Reklama

Rozmowa z Mirosławą Lehman - Członkiem Zarządu Powiatu

29/05/2005 22:17
Była Pani 3 lata temu kandydatem na fotel burmistrza Kartuz. Trzecie miejsce nie było zapewne porażką, ale jak Pani to miejsce i własny program ocenia z perspektywy czasu?

Pamiętajmy, że kandydatów było ośmioro, w tym ja jako jedyna kobieta. Tak, myślę, że trzecie miejsce było moim sukcesem i wielką niespodzianką, ponieważ po raz pierwszy uczestniczyłam w życiu politycznym. I dziękuję wszystkim, którzy mi zaufali oddając na mnie głos. A był to głos ludzi oczekujących na zmianę, na czytelne, jasne zasady działania samorządu, w którym informacje nie są tajne lecz dostępne zgodnie z przepisami i zasadami demokracji, gdzie inne, odmienne zdanie nie znaczy, że jesteś wrogiem tylko – masz inne poglądy, koncepcje, więc porozmawiajmy i przedyskutujmy. Zawsze wierzyłam w siłę dialogu. A musimy się jeszcze wiele nauczyć jeśli chodzi o kulturę politycznej dyskusji. Bardzo irytują mnie metody tzw. lisiego działania czyli działania za plecami osoby bezpośrednio zainteresowanej. Jest to oznaka wielkiego tchórzostwa i słabości a muszę powiedzieć, że w kartuskim urzędzie częste.

A wracając do mojego programu wyborczego. Jest on wciąż aktualny. Nie udało się kandydatom popieranym przez KWW „Praworządność i Sprawiedliwość” przekroczyć progu wyborczego i wprowadzić swoich przedstawicieli do Rady Miejskiej w Kartuzach, a więc w chwili obecnej nie mamy bezpośredniego wpływu na politykę gminną. Jako kierownik Wydziału Kultury i Sportu próbowałam wzmocnić siłę organizacji pozarządowych, których liderzy powinni być motorem dla szerokiej i różnorodnej działalności w naszej gminie. To organizacje pozarządowe powinny być ciałem opiniodawczym i opiniotwórczym dla tego co dzieje się w samorządzie gminnym. Niestety, opór burmistrza, znacznie ograniczona polityka w tym zakresie a w niektórych przypadkach wręcz zastraszanie inicjatorów zakładających nowe stowarzyszenia powodowało, że wielu wycofuje się ze współpracy z gminą Kartuzy. A może o to chodzi?!

Czy rzeczywiście wygrał najlepszy?

Myślę, że na to pytanie powinni odpowiedzieć wyborcy. Moja odpowiedź zawsze będzie subiektywna. Odpowiem może w ten sposób - mogliśmy jako mieszkańcy gminy Kartuzy mieć więcej szczęścia. Dominujące w osobowości obecnego burmistrza cechy autokratyczne nigdy nie pozwolą na powstanie i rozwinięcie się nowych, ciekawych pomysłów. Wiele można na ten temat mówić ale zaznaczyć chcę jeden bardzo ważny przykład. Wieloletni Plan Inwestycyjny dla naszej gminy (najważniejszy dokument jeśli chodzi o inwestycje gminne na najbliższe lata), który powinien być poddany pod społeczną dyskusję został jako „gotowiec” przedstawiony radnym do zaakceptowania. A przecież my, mieszkańcy, mamy prawo wypowiadać się na temat potrzeb i zgłaszać je do realizacji przez radę a następnie burmistrza. A tu najważniejsze okazały się potrzeby burmistrza. Czyżby, jak ktoś już kiedyś napisał „prywatne miasto”?

Obecne zadania, które zostały zrealizowane, jak np. basen, remont szkół wynikają z kontynuacji rozpoczętych zadań przez poprzedniego burmistrza i zarząd. Zdecydowany brak jest przemyślanego działania z perspektywą wieloletnią w połączeniu ze strategicznym planowaniem, które pozwoliłoby na pisanie wniosków unijnych. A trzeba już dzisiaj myśleć i planować zadania na lata 2007-2013 oraz zabezpieczyć w budżecie pieniądze na inwestycje. Doraźne, przypadkowe działania nie wnoszą wiele dla rozwoju miasta i gminy. Jest jeszcze jeden istotny aspekt. Burmistrz nie lubi działać „razem”, a w dzisiejszym zarządzaniu samorządami wspólne podejmowanie inicjatyw i ich realizacja to podstawowa sprawa. Jeden samorząd, w pojedynkę, nie jest już dzisiaj a tym bardziej w przyszłości partnerem do ubiegania się o środki. Duże i strategiczne zadania muszą być realizowane przy udziale sił i środków kilku samorządów a w niektórych przypadkach również firm prywatnych. Stąd tak ważna i oczekiwana ustawa o partnerstwie publiczno-prywatnym tzw. PPP, która oczekuje na przyjęcie przez Sejm. Wiele samorządów docenia już wagę takich porozumień nawet w naszym powiecie np. gmina Chmielno, Sierakowice, Somonino, Przodkowo, Stężyca.

