Reklama

Polska powiatowa, okiem redaktora gazety lokalnej

28/03/2005 18:18
Po piętnastu latach pracy w gazetach lokalnych i regionalnych przyznaję ze wstydem, że szykany, naciski, pomówienia i wreszcie otwarta wojna ekonomiczna z niezależną gazetą przypominają czasy najgorszego PRL-u. Niegdyś zafascynowany wolnością słowa, możliwością kreacji, swobodą działań i rozwijania zainteresowań z przyjemnością pochylałam się i jako dziennikarz i jako wydawca nad różnymi problemami lokalnej społeczności.

Ze smutkiem przyznaję, że losów tych ludzi nie da się zmienić na lepsze w tym pokoleniu, a dopiero w następnym. Żeby walczyć z tym wszystkim trzeba ogromnej odporności psychicznej, zaplecza finansowego i coraz bardziej poszerzającej się wiedzy. Jak się przekonałem, każda władza stosuje tylko jedną zasadę - jeśli nie jesteś ze mną, jesteś przeciwko mnie. Czy to burmistrz, czy wójt, czy ludzie, którzy tworzą lokalne układy samorządowe na poziomie rady gminy myślą tylko w zasadzie o jednym - jak zachować swoje wpływy. Gazeta widziana jako dobro ogólne, może nawet miastotwórcze, czy integrujące lokalną społeczność już należy do sfery jedynie pobożnych życzeń humanistów i idealistów.

Prasa lokalna widziana jest głównie przez pryzmat jej roli użytkowej, a ściślej rzecz ujmując komu służy. Wśród samorządowców jest nieodparte wrażenie, że ten, kto ma prasę, ma władzę. Dlatego wojna o podporządkowanie sobie lokalnej gazety lub zniszczenie niepokornej lub należącej do innych układów politycznych jest priorytetem w sprawowaniu władzy. By wyjść ze swoimi ideami, pomysłami czy kreacjami politycznymi jest swoistą ciernistą drogą dla wielu samorządowców, którzy w wyborach do władzy dostają się na skutek swojej popularności i zaufania publicznego, potem jednak z trudem przebijają się przez układy i meandry wzajemnej zależności prasy, grup polityczno-samorządowych i lokalnych powiązań interesów. Młodych ludzi, którzy trafiają do pracy w gazecie traktuje się raczej jako wyrobników. Dla niektórych włodarzy chlubą jest mieć "swojego" pismaka. Tak też się przyzwyczaja młodych ludzi "pióra" do faktu, że powinni patrzeć od kogo biorą pieniądze i za co biorą pieniądze. Przyzwyczaja się ich do uległości i służalczości. Nie ma już w tym wstydu, że młody człowiek na starcie w karierze dziennikarskiej podpisuje umowę o pracę z kimś, o kim wie, że prowadzi mafijne interesy, żeruje na publicznych pieniądzach, ważne jest jedynie to, że ma środki, by kupić sobie i swojej rodzinie byt. Niepokornych idealistów marginalizuje się i spycha działaniami ekonomicznymi w niebyt publiczny, a w razie konieczności ośmiesza i kompromituje. A co na to Czytelnicy, czyli społeczność lokalna? Ludzie zwyczajnie gubią się w tych wszystkich wzajemnych układach, tym bardziej, że coraz trudniej jest pisać wprost i otwarcie. Jeżeli lokalny notabl prowadzi interesy oparte o pieniądze publiczne, a swoje działanie uwiarygadnia współpracą z ludźmi cieszącymi się lokalnym autorytetem, jeśli przy tym wspiera swoimi działaniami charytatywnymi różne instytucje społeczne i stowarzyszenia, to staje się oczywiste, że krąg ludzi od niego uzależnionych jest znaczny. Jeśli nawet gazeta zaczyna o nim pisać, to działa mechanizm zwrotny. Jego kontrahenci, czyli powiązania biznesowe odmawiają reklamowania się w gazecie, ponadto rozpowszechnia się opinię, że reklama w gazecie jest bezużyteczna, sugeruje się instytucjom i stowarzyszeniom, aby nie współpracowali z gazetą, bo tamci dziennikarze są "jacyś trefni", a politycy zamykają dostęp do informacji. Z czasem buduje się inny produkt prasopodobny, aby odebrać rynek, najlepiej gazetę, która będzie bezpłatna, całkowicie podporządkowana własnym układom, w której można naśmiewać się i wyszydzać z oponentów i opozycji. Nic dziwnego, że opinia publiczna gubi się, zwłaszcza w sytuacji, kiedy w lokalnej społeczności powielanie kłamstw metodą rozpowszechnianych plotek staje się normą w sprawowaniu władzy. Im większy strach włodarzy gminy o zagwarantowanie swoich wpływów, tym większe działania przeciwko opornym i próbującym zachować swoją niezależność ludziom, którzy zawodowo i amatorsko biorą za pióro, by wyrazić swoje opinie i widzenie rzeczywistości. Kryzys ekonomiczny przekłada się na strach, a strach na matactwa i układy korupcyjne. Taka jest polska powiatowa, w której przyszło nam żyć.

