Inauguracja piłkarskiej wiosny w Kartuzach zadowolić mogła każdego fana futbolu. Były bramki, zwroty akcji i dramatyczna końcówka. Rozegrana na boisku treningowym batalia zakończyła się remisem 2:2, choć oba zespoły miały doskonałe okazje by sięgnąć po pełną pulę punktów. Oba zmarnowały jednak po rzucie karnym. Gospodarze, w ostatniej akcji meczu.
Faworytem meczu byli kartuzianie - współlider zmagań po pierwszej części sezonu. Co więcej, podopieczni Piotra Kwiatkowskiego z pewnością liczyli na rewanż za pierwszą, jesienną konfrontację z ekipą Chwaszczyna, którą dość pechowo przegrali.
Pierwsze minuty zadały się zresztą potwierdzać taki właśnie scenariusz. Miejscowi dominowali i swoją przewagę udokumentowali już w 17 minucie golem, choć niefortunną interwencją wyręczył ich w tej sytuacji Bejrowski, kierując futbolówkę do własnej bramki. W ciągu kilku kolejnych minut okazje do podwyższenia prowadzenia mieli jeszcze Skowroński i Hejden, ale żadnemu z nich nie udało się pokonać Grubby po raz drugi.
Ostatni kwadrans pierwszej połowy należał już jednak do drużyny przejezdnej. Skutecznością błysnął Przemysław Duda, który potrzebował zaledwie trzech minut, by najpierw doprowadzić do wyrównania, a potem wyprowadzić swój zespół na prowadzenie. Mało tego, jeszcze przed przerwą goście mogli i powinni byli zdobyć także trzecią bramkę, ale Mitura uchronił swój były zespół przed nokautem, marnując rzut karny.
Po zmianie stron gospodarze z determinacją przystąpili do odrabiania strat, ale ich starania długo przypominały bicie głową w mur. Goście bronili się całym zespołem, w kontrach szukając szans na zadanie decydującego ciosu. I niewiele brakowało, a na 10 minut przed końcem dopięli by swego. W zamieszaniu pod polem karnym Cartusii i strąceniu piłki przez Bejrowskiego, miejscowych uratowała poprzeczka.
Gdy wydawało się, że Chwaszczyno "dowiezie" wynik do końcowego gwizdka i po raz drugi w tym sezonie pokona Cartusię, miejscowi zdołali doprowadzić do wyrównania. Długie, krosowe podanie pod pole karne gości trafiło pod nogi Kieruzela, a ten sprytnie przelobował próbującego ratować sytuację bramkarza rywali.
Radość kartuzian z bramki wyrównującej w doliczonym już czasie gry przerodziła się w euforię po tym, jak za zagranie piłki ręką w polu karnym sędzia podyktował rzut karny dla gospodarzy. Odpowiedzialność wziął na siebie Rychłowski, ale poszedł w ślady Mitury z pierwszej połowy i uderzył prosto w bramkarza.
10 sekund później arbiter zakończył spotkanie i oba zespoły podzieliły się punktami.
Komentarze