Reklama

Pamięci kartuskich Żydów

06/09/2011 09:06
Pamięci kartuskich Żydów poświęciłem esej publikowany w "Gazecie Kartuskiej" w dziewięciu odcinkach na przełomie 2010 i 2011 roku. Niemal w przededniu dwutygodniowego wyjazdu do Jerozolimy, gdzie udaję się na zaproszenie Instytutu Yad Vashem, przygotowałem tekst, który ma jeszcze raz przypomnieć nieliczną kartuską diasporę żydowską, przypomnieć, że Żydzi żyli w naszym mieście i zostawili tu swoje, niestety, zniszczone i zapomniane ślady.

Kartuskie "ostateczne rozwiązanie"

Niemcy, zaraz po wkroczeniu, przeprowadzili w Kartuzach "ostateczne rozwiązanie" kwestii żydowskiej, choć nie oznaczało to jeszcze dla wszystkich natychmiastowego fizycznego unicestwienia. Zaprogramowane ludobójstwo Niemcy zaczęli realizować w 1942 roku. Kartuskie "ostateczne rozwiązanie" z 1939 r. oznaczało przede wszystkim usunięcie Żydów z miasteczka, choć zachowała się pamięć i o egzekucjach.

"W samych Kartuzach mieszkało w momencie wybuchu wojny 50 osób wyznania mojżeszowego. Troje z nich, w tym kantor Fajweł Grynganz (Fail Grunganz), zostało osadzonych w dniu 14 września 1939 r. w obozie Stutthof. Pozostali mężczyźni zostali zamordowani z rozkazu starosty Buscha w pobliskich lasach lub też deportowano ich na teren Generalnej Guberni. Kobietom pozwolono wyjechać do rodzin w głębi ziem polskich" - czytamy w publikacji "Śladami żydowskimi po Kaszubach" - opracowaniu powstałym jako wynik polsko-kaszubsko-niemiecko-izraelskiego projektu pod redakcją Mirosławy Borzyszkowskiej-Szewczyk i Christiana Pletzinga.

"Przebywających jeszcze w mieście Żydów zamordowano przypuszczalnie w okolicznych lasach, albo wywieziono do któregoś z obozów koncentracyjnych, znajdujących się w pobliżu Gdańska" - pisze o eksterminacji bardziej kategorycznie Hanna Domańska w publikacji "Kamienne drzewo płaczu".

Else Pintus - kartuska Żydówka, która przeżyła wojnę i dokonała żywota w latach 60. w Berlinie, napisała we wspomnieniach (,,Moje prawdziwe przeżycia"): ,,Wszyscy Żydzi więc, oprócz jednego (Hammer) zostali uwięzieni. Przeoczyli go i mógł później pojechać z córką do Łodzi. Ze strachu i przerażenia spędził Hammer cały dzień w łóżku. Teraz więc pozostałyśmy same kobiety, zrozpaczone i upadłe na duchu, nie wiedząc, gdzie przebywali nasi mężczyźni. Mówiono, że załadowano ich na samochody i wywieziono. Inni znowuż to widzieli ich w Gdańsku, ale nie wiedziałyśmy nic konkretnego".

Wydaje się, że niemożliwe jest dziś zweryfikowanie informacji o skali ewentualnych egzekucji. Z zachowanych archiwalnych informacji tego się z oczywistych względów nie dowiemy. Jeżeli był jakiś ślad, to Niemcy go zniszczyli. Z kwerendy archiwalnej, przeprowadzonej przez Anitę Cyszkę (praca magisterska pt. "Mniejszość żydowska w północnych powiatach województwa pomorskiego w latach 1920-1939") wyłania się obraz losu kartuskich Żydów w 1939 r., który uzupełnia przytoczone wyżej relacje i w pewnym stopniu pozwala je zweryfikować.

Na podstawie zachowanych dokumentów A. Cyszka ustaliła, że obok wspomnianego wyżej kantora Fajweła Grynganza do obozu w Stutthofie wywieziono Moszka Jentesa i Israela Handesa. W obozie w Będzieszynie, potem w Nowym Porcie, zamknięto brata Elze Pintus, Heinza. On wojnę przeżył. Także do Nowego Portu trafił piekarz Johann Rabow. Do Gdańska wywieziony też został Gustaw Müller. O wspomnianych w publikacji "Śladami żydowskimi po Kaszubach" deportowanych do Generalnej Guberni kartuskich Żydach mówią archiwalne źródła, przynajmniej o niektórych. Oto jesienią 1939 r. (22 listopada) do Łodzi deportowano rodzinę Goldbergów. Buchmanów (Jerzego i Ruchlę) wysłano do Mławy. Tinę Rabow wywieziono prawdopodobnie do Lublina. Trafili do tworzonych gett. Niektórym (Marcie Rabow, Ernie Rabow, Else Pintus) udało się, jak się jesienią 1939 r., wyjechać do Gdańska, gdzie do 1941 r. gmina synagogalna cieszyła się względnym spokojem. Nie wiemy, czy ktoś z deportowanych kartuskich Żydów przeżył wojnę.

