Ósmą dobę trwają działania po pożarze hali w Kawlach. Służby wciąż prowadzą akcję poszukiwawczą strażaka-ochotnika z Sierakowic, z którym utracono kontakt w pierwszej fazie pożaru. - Zdajemy sobie sprawę, że szanse na odnalezienie naszego kolegi są niewielkie. Ale chcę mocno podkreślić: determinacja strażaków zawodowych i ogromne zaangażowanie druhów z jednostki OSP, z której pochodził poszukiwany strażak, są niezwykłe. Dlatego będziemy tu do końca, z nadzieją, że odnajdziemy naszego kolegę - podkreśla nadbryg. Józef Galica, zastępca Komendanta Głównego PSP.
W środowe przedpołudnie odbyła się konferencja prasowa, podczas której mieliśmy okazję poznać szczegóły akcji poszukiwawczej po pożarze hali w Kawlach.
- Akcja gaśnicza została już zakończona. W tej chwili prowadzimy i nadal będziemy prowadzić działania poszukiwawcze strażaka–ratownika, który zaginął w momencie wybuchu pożaru. Sam budynek jest niezwykle trudny do przeszukiwania. To hala o konstrukcji stalowej, która jest niestabilna i stwarza realne zagrożenie dla ratowników. Dlatego, na podstawie opinii ekspertów z Politechniki Gdańskiej i Akademii Pożarniczej, a także naszych własnych ustaleń jako kierujących akcją, zdecydowaliśmy, że nie można bezpiecznie wprowadzać do wnętrza większych grup strażaków. Prowadzimy jednak działania różnymi technikami. Grupa wysokościowa z Gdańska opuszczała się na linach z podnośników, przez specjalnie wycinane otwory, aby od środka, po paletach, sprawdzać halę. Grupa poszukiwawczo–ratownicza używała kamer wziernikowych i specjalistycznego sprzętu, by zlokalizować naszego kolegę - akcentował nadbryg. Grzegorz Szyszko, zastępca Komendanta Głównego PSP.
Reklama
- Na bieżąco trwa rozgarnianie i usuwanie zniszczonego towaru – mięsa zgromadzonego na paletach. Każda partia jest przeszukiwana przez ratowników zarówno ręcznie, jak i przy użyciu wykrywaczy metali, ponieważ liczymy, że elementy osobistego wyposażenia strażaka mogą naprowadzić nas na jego miejsce pobytu. Równolegle, podczas załadunku i transportu tego materiału, strażacy stale obserwują i sprawdzają, czy nie ma żadnych śladów. Wykorzystujemy również nowoczesne technologie. Drony monitorują obiekt z powietrza i wprowadzane są także pomiędzy regały. Obrazy z ich przelotów są nagrywane, a następnie analizowane przez specjalistyczną firmę z użyciem sztucznej inteligencji. Codziennie wskazywanych jest kilka miejsc, które mogą być potencjalnie istotne. Wszystkie są sprawdzane – kamerami, dodatkowymi dronami czy bezpośrednio przez ratowników. Niestety, do tej pory żadne z tych wskazań nie potwierdziło obecności naszego kolegi - kontynuował.
- Proszę o zrozumienie – mamy do czynienia z magazynem wysokiego składowania. Palety o wadze ponad tony ustawione były na wysokości 10 metrów. W momencie pożaru obiekt był wypełniony w 90%. Te palety sukcesywnie spadały, a część udało się już usunąć. Dzięki temu liczymy, że kolejne dni ułatwią nam poszukiwania. Najtrudniejszym elementem była rozbiórka hali – część prac została już wykonana, ale wciąż pozostają niebezpieczne fragmenty konstrukcji, które dziś będą usuwane. Mam nadzieję, że od jutra będziemy mogli wprowadzić do wnętrza cięższy sprzęt, by szybciej usuwać palety i zalegający towar, a tym samym skuteczniej przeszukiwać teren. Szanowni Państwo, mogę obiecać jedno – jako strażacy zrobimy wszystko, by odnaleźć naszego kolegę. Wiemy, że szanse na to, iż żyje, są znikome. Ale jako rodzina strażacka nie ustaniemy, dopóki nie odnajdziemy go - podsumował.
Głos zabrał także nadbryg. Józef Galica, zastępca Komendanta Głównego PSP.
