"33 x Trójka" - to tytuł książki, która ukazała się z okazji 50-lecia Programu III Polskiego Radia. Jeden z fragmentów poświęcony został wydarzeniom sprzed 30 lat i pewnemu mieszkańcowi gminy Żukowo, który był ich bohaterem. Chodzi o pamiętny wywiad z Danutą Wałęsą, jaki w stanie wojennym przeprowadził z nią Piotr Cackowski, wówczas dziennikarz Rozgłośni Polskiego Radia w Gdańsku.
Miejsce na wspomnienia Cackowskiego z tego okresu znalazło się w części poświęconej Andrzejowi Turskiemu, który kierował rozgłośnią w latach 82-83. Konkretnie chodzi o datę 8 listopada 1982 roku, kiedy to w "Zapraszamy do Trójki" nadany został jego głośny wywiad z Danutą Wałęsą. Był to czas, gdy jej mąż przebywał w ośrodku internowania w Arłamowie.
- Pomysł narodził się spontanicznie - opowiada na łamach książki Piotr Cackowski. - Siedziałem z koleżankami w redakcji. I w pewnym momencie powiedziałem: "Słuchajcie, a gdybym na przykład zrobił wywiad z Danutą Wałęsową?". Popatrzyły na mnie jak na człowieka, który nagle źle się poczuł. Wiadomo przecież, jaka była wówczas atmosfera - stan wojenny, Wałęsa internowany w Arłamowie, Rozgłośnią Polskiego Radia w Gdańsku zarządzał komisarz wojskowy, komandor Franciszek Czerski, ludzie unikali wypowiadania nazwiska przywódcy Solidarności, a ja sobie wymyśliłem wywiad z jego żoną. Ale jak pomyślałem, tak zrobiłem. I po prostu zatelefonowałem do Danuty Wałęsowej, zadałem krótkie pytanie i otrzymałem krótką odpowiedź. Pani Danuta wyraziła zgodę na rozmowę. Sam byłem zaskoczony, że poszło tak łatwo. Szarpnąłem za Uhera (magnetofon reporterski) i jak strażak wzywany do pożaru pobiegłem do samochodu. Po piętnastu minutach byłem w mieszkaniu państwa Wałęsów na Zaspie.
Rozmowa przebiegała w bardzo spokojnej i sympatycznej atmosferze - kontynuuje. Pani Wałęsowa, mając przy sobie najmłodsze dziecko, była bardzo uprzejma i bez żadnych emocji, bez zastanawiania się, odpowiadała na moje pytania. Potwierdza się to w nagraniu, które odsłuchałem po trzydziestu latach, w maju 2012 roku, w archiwum Radia Gdańsk. Nie wyczuwa się w nim atmosfery napięcia, niepewności, strachu, emocji powodowanych faktem, że wywiad nagrywany był w stanie wojennym. Pani Danuta wypowiadała się rzeczowo i, jak sądzę, bardzo szczerze. Nikt jej do tej rozmowy nie przygotowywał, nikt nie ingerował w to, co miała do powiedzenia - wspomina Cackowski, dodając, że nie tylko zawodowa przyszłość Turskiego wisiała wówczas na włosku, ale także jego.
- Nazajutrz po jego nadaniu zobaczyłem marsową minę Jerzego Geberta i usłyszałem: "Albo ty już tu nie pracujesz, albo nie pracujemy obaj" - opowiada. Tylko tyle, żadnych wyjaśnień, żadnych komentarzy. Godzinę później pod budynek radia przy ulicy Uphagena podjechała biała Wołga. Zabrali mnie do siedziby SB na Okopową w Gdańsku i zaprowadzili do pokoiku z weneckim lustrem. Przez około pół godziny siedziałem tam sam. Później pojawił się jakiś SB-ek i zapytał mnie, czy znam Andrzeja Turskiego oraz jak to się stało, że radiowa Trójka puściła mój wywiad. Odpowiedziałem krótko: "Tak, wiem, kim jest Andrzej Turski, a o to, dlaczego w Warszawie wyemitowano rozmowę z Wałęsową, niech pan zapyta właśnie jego. To wszystko". Po kwadransie wróciłem tą samą Wołgą do radia, przekonany, że już w nim nie pracuję. Ku mojemu zdumieniu sprawa z każdym dniem przycichała, a ja pracowałem nadal... - puentuje w publikacji historię wywiadu.