Zatarte ślady diaspory

Co pozostało po kartuskich Żydach? Tylko ślad mglistych wspomnień u najstarszych mieszkańców miasta. Nie ma tego, co było najważniejsze dla trwania niewielkiej diaspory przy swej tożsamości religijnej i narodowej - synagogi i kirkutu.

Rozebrana przez Niemców w 1939 r. synagoga istniała już ok. 1862 roku. Niewielka budowla z wieżyczką, na planie prostokąta, zaprojektowana prawdopodobnie na przez Niemca Knoppa, miała konstrukcję drewnianą (tzw. pruski mur), przypominała niewielki kościółek ewangelicki.

Cytowana wyżej H. Domańska wysuwa przypuszczenie, że Żydzi być może nie budowali, ale zaadaptowali na cele bożnicy stary spichlerz o konstrukcji szkieletowej. W latach 30. synagoga została wyremontowana przy dużym udziale zamożnych kartuskich Żydów - Adolfa Rabowa i Józefa Rosenberga. Wartość nieruchomości szacowano w 1938 r. na 15 tys. zł. Budowla usytuowana przy zachodniej pierzei Rynku (na posesji, gdzie dziś stoi budynek dzisiejszego banku PKO BP) znana jest tylko z przedwojennej pocztówki.

Zniknęły prawie całkowicie z polskiego pejzażu żydowskie cmentarze - kirkuty. Podobnie zresztą jak cmentarze ewangelickie.

Else Pintus w swych wspomnieniach pisze, że kartuski kirkut Niemcy zrównali z ziemią. Nie jest to, jak się wydaje, do końca ścisłe. Niemcy być może zrujnowali żydowski cmentarz. Augustyn Klemens Hirsz pisał w publikowanym w "Gazecie Kartuskiej" eseju pt. "Z dziejów kartuskich Żydów", że Niemcy nawet zagonili angielskich jeńców, by przekopywali groby w poszukiwaniu kosztowności. Okupanci zrujnowali, lecz nie zrównali z ziemią. Cytowana wyżej H. Domańska pisze też tylko o dewastacji cmentarza. Jeszcze w latach 60. można było oglądać nagrobki, przewrócone lub pochylone macewy. Przykro to mówić, ale ostateczną zagładę kirkutowi zgotowali w styczniu 1970 r. kartuscy decydenci rodem z PRL. Nie został kamień na kamieniu. Trzeba mieć tylko nadzieję, że nie stało się tak jak np. w nieodległym Bytowie, gdzie prawdopodobnie macewy ułożono na drodze i zalano asfaltem. To "zdeptanie pamięci" też nastąpiło dopiero w czasach PRL.

Kartuski, żydowski cmentarz znajdował się w południowej części miasta, za ul. Sędzickiego, na niewielkim wzgórku, w okolicy kotłowni zasilającej w ciepło os. Wybickiego. Takie miejsca pochówków określano mianem Żydowskiej Górki. Nekropolie nazywano Judische Kirchhof, od czego przyjęło się określenie "kirkut".

Ostatnimi, którzy spoczęli na kartuskim kirkucie byli prawdopodobnie: Tauba Korn (zm. 19 sierpnia 1932 r.), Oskar Rabow (zm. 14 lutego 1933 r.), Alfred Sielman (zm. 31 grudnia 1933 r.) i Henryka Wald (zm. 6 maja 1936 r.).

Intrygującą informację znalazłem w książce przytaczanej tu Hanny Domańskiej: "Cmentarz został założony na stoku wzgórza przy Jeziorze Karczemnym, w pobliżu drogi na Bytów (ul. Zamkowa - przyp. red.)". Czy to informacja nieprawdziwa? Tak się ją z reguły traktuje. Chodzi tu o wzgórze na terenie dawnej żwirowni, na południe od zbudowanej niedawno restauracji "Złota Jesień". W pamięci pokoleń nie zachował się żaden ślad o "Żydowskiej Górce" w tym miejscu. Najstarsi określają to miejsce mianem "kiskula", jako że już w czasach okupacji niemieckiej wybierano tam żwir.