Została Pani wybraną radną samorządu powiatowego. Czy gremium to spełnia społeczne oczekiwania i jak Pani się tam realizuje, mając na uwadze obietnice złożone wyborcom?

Startowałam z list KWW „Praworządność i Sprawiedliwość” popierana przez „PiS” i znalazłam się w gronie członków Rady Powiatowej uzyskując ponad 700 głosów tj. 3 miejsce wśród kandydatów pod względem liczby otrzymanych głosów. To ogromny sukces i okazane przez wyborców wielkie zaufanie. Jak już wcześniej powiedziałam, uważam że wspólnie działając można zrobić dużo więcej, a więc przyjęłam propozycję KW „Samorządne Kaszuby” i wstąpiłam do tego klubu radnych. To samo kilka miesięcy później uczynili radni startujący z listy Kaszubskie Zrzeszenie Wyborcze uważając, że wspólne działania będą owocniejsze. Moje decyzje zawsze były podyktowane chęcią pracy i realizacji zadań a nie tworzenia opozycji dla zasady, tym bardziej, że radni powiatowi prezentują poglądy prawicowe. A więc możemy prowadzić dyskusje merytoryczne co do realizacji zadań, sposobów i metod działania. Dyskusje na posiedzeniach komisji stałych rady są rzeczowe i nikt nie obraża się za to, że inny radny czy radna mają inne stanowisko w danej sprawie. Decyzje podejmowane są większością głosów. Myślę, że ogromną zasługą Pani Starosty jest to, że radni nie boją się zadawać pytań, nawet tych najtrudniejszych i zawsze otrzymują rzeczowe odpowiedzi, a gdy potrzeba - dodatkowe materiały. Jest to zupełnie inny styl pracy, na innym poziomie niż w Radzie Miasta.

Radną jestem po raz pierwszy i jest to dla mnie nowe, interesujące doświadczenie, a z drugiej strony wielka odpowiedzialność. Wszak na posiedzeniach Zarządu Powiatu podejmujemy niejednokrotnie trudne i odpowiedzialne decyzje. Bardzo przydało mi się dotychczasowe doświadczenie w samorządzie i znajomość zagadnień prawnych i społecznych. Priorytety, które realizujemy, to zadania w zakresie edukacji (wraz z infrastrukturą), pomocy społecznej i ochrony zdrowia, infrastruktury drogowej. Zadań i potrzeb jest bardzo dużo a jak wiadomo środków finansowych wciąż zbyt mało. Stąd ogromne zaangażowanie pracowników Starostwa i radnych w pozyskiwanie środków zewnętrznych. Przypomnę, że w ubiegłym roku pozyskano ponad 5 mln zł tj. ponad 10 % budżetu powiatu. I proszę mi wierzyć nie ma indywidualnych sukcesów w wykonywaniu zadań samorządowych!!! Sukces jest efektem wspólnej, ciężkiej pracy i wzajemnego zaufania, poczucia odpowiedzialności Zarządu, Rady Powiatu i pracowników starostwa. Ten kto mówi „ja załatwiłem” po prostu mówi nieprawdę.

Co Pani zapisze po stronie swoich sukcesów samorządowych , a co po stronie porażek?

Sukcesem jest efektywna praca w Zarządzie Powiatu a co za tym idzie i Radzie Powiatu, w których panuje atmosfera merytorycznej i spokojnej pracy, bez konfliktów. Mieszkańcy mogą odnosić wrażenie, że niewiele dzieje się w samorządzie powiatowym. A to nieprawda. Po prostu robimy to, co do nas należy i skupiamy się na pracy a mniej na promowaniu wykonywanych zadań. O ważnych przedsięwzięciach Pani Starosta informuje na każdej sesji Rady Powiatu. Rolą mediów jest dalsze ich przekazanie mieszkańcom powiatu. Sukcesem naszym jest na pewno kontynuacja budowy drogi Kiełpino-Pikarnia, rozpoczęcie w tym roku budowy sali gimnastycznej przy kartuskim ogólniaku, nawiązanie współpracy z powiatem tatrzańskim i łowickim, współpracy z powiatem Pinneberg w Niemczech w zakresie projektu metropolitarnego, który koordynuje marszałek województwa pomorskiego, wygrane konkursy przez Powiatowy Urząd Pracy, co pozwoliło na zatrudnienie wielu młodych osób, powstanie Warsztatów Terapii Zajęciowej dla osób niepełnosprawnych, wykonane remonty szkół i dróg, rozszerzenie oferty edukacyjnej o szkoły policealne, zaplanowany remont mostu w Sulęczynie, budowa chodnika w Garczu na mocy zawartego porozumienia z wójtem, remont nawierzchni na odcinku Kartuzy – Prokowskie Chrusty, dobrze układająca się współpraca z organizacjami pozarządowymi o czym świadczy duża ilość złożonych ofert, to tylko niektóre zadania. W każdej z tych spraw mam swój skromny udział i to cieszy. Podkreślić pragnę, że wszelkie działania i praca Zarządu są jawne.

