Zrobię wszystko do końca kadencji, żeby mieszkańcom pomóc, a szanowny kolega, na pewno te obowiązki będzie spełniał lepiej.
- Nigdy nie chciałem, nie chcę i nie będę chciał zostać sołtysem - błyskawicznie ripostował Grzegorz Tokarski.
Traktując deklaracje poważnie, można uznać, że obu panów coś jednak łączy - "wstręt" do sołtysowania. Co do ważności zebrań - bez zmian. Z dwóch wrześniowych spotkań Tokarski za ważne uważa to pierwsze, a Szewczyk dokładnie odwrotnie. Jak widać na nić porozumienia raczej się nie zanosi.
Longina Templin
Obserwuj nas na Google News
Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!
Komentarze