Sądzę, że nie można jednak z góry dyskwalifikować informacji H. Domańskiej, która przeprowadziła staranną kwerendę źródłową, gdy idzie o akta z czasów pruskich. Mogło być tak, że istotnie, około połowy XIX w. władze pruskie tam wyznaczyły miejsce na kirkut i dopiero później został on przeniesiony w okolice ul. Sędzickiego.

Przed kilkoma miesiącami, nieistniejący kirkut był powodem interwencji naczelnego rabina Polski - Michaela Schudricha. Jak się dowiadujemy, przyjechał do Kartuz w towarzystwie przedstawicieli gdańskiej gminy żydowskiej, ponieważ ktoś napisał do niego, że na terenie dawnego cmentarza powstaje targowisko zwierzęce. W magistracie pokazano rabinowi plany - targowisko powstaje na wschód od tego miejsca i nie ma tu żadnej kolizji - sprawa się wyjaśniła.

Kto dziś pamięta, że Jacob Rabow był właścicielem piekarni i domu towarowego przy pl. św. Brunona? Kto pamięta, że przy placu sklep pasmanteryjny prowadził Sally Arendt, że tam też mieścił się hotel rodziny Berentów? Kto wie, że przy Rynku bracia Nathan i Jacob Abrahamsonowe postawili swoje, istniejące do dziś kamienice. Kto wie, że w okazałej kamienicy przy ul. Parkowej 8 mieszkał zamożny kupiec Josef Rosenberg - właściciel sklepu obuwniczego "Bałtyk"? Kto pamięta, że przy ul. Kościuszki 7 swój warsztat zegarmistrzowski miał Heinz Pintus?

Oni i wielu innych byli cząstką wielokulturowej kartuskiej społeczności i trzeba o tym pamiętać.

Ryszard Leszkowski
Aplikacja na Androida

Obserwuj nas na Obserwuje nas na Google NewsGoogle News

Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!

Reklama

Komentarze opinie

  • Awatar użytkownika
    janusz karc - niezalogowany 2018-02-02 15:13:09

    Swoją drogą to ciekawe czy jest jakaś historia o ukrywaniu jakiś żydów?

    odpowiedz
    • Zgłoś wpis
  • Awatar użytkownika
    netoperek - niezalogowany 2011-09-07 13:11:29

    Bardzo ciekawy artykuł ukazujacy kawałek historii naszego ospałego miasteczka. Każde miejsce spoczynku powinno być moim skromnym zdaniem otoczone szacunkiem i czcią, bez wzgledu na to czy stare mogiły są zapuszczone i zapomniane, czy pod opieką rodziny albo bliskich. Jeżeli wiadomo w którym miejscu dokładnie się znajdują, powinny zostać przynajmniej oznaczone, może jakaś skromna płyta lub tablica dla zachowania w pamięci dla potomnych powinna zostać tam umieszczona. Koszt byłby chyba niewielki, a chyba warto. Ja w swoim wcześniejszym poście zwróciłem uwagę na to, że o istnieniu tych mogił wiedziało jednak dużo wcześniej kilka osób. Tyle, że zamiast inicjatywy w celu oznaczenia lub upamiętnienia cmentarza swoich współwyznawców, próbował taki jeden wykorzystać ten fakt do kolejnej dyskredytacji władz naszego miasta, A fe ! - nieładnie, nierzetelnie i nieczysto to było zagrane ! Targowisko zwierzęce powstaje w miejscu oddalonym na wschód od starego cmentarza żydowskiego, nie zaś na terenie cmentarza jak sugierował "donosiciel" Mógłby się chociaż wysilić na ludzkie "PRZEPRASZAM" w stosunku do tych, których niesłusznie oskarżył. To powinno być naturalne, ale okazuje się, że jednak nie dla wszystkich.

    odpowiedz
    • Zgłoś wpis
  • Awatar użytkownika
    ODKRYWCA - niezalogowany 2011-09-07 12:08:22

    Nastepny dowod polskiej nieudolnosci,bo inaczej tego nazwac nie mozna,skoro w tak łatwy sposob da sie zablokowac wszelką inicjatywe.Zrozumiał bym jesli ten cmentaz by istniał do dzis ale w tym przypadku to smiech i zenada.

    odpowiedz
    • Zgłoś wpis

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.



Reklama

Wideo Kartuzy.info




Reklama
Reklama
Reklama
Reklama
Najnowsze wiadomości