- Za moimi plecami widzimy obrazy, które mówią same za siebie. One najlepiej oddają ogrom pracy, jaki został tutaj wykonany. Już w pierwszych godzinach akcji strażacy, mimo potężnej skali tego pożaru, wykazali się niezwykłą precyzją i profesjonalizmem. Hala, w której działamy, ma wymiary 60 na 30 metrów. Wzdłuż jej krótszego boku ustawione były regały – można powiedzieć, że tworzyły jednolity, dziesięciometrowy monolit. Regały wypełniały praktycznie całą objętość hali, z pozostawionymi jedynie dwoma korytarzami. Na nich składowane były palety z mięsem. To właśnie tam, wśród tych konstrukcji i palet, najprawdopodobniej znajduje się nasz kolega – strażak ochotnik, którego poszukujemy już ósmą dobę. Na podstawie nagrań z monitoringu, które otrzymaliśmy na początku akcji, wytypowaliśmy miejsce, gdzie utracono z nim kontakt. Choć cała hala jest traktowana jako teren poszukiwań, ten obszar objęliśmy szczególnym nadzorem - mówił nadbryg. Józef Galica, zastępca Komendanta Głównego PSP.
- Pojawiały się pytania o wykorzystywanie detektorów metalu. To prawda – bierzemy pod uwagę każdą możliwość. Wiemy, w co nasz kolega był wyposażony: hełm, umundurowanie, a także osobiste przedmioty, jak złoty łańcuszek czy metalowe elementy ekwipunku. Dzięki nowoczesnym technologiom i sztucznej inteligencji możemy te szczegóły odwzorować i wykorzystywać je w poszukiwaniach. Nawet drobne przedmioty mogą być dla nas wskazówką. Konstrukcja dachu hali uległa całkowitej degradacji. Belki nośne o szerokości kilkudziesięciu centymetrów są dziś powyginane niczym kartki papieru – to świadczy o skali temperatury, jaka panowała w środku. Był to pożar niezwykle trudny, prawdopodobnie wspomagany dodatkowymi czynnikami, które spowodowały gwałtowne rozprzestrzenianie się ognia i wytworzyły ekstremalne warunki. Według wstępnych analiz, wspartych wiedzą ekspertów z Centrum Naukowo-Badawczego Ochrony Przeciwpożarowej i Akademii Pożarniczej, temperatura w strefie poddasza, gdzie znajdował się nasz kolega, przekraczała tysiąc stopni Celsjusza. Szanowni Państwo, zdajemy sobie sprawę, że szanse na odnalezienie naszego kolegi są niewielkie. Ale chcę mocno podkreślić: determinacja strażaków zawodowych i ogromne zaangażowanie druhów z jednostki OSP, z której pochodził poszukiwany strażak, są niezwykłe. Dlatego będziemy tu do końca, z nadzieją, że odnajdziemy naszego kolegę. Nie wykluczamy scenariusza, że w wyniku ekstremalnych temperatur, które panowały wewnątrz hali, ciało strażaka mogło ulec spopieleniu. - dodawał.
Jak podkreśla zastępca Komendanta Głównego PSP, opieką objęta jest rodzina zaginionego strażaka, jak brać strażacka.
- To są niezwykle trudne chwile przede wszystkim dla rodziny zaginionego strażaka. Staramy się być przy niej – zarówno przekazując na bieżąco wszelkie informacje, jak i otaczając opieką. Wsparcia udzielają psychologowie ze straży pożarnej, a także nasz kapelan, który regularnie odwiedza rodzinę. Ale pamiętamy również o naszych ratownikach. Oni od siedmiu dni, w wyjątkowo ciężkich i niebezpiecznych warunkach, nieustannie prowadzą działania. Dlatego także dla nich organizujemy pomoc psychologiczną i wsparcie na miejscu. Chciałbym podkreślić – jestem pełen podziwu dla determinacji i zaangażowania strażaków. To naprawdę ogromny wysiłek, a mimo zmęczenia wszyscy pracują z niezwykłym poświęceniem - podkreśla nadbryg. Józef Galica.
Reklama
Działania w ostatnich dniach skupiały się na dwóch celach – odnalezieniu ciała zaginionego ratownika i sukcesywnym usuwaniu ogromnych ilości materiału popożarniczego, które wciąż zalegają we wnętrzu zniszczonej hali.
Strażak, który zginął to doświadczony druh OSP Sierakowice - Krystian Dułak.
Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze