Reklama

Partyzanci Łupaszki na Pomorzu - jak z komunistami walczono na Kaszubach?

W poniedziałek w Kartuskim Centrum Kultury odbyła się dyskusja pt. Żołnierz “Łupaszki” Zdzisław Badocha “Żelazny” 1925-1946. Podczas spotkania przedstawiono mało znany wątek kartuski w działalności opozycyjnej w powojennej Polsce. Organizatorem wydarzenia był Instytut Pamięci Narodowej Oddział w Gdańsku.

Prelekcje wygłosili dr hab. Karol Polejowski (zastępca prezesa IPN), dr Tomasz Łabuszewski (dyrektor IPN Warszawa), dr hab. Piotr Niwiński (IPN Gdańsk) oraz Anna Dymek (IPN Gdańsk). Dyskusję poprowadził dr Daniel Czerwiński (IPN Gdańsk).

Pierwszą część spotkania stanowiły wykłady opisujące losy partyzantów w latach II Wojny Światowej oraz latach powojennych, szczególnie na obszarach Pomorza i Wileńszczyzny. Nie zabrakło opisów powojennego chaosu i terroru – lata 1945, 1946 to okres, gdy na Kaszubach wciąż stacjonowały jednostki Armii Czerwonej, w Żukowie spici żołnierze urządzali sobie strzelanki, ginęli niewinni cywile.

Reklama

- Ta pamięć o tamtym okresie gdzieś zaciera się czasami. Ludzie – co naturalne – wypierają te złe rzeczy, które się działy. Nie chcą o tym pamiętać. Nie chciano mówić o tym co tutaj się działo po marcu 1945 roku – powiedział podczas spotkania dr hab. Karol Polejowski, zastępca prezesa IPN.

Nowa władza komunistyczna oznaczała nowy rodzaj okupacji. W budynku obecnego Muzeum Kaszubskiego urzędował Powiatowy Urząd Bezpieczeństwa Publicznego, w którego piwnicach ludzie znikali, poddawani uprzednio torturom.

Reklama

- W miejscu tym katowano Kaszubów podejrzewanych o niechęć do systemu komunistycznego. Droga przez mękę aresztowanego rozpoczynała się w areszcie śledczym UB. Pochwycony,  oderwany od domu i pracy trafiał do malutkiej celi. Pierwszą metodą śledczą, stosowaną przez funkcjonariuszy UB była dezinformacja i całkowity brak wiadomości o przyczynie zatrzymania. O tym fakcie nikt też nie informował nawet najbliższej rodziny, człowiek po prostu znikał za murami Urzędu Bezpieczeństwa. Bezpieka prześladowała bohaterów II wojny światowej. Stali się zagrożeniem dla nowej władzy, która ich wyklęła, zaczęła ścigać, poniżać, torturować, mordować i więzić. Ci którzy przeżyli, często wyniszczeni fizycznie i psychicznie, do 1989 r. nie mieli szans na dobrą pracę, mieszkanie czy jakiekolwiek przywileje ze strony państwa – czytamy w artykule opublikowanym na stronie internetowej Muzeum Kaszubskiego.

Jak dowiedzieliśmy się z wykładu dra hab. Karola Polejowskiego, w tym samym czasie pochodzący z Wileńszczyzny żołnierze “Łupaszki” nie złożyli broni. W kwietniu 1946 r. odtworzyli na Pomorzu 5 Brygadę Wileńską AK liczącą około 70 ludzi. Szybko zdobyli sobie sympatię i poparcie Kaszubów, hojnie rozdając wykradane z pociągów towarowych paczki UNRRA oraz podkreślając swoją religijność. Wkrótce rozpoczęli pierwsze aktywne działania partyzanckie w terenie. 

Reklama

Żołnierze V Wileńskiej Brygady AK - Domena publiczna.

Jednym z żołnierzy “Łupaszki” był ppor. Zdzisław Badoch, pseudonim “Żelazny”, który mając zaledwie 21 lat “wodził za nosy siły reżimu komunistycznego”.

8 maja 1946 roku oddział “Żelaznego” rozbroił posterunki w Karsinie i w Kaliskach, zorganizował akcję w Czarnej Wodzie.

9 maja nastąpiła kontrreakcja Sił Bezpieczeństwa. W obławie na kilkunastu partyzantów udział wzięło ponad 600 funkcjonariuszy. W większości byli to żołnierze 16 Dywizji Piechoty Wojska Ludowego z Gdańska Wrzeszcza. A więc wojsko walczyło z garstką partyzantów. Przeszukali okoliczne wsie, przeczesali lasy. Doszło do starcia w Bartlu Małym - siły komunistyczne, mimo znaczącej przewagi liczebnej, odniosły porażkę. Dlaczego? Żołnierze zwyczajnie nie chcieli walczyć pod dowództwem Rosjan, dlatego chętnie oddawali broń, licznie dezerterowali, dokonywali samookaleczeń, symulowali choroby, uciekali.

