Nie udał się piłkarzom z Przodkowa rewanż na ekipie Red Devils Chojnice. W meczu 1/16 finału Halowego Pucharu Polski, podobnie jak przed dwoma laty, przegrali z wyżej notowanym rywalem, choć dopiero po dogrywce 2:3 (0:1, 2:2).
Goście nie przyjechali do Przodkowa w najmocniejszym składzie, ale obecność w ich szeregach takich graczy jak Artur Chrzonowski czy mający reprezentacyjną przeszłość Mariusz Kaźmierczak, a także Tomasz Aftański na ławce trenerskiej sprawiły, że i w takim składzie przyjezdni byli niezwykle groźni.
Potwierdzili to już na samym początku spotkania, kiedy to najpierw dwukrotnie spory zamęt pod naszą bramką zasiał Brazylijczyk Diguinho, a chwilę później akcja wymienionej wcześniej dwójki dała Chojnicom prowadzenie. Chrzonowski zagrał do Kaźmierczaka, a ten umieścił piłkę tuż przy słupku. Od 2 minuty przegrywaliśmy więc 0:1.
Po stracie gola Auto Complex nieco się przebudził, choć niewiele brakowało, a szybko straciłby i drugiego gola. Na nasze szczęście Żołądź pomylił się w dogodnej sytuacji z kilku metrów. Kolejne dwie akcje należały już jednak do gospodarzy. Najpierw Kartuszyńskiego próbował zaskoczyć Wiszniewski, a zaraz potem minimalnie przestrzelił Depta.
Ostatnie minuty pierwszej połowy nie obfitowały w zbyt wiele ataków, a na uwagę zasługuje w zasadzie tylko jedna sytuacja. W 15 minucie świetnie wyszkolony technicznie Diguinho sprytnie próbował przelobować Wiśniewskiego, ale piłka minęła słupek po jego zewnętrznej stronie. Od 18 minuty goście grali z pięcioma faulami na koncie, ale miejscowym nie udało się sprowokować na nich jeszcze jednego przewinienia, co skutkowałoby automatycznie przedłużonym karnym na naszą korzyść.
Druga połowa była już znacznie ciekawsza. Przede wszystkim pod względem bramkowym i meczowej dramaturgii. Zaczęło się wprost kapitalnie, bo w 22 minucie padł gol wyrównujący, a jego strzelcem był Marek Cirkowski, który pewnie zachował się w sytuacji "sam na sam".
Radość gospodarzy nie trwała jednak długo, bo za sprawa Diguinho niemal dokładnie dwie minuty później znów przegrywamy. Przyznać jednak trzeba, że Brazylijczyk popisał się przepiękną indywidualną akcją zakończoną precyzyjnym strzałem w samo "okienko" bramki Wiśniewskiego.
Pomiędzy 26, a 27 minutą mogło już być po meczu. Aktywny Artur Chrzonowski dwukrotnie stanął przed szansą wpisania się na listę strzelców. Najpierw obił jednak słupek, a zaraz potem minimalnie niecelnie zamknął szybką kontrę swojego zespołu.
Auto Complex nie pozostawał jednak dłużny, a sygnał do ataku w 29 minucie dał mocnym strzałem Klimowicz. Przez kolejnych kilka minut trwało prawdziwe oblężenie pola karnego gości, ale brakowało nam niestety skuteczności i zimnej krwi w decydujących momentach. Nie pomogła też bardzo dobra dyspozycja Kartuszyński, który popisał się dwiema znakomitymi interwencjami na przedpolu. Chwilę potem uratował go natomiast słupek. Przełamanie nastąpiło dopiero w 34 minucie, gdy drogę do siatki znalazła bomba Klimowicza z dystansu.
Do końca regulaminowego czasu gry wynik nie uległ już zmianie i do rozstrzygnięcia tej rywalizacji, podobnie jak przed dwoma laty, potrzebna była dogrywka. A ta, ponownie okazała się szczęśliwsza dla naszych rywali. Niepotrzebny faul Depty pod koniec pierwszej części dogrywki doprowadził do przedłużonego rzutu karnego, który na bramkę zamienił niezawodny zwykle w takich sytuacjach Chrzonowski.
Miejscowi postawili w odpowiedzi wszystko na jedną kartę i na końcowe dwie minuty wycofali bramkarza, ale zamiast wyrównania zanotowali kolejny faul i w efekcie "Czerwone Diabły" znów stanęły przed szansą na gola na przedłużonego karnego. Tym razem Chrzonowski się jednak pomylił, ale niewiele to zmieniło. Przegrywamy ostatecznie 3:2 i do 1/8 finału awansuje ekipa z Chojnic.
Komentarze