Po dwóch wyjazdowych wygranych piłkarze III ligowej Cartusii zainaugurowali sezon przed własną publicznością. W sobotnim meczu naszym rywalem były rezerwy Lechii Gdańsk. Niestety zwycięskiej passy nie udało się podtrzymać. Niebiesko-biało-czarni przegrali 0:1. Przez przeszło godzinę grali jednak w 10.
Gospodarze przystąpili do meczu z animuszem i niewiele brakowało, a już w 5 minucie wyszliby na prowadzenie. Po sprytnie rozegranym rzucie wolnym piłkę głową z linii końcowej odgrywał Karasiński, ale Gładczuk przestrzelił z kilku metrów, przenosząc ją nad poprzeczką.
Kilkanaście minut później z dobrej strony pokazał się także w ofensywie Wiech, który zdecydował się na indywidualną akcję. Ze skrzydła zbiegł do środka, zwodząc przy tym dwóch obrońców, następnie wbiegł w pole karne i uderzył na bramkę Lechii, ale dobrze między słupkami zachował się bramkarz gości.
Chwilę potem ten sam zawodnik został antybohaterem spotkania. Za faul bez piłki obejrzał on czerwoną kartkę osłabiając swój zespół na przeszło godzinę gry. To znacznie osłabiało szanse Cartusii na korzystny rezultat w tym meczu. Tym bardziej, że do tego czasu rywale nie byli nawet w stanie wypróbować umiejętności Jankowskiego.
Mimo gry w przewadze, Lechia nie mogła jednak przejąć inicjatywy i zdominować podopiecznych Piotra Kwiatkowskiego, którzy ambicją nadrabiali braki w ustawieniu. Przed przerwą obie drużyny stworzyły sobie po jeszcze jednej okazji bramkowej, ale wynik nie uległ zmianie.
Druga część gry była podobna. Gra toczyła się ospale, a sytuacji bramkowych kibice oglądali jak na lekarstwo. Ciekawiej zrobiło się dopiero w ostatnich 30 minutach, kiedy to kartuzianie widząc nieporadność gości postanowili spróbować zgarnąć pełną pulę punktów. Odważniej zaatakowali, ale i przez to odsłonili się jeszcze bardziej. Po jednym z ataków nadziali się w 79 minucie na podręcznikową wręcz kontrę. Po przejęciu piłki przez Lechię na skrzydle urwał się Łazaj. Pognał przed siebie i na wysokości pola karnego dośrodkował. Tam na podanie czekało już dwóch jego klubowych kolegów, za którymi nie zdążyli jeszcze z kryciem miejscowi i stało się. Nie pilnowany Gorczyca efektownym szczupakiem pokonał Jankowskiego i goście wyszli na prowadzenie.
Cartusia nie odpuściła jednak dalszej walki o punkty. Do przodu przesunął się filar naszej obrony - Karasiński i jeszcze przed końcowym gwizdkiem miejscowi mieli nie jedną, a nawet dwie doskonałe okazje do zdobycia gola. W obu przypadkach fatalnie jednak zachował się Piceluk nie potrafiąc umieścić piłki w siatce stojąc cztery metry od bramki. Najpierw po zagraniu Karasińskiego uderzył ponad bramką, a chwilę potem w zamieszaniu w polu karnym po rzucie rożnym stojąc jeszcze bliżej bramki trafił w poprzeczkę. Zawodnik ten nie pierwszy raz pokazuje, że skuteczność jest jego największym problemem. Na plus zasługuje fakt, że potrafi się on odpowiednio ustawić w polu karnym i ma okazje do zdobywania goli. Niestety wciąż potrzebuje ich stanowczo zbyt wiele, by wpisać się na listę strzelców.
Cartusii nie udało się wyrównać, a w samej końcówce po fatalnym błędzie Kieruzela, tylko opanowanie Jankowskiego uchroniło nas przed utratą drugiego gola i jeszcze wyższą porażką. Kolejny mecz niebiesko-biało-czarni rozegrają w przyszły weekend w Dębnicy z miejscowym Koralem.
Komentarze