Ryszard Wenta
[email protected]
Aplikacja na Androida

Obserwuj nas na Obserwuje nas na Google NewsGoogle News

Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!

Reklama

Komentarze opinie

  • Awatar użytkownika
    Bartosz Kitowski - niezalogowany 2005-05-12 11:40:22

    Myślę, że na pewno można mieć sporo zastrzeżeń do "Kuriera Kartuskiego", ale dotąd w naszym powiecie nie narodziła się jeszcze lepsza gazeta, która w konsekwentny sposób dążyłaby do prawdy. Wszystkie, oprócz "Kuriera", są jedynie namiastkami rzetelności i swobody wypowiedzi. W pozostałych (włącznie z "Dziennikiem") nawet nie dopuszcza się do głosu ludzi mających odmienne zdania od naszych władz. Totalna cenzura. Póki co cieszmy się "Kurierem". Dodano przez Jacek Labuda <> w 2005-31-03 15:03 z [83.25.185.212]

    odpowiedz
    • Zgłoś wpis
  • Awatar użytkownika
    Bartosz Kitowski - niezalogowany 2005-05-12 11:40:22

    PAN WENTA REKLAMUJE SIĘ NICZYM PAN LEPPER - POPRZEZ SENSACJE WOKÓŁ WŁASNEJ OSOBY I SWOJEGO PISEMKA, A W ŻADNYM RAZIE NIE POPRZEZ RZETELNOŚĆ. ZGADZAM SIĘ, ŻE NA NASZYM PODWÓRKU KORUPCJA I NEPOTYZM SĄ DOŚĆ POWSZECHNE. TO TAJEMNICA POLISZYNELA. TYLKO ŻE NAJPIERW TRZEBA UMIEĆ JE RZETELNIE WYKRYĆ I ZBADAĆ. TEGO KURIEROWI BRAKUJE. BO "BIZNES IS BIZNES", NA BADANIE TEMATÓW TRZEBA MIEĆ DUŻO CZASU, A PRZECIEŻ LUDZIE CHCĄ SENSACJI Z NUMERU NA NUMER... Dodano przez remuss <> w 2005-31-03 12:38 z [83.25.235.8]

    odpowiedz
    • Zgłoś wpis
  • Awatar użytkownika
    Bartosz Kitowski - niezalogowany 2005-05-12 11:40:22

    Szanowni Państwo! Niektórzy urządzili mi już pogrzeb, kiedy ja jedynie podzieliłem się swoimi wrażeniami na temat tzw. Polski powiatowej. Takie są moje odczucia po 15 latach pracy dziennikarskiej, z którą nie zamierzam się rozstawać.<br /> "Kurier Kartuski" czeka dużo zmian. Mam nadzieję, że na lepsze. To było nieuniknione, gdyż nie jestem w stanie ogarnąć wszystkiego jedynie swoją pasją. Potrzebni są też zawodowcy z wielu dziedzin. Ja już nie będę tak widoczny na łamach (to informacja dla moich licznych wrogów). Pisać będą ludzie młodzi.<br /> Pozostawię bez komentarza wszystkie uszczypliwości, które padły we wcześniejszych wypowiedziach. Potwierdzają jedynie moje słowa z artykułu, że "opinia publiczna gubi się, zwłaszcza w sytuacji, kiedy w lokalnej społeczności powielanie kłamstw metodą rozpowszechnianych plotek staje się normą w sprawowaniu władzy".<br /> Wielu ludzi podatnych jest na te plotki i kłamstwa. A to znaczy, że trafiają na właściwy grunt. Niestety... Dodano przez Ryszard Wenta <[email protected]> w 2005-30-03 19:45 z [83.25.191.89]

    odpowiedz
    • Zgłoś wpis

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.



Reklama

Wideo Kartuzy.info




Reklama
Reklama
Reklama
Reklama
Najnowsze wiadomości