Reklama

19 maja rozpoczął się “Rajd Żelaznego” – czyli jednodniowa brawurowa akcja na posterunki w powiatach kościerskim i starogardzkim. Uczestniczyło w niej 16 żołnierzy partyzantów, w tym sanitariuszka “Inka”, a inicjatorem rajdu był nie kto inny jak ppor. Zdzisław Badocha „Żelazny”. Ich niewielki oddział w zaledwie jeden dzień rozbroił siedem posterunków MO (w Kaliskach, Osiecznej, Osieku, Skórczu, Lubichowie, Zblewie, Starej Kiszewie) oraz dwie placówki Urzędu Bezpieczeństwa Publicznego (w Skórczu i Starej Kiszewie). Zdobyli kilkanaście sztuk broni automatycznej, bez większego sprzeciwu ze strony milicjantów. W zasadzie ataki wyglądały bardziej jak wymiana handlowa: w zamian za broń, dokumenty i oporządzenie milicjanci otrzymali papierosy.

21 maja partyzanci rozbili placówkę UB w Bobolicach, następnie “zlikwidowali” funkcjonariuszy UB.

Reklama

23 maja pojawili się w powiecie kartuskim (wracali na wschód omijając powiaty starogardzki i kościerski, w których w tym czasie ścigały ich setki funkcjonariuszy). Przejechali przez Przechlewo, o czym dowiedziała się kartuska milicja. Komuniści postanowili ich przechwycić w Sulęczynie. Dlatego z Kartuz wyruszyły dwa samochody z jednym celem: przechwycić “bandytów” (czyli partyzantów). Samochód UB pojechał przez Brodnicę, samochód milicyjny przez Sierakowice, i… niezorientowani w terenie minęli się w drodze, a samochód partyzancki niechcący przepuścili. Byli przekonani, że jadą w nim ubowcy z Bytowa!

Partyzanci jechali dalej bez przeszkód, aż w Podjazach napotkali kolejny samochód milicyjny. Nie doszłoby do starcia, gdyby drogi w tym czasie nie blokowały krowy. Po obu stronach stada prowadzonego właśnie z pastwiska do gospodarstwa stanęły wrogie sobie samochody i doszło do kilkuminutowej wymiany ognia. Wynik: dwóch zabitych milicjantów, czterech rannych, reszta oddała broń. Partyzanci zniszczyli samochód milicyjny i ruszyli dalej. Jeszcze tego samego dnia zajęli Sierakowice, a po godzinie zatrzymali się w Bączu. 

Reklama

W Bączu zjedli kolację u dwóch kaszubskich gospodarzy a następnie piechotą ruszyli w stronę Borów Tucholskich. W lasach kartuskich natychmiast pojawiła się komunistyczna obława. W okolicach Mirachowa działało około 400 żołnierzy. Przeczesywali lasy przez 3 dni, jednak nie mogli znaleźć partyzantów, gdyż ci już przemieścili się do Starej Kiszewy. 

Powyżej opisane wydarzenia przeszły do historii jako Rajd Żelaznego. 

Nie oznacza to, że obława nie przyniosła ofiar. Do gospodarstwa Józefa Kwidzińskiego, gospodarza z Kożyczkowa, przyszło w tamtym czasie dwoje prowokatorów podających się za zagubionych partyzantów. Na ich pytania gospodarz odpowiedział, że wie gdzie są partyzanci i zaprowadzi ich do nich - ale dopiero jak sobie to komunistyczne wojsko już pojedzie. A tak poza tym on też nie lubi komunistycznego rządu. Przyznał też, że ma broń i chętnie ją “partyzantom” przekaże. 

Reklama

Szybko trafił w ręce UB. Podczas pokazowego procesu w Kartuzach skazano go na 6 lat więzienia. Po roku - z powodu marnego zdrowia - zmarł. W ostatnim liście do rodziny (którego niestety jego rodzina nie otrzymała) pisał do żony aby sprzedała konia, i żeby przysłali mu trochę lepszego jedzenia…

“Żelazny” wkrótce też stracił życie. Zginął 28.06.1946 r w Czerninie k/Sztumu, w wieku 21 lat.

Zdzisław Badocha “Żelazny” 1925-1946 - Zdjęcie Domena publiczna.

 

Tekst na podstawie wykładu dra hab. Karola Polejowskiego.

Aplikacja na Androida

Obserwuj nas na Obserwuje nas na Google NewsGoogle News

Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!

Źródło i opracowanie własne Aktualizacja: 20/03/2025 15:40
Reklama

Komentarze opinie

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.



Reklama
Reklama
Reklama
Reklama
Reklama
Najnowsze wiadomości