Reklama

Pierszczewo. Zamiast działek budowlanych - rezerwat

Ryszard Zwara z Pierszczewa jest właścicielem ziemi nad Jeziorem Potulskim. Jakiś czas temu, chcąc przekwalifikować swoje działki na budowlane dowiedział się, że w miejscu tym ma powstać... rezerwat. - Jak to możliwe, że urzędnicy bez mojej wiedzy i zgody gospodarują moją ziemią? To kpina! - uważa.

Pan Ryszard był jednym z gości ostatniej sesji Rady Gminy Stężyca. Nie była to zresztą jego pierwsza tego typu wizyta w ciągu ostatnich kilku lat. Za każdym razem zwraca się do samorządowców z tym samym problemem. Chodzi o 5-hektarową działkę, znajdującą się nad Jeziorem Potulskim, a konkretniej jej fragment liczący 1,5 hektara.

Ta ziemia ma charakter uprawny, ale znajduje się tam też łąka, a do tego graniczy z linią brzegową jeziora. Do roli nie bardzo się więc nadaje, tym bardziej że jest nieco pochylona. Kilka lat temu wystąpiłem więc o zgodę na przekształcenie tego gruntu na budowlany - rozpoczyna swoją historię mieszkaniec Pierszczewa.

Sytuacja wydawała się dość klarowna. Kilka okolicznych działek było już zabudowanych, a i gminne studium uwarunkowań i kierunków zagospodarowania przestrzennego obejmowało ten teren jako przeznaczony pod zabudowę. Problemy zaczęły się jednak, gdy temat trafił do wydziału ochrony środowiska przy Urzędzie Wojewódzkim, a potem przejęty został przez powołaną w 2008 Regionalną Dyrekcję Ochrony Środowiska w Gdańsku.

- Okazało się, że instytucje te moją ziemię, moją własność, postanowiły włączyć w obręb jakiegoś rezerwatu łąkowego. Nikt nie raczył mnie jednak o tym fakcie powiadomić czy skonsultować. Uważam, że to niepoważne traktowanie człowieka. Wielokrotnie prosiłem już o pomoc władze samorządowe, ale na próżno, Nikt nie jest w stanie nic zrobić - wyjaśnia Ryszard Zwara.

Jak dodaje, próbował już wszelkich rozwiązań, ale RDOŚ nie jest nawet skłonny do jakichkolwiek rozmów.

- To trwa już zbyt długo. Skoro chcą mieć tam rezerwat, żaden problem, ale niech odkupią ode mnie chociaż moją ziemię, albo zamienią się na jakąkolwiek inną. Żadna moja propozycja ich jednak nie interesuje, bo to dopiero planowany rezerwat, a nie zaplanowany, a co za tym idzie, nie mają obowiązku uregulować tych kwestii. Równie dobrze mogę czekać na to i kolejnych dziesięć lat, płacąc podatki za ziemie, z którą nic mogę zrobić - załamuje ręce nasz rozmówca.

Problem tkwi w przeprowadzonym dla tego obszaru raporcie oddziaływania na środowisko, który z uwagi na pewne ograniczenia ekologiczne wyklucza tam budownictwo mieszkaniowe. Stanowisko RDOŚ stanowi problem nie tylko dla Ryszarda Zwary, ale i gminy Stężyca, która we wspomnianym studium uwarunkowań przestrzennych oznaczyła ten obszar jako przeznaczony pod zabudowę. Wobec trudności stwarzanych przez tę instytucję, samorząd zmuszony był nawet rozbić prace nad planem zagospodarowania przestrzennego dla Pierszczewa na dwa etapy. Pierwszy już dobiegł końca i został zatwierdzony przez radę gminy. Drugi, obejmujące m.in. sporną działkę pana Zwary, wyłączono z tego opracowania w obawie przed przeciągającą się procedurą.

- Gmina nie ma żadnych przeciwwskazań do przekwalifikowania tych działek na mieszkaniowe. Nawet w naszych opracowaniach jest to teren oznaczony jako rozwojowy. RDOŚ jest innego zdania i mamy w tej sytuacji związane ręce. Próbowaliśmy wyjaśniać tę kwestię, ale wszelkie rozmowy z tym organem są wyjątkowo trudne - potwierdza wójt gminy Stężyca, Tomasz Brzoskowski.

Ryszard Zwara, choć załamany zaistniałą sytuacją, nie zamierza się poddawać.

- Słyszałem o pewnym podobnym przypadku. Ten człowiek w końcu skierował sprawę do Strassburga. I wygrał! Nie można w ten sposób blokować człowieka - kończy mieszkaniec Pierszczewa.

Bartek Gruba
Aplikacja na Androida

Obserwuj nas na Obserwuje nas na Google NewsGoogle News

Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!

Reklama

Komentarze opinie

  • Awatar użytkownika
    Ceres Doradztwo - niezalogowany 2011-04-11 13:50:23

    Współczuję bohaterowi tego artykułu. Jednak sytuacja opisana nie jest do końca jasna. Po pierwsze ustawa o udostępnianiu informacji o środowisku i jego ochronie, udziale społeczeństwa w ochronie środowiska oraz o ocenach oddziaływania na środowisko, w której mowa jest o instytucji Generalnego Dyrektora Ochrony Środowiska, nie przyznaje mu kompetencji w zakresie ustalania planu miejscowego. Jego decyzje nie są aktami prawnymi. Po drugie: jeśli RDOŚ w drodze utworzenia raportu powiększa teren rezerwatu przyrody to jest to cel publiczny w rozumieniu ustawy o gospodarce nieruchomościami. A skoro tak nie jest prawdą że gmina jest bezsilna, ponieważ w jej obowiązku jest wydanie decyzji o ustaleniu lokalizacji inwestycji celu publicznego (zgodnie z ustawą o planowaniu i zagospodarowaniu przestrzennym). W wyniku takiej decyzji właścicielowi przysługuje odszkodowanie. Pozdrawiam

    odpowiedz
    • Zgłoś wpis
  • Awatar użytkownika
    hallo - niezalogowany 2011-04-11 12:58:39

    W Zgorzałem Wyb. jest to samo od kilka lat wielu mieszkańców stara się o przekwalifikowanie działek i są odsyłani z kwitkiem.

    odpowiedz
    • Zgłoś wpis

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.



Reklama

Wideo Kartuzy.info




Reklama
Reklama
Reklama
Reklama
Najnowsze wiadomości