Nam ujawnia jeszcze jeden ciekawy szczegół z tamtej rozmowy.
- Żegnając się z Danutą Wałęsową obiecałem, że za dwie trzy godziny przedstawię wywiad po montażu do jej akceptacji, przypomina Piotr Cackowski. Niestety nie zdążyłem tego zrobić przed emisją materiału w "Trójce". Naprawdę zabrakło czasu. Miałem na wszystko (przegranie, montaż, ocenzurowanie, rozmowy z naczelnym gdańskiego radia i Andrzejem Turskim - niespełna dwie godziny. Nie dałem rady pojechać raz jeszcze w tym czasie do Pani Wałęsowej. Jednak zaraz po emisji zatelefonowałem do niej. Zdążyłem się tylko przedstawić i usłyszałem głośno: " Ale z pana skur…..syn". Byłem zdruzgotany. Poczułem się jak śmieć. Zapytałem szybko, ale dlaczego, czy Pani słuchała w "Trójce" swoich wypowiedzi? Nie, padła odpowiedź. Bez chwili namysłu pobiegłem po nagranie, wsiadłem do samochodu i po kilkunastu minutach ponownie znalazłem się w mieszkaniu Danuty Wałęsowej. Włączyłem Uhera. Przez prawie 10 minut odsłuchiwaliśmy materiał antenowy w kompletnej ciszy. Gdy odtwarzanie nagrania się skończyło, Pani Wałęsowa zapytała, to wszystko?, tylko to było na antenie?, tak taka wersja była puszczona w "Trójce", odpowiedziałem. W takim razie przepraszam pana za to, co powiedziałam przez telefon, byłam zdenerwowana. Bo dzwoniło do mnie parę osób z pretensjami, że ja jakieś niestworzone rzeczy panu naopowiadałam o stanie wojennym i nie tylko. Jeżeli jednak pan puścił to co teraz usłyszałam, to ja nie mam zastrzeżeń - opowiada Piotr Cackowski, zwracając uwagę na tło historyczno-polityczne tych wydarzeń. Dwa dni po nagraniu wywiadu Moskwa oficjalnie poinformowała o śmierci Breżniewa, a po upływie kolejnych dwóch dni wyszedł na wolność Lech Wałęsa.
- Moim zdaniem, zbitka tych trzech wydarzeń (które rozegrały się na przestrzeni zaledwie 6 dni) spowodowała, że tak wiele szumu (także na najwyższych szczeblach władzy) powstało z powodu ukazania się w "Trójce" rozmowy z Danutą Wałęsową. Dla mnie termin wywiadu był całkowicie przypadkowy, dla różnej maści decydentów, cenzorów, przedstawicieli służb specjalnych stał się powodem do tworzenia teorii spiskowych. Formułowano wówczas sądy i pytania: Dlaczego Danuta Wałęsowa poparła stan wojenny akurat 8 listopada?, dlaczego dziennikarz gdańskiego radia właśnie w tym czasie, tuż przed ustaloną datą wypuszczenia Lecha Wałęsy (o której nikt nie miał prawa wiedzieć) postanowił rozmawiać z jego żoną i nagłośnić treść tej rozmowy? Jak dziennikarz uzyskał zgodę cenzury na publikację takiego materiału w stanie wojennym? Czy Pani Wałęsowa mówiła o konieczności stanu wojennego tylko dlatego, żeby przyczynić się do zwolnienia męża z miejsca odosobnienia? Czy to była ukartowana gra rozmówcy i rozmówczyni? Czy musiał umrzeć Leonid Breżniew, żeby wypuszczono Lecha Wałęsę? Dla zadania żadnego z tych pytań, może poza ostatnim, nie znajduję merytorycznego uzasadnienia. Wywiadu nikt nie inspirował, a na wypowiedzi Danuty Wałęsowej nikt nie wpływał (nie było na to czasu). Znaleźli się jednak ludzie, którzy nie chcieli w takie fakty uwierzyć - mówi Cackowski.
Oprac. Bartek Gruba
Obserwuj nas na Google News
Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!
Komentarze