Niezadowolenie budzi fakt, że nie udało się porozumieć z burmistrzem, co do lokalizacji basenu na terenie przyszpitalnym obok ZUS i potraktowania tej inwestycji jako wspólnej - gminy i powiatu. Nie jest to jedyny przykład na trudną współpracę z burmistrzem, że wspomnę choćby ogólnie znaną sprawę kartuskiego Rynku. Dalej, zbyt mała promocja gospodarcza naszego powiatu i za mało środków finansowych na zajęcia pozalekcyjne dla młodzieży.

Każdemu znana jest głośna sprawa konfliktu między Panią, a burmistrzem Kartuz. Jedna ze spraw znalazła swój epilog w sądzie pracy i, o dziwo, Pani tę sprawę wygrała. Jak Pani oceni swojego byłego szefa, który zarazem piastuje tak ważny urząd? Czy mobbing jest działaniem znanym w kartuskim urzędzie?

Cała sprawa miała swój początek oczywiście w tym, że „ośmieliłam” się startować na stanowisko burmistrza. Burmistrz Gołuński nie mógł się pogodzić z wysokim wynikiem, który uzyskałam i od pierwszych dni kierowania Urzędem działał w sposób przemyślany i konsekwentny aby doprowadzić do sytuacji kiedy popełnię jakiś błąd i będzie miał powody do dyscyplinarnego zwolnienia. Decyzje takie jak: podzielenie mojego Wydziału na dwa oddzielne (po to by dziś wrócić do punktu wyjścia!), odebranie mi zarządzania Galerią Refektarz, odebranie pełnomocnictwa do brania udziału w pracach Stowarzyszenia Turystycznego Kaszuby w sytuacji, gdy sprawy turystyki były w kompetencjach mojego wydziału. Z chwilą, gdy zostałam zastępcą przewodniczącego komisji ds. turystyki działającej przy Związku Miast Polskich, nie mogłam uczestniczyć w spotkaniach tej komisji. Wiele zadań z zakresu kultury, które leżały w mojej kompetencji burmistrz przekazywał do nowo powstałego wydziału o zupełnie innym zakresie obowiązków. A już zupełnie niezrozumiałe i dawało powody do zastanowienia się było zarządzenie burmistrza ze stycznia br., w którym informował, że do zadań mojego wydziału dochodzi pisanie wniosków unijnych. Wszak w tym celu powołał specjalny wydział i wysyłał pracowników na szkolenia.

Trudno jest oddać atmosferę tamtych dni, której ofiarą padli także inni pracownicy Urzędu. Strach przed burmistrzem powodował, że bali się ze mną rozmawiać, bo co będzie gdy On zobaczy? Proszę sobie wyobrazić sytuację, że koleżanki nie witały się ze mną na korytarzu z lęku przed burmistrzem. Panowała pewnego rodzaju psychoza. Było to bardzo trudne do zniesienia. A co ciekawe na zewnątrz burmistrz starał się pokazywać, że między nami współpraca układa się bardzo dobrze. Czemu to miało służyć ?

Miarka się przebrała, gdy burmistrz targnął się na rozliczanie mnie z pracy w Radzie Powiatu udzielając mi nagany z wpisem do akt za to, że nie przeszła uchwała dotycząca Rynku, a mnie w tym czasie nie było na sali obrad. To już była kuriozalna sytuacja. Burmistrz podjął próbę wymuszenia na mnie bezwzględnego posłuszeństwa w zakresie mojej pracy, jako radnej powiatowej. Było to naruszenie suwerenności radnego w sposobie wykonywania mandatu. Jako radna nie mogłam się na to zgodzić i oddałam sprawę do sądu, który podzielił moje stanowisko i w uzasadnieniu wyroku napisał m.in. „ wymaganie od radnego, aby tłumaczył pracodawcy powody nieobecności na konkretnym głosowaniu, jak również przyczyny nieobecności na części sesji obejmującej głosowanie stanowi niedozwoloną ingerencję pracodawcy w swobodę działania radnego.”

Pewnie na tym „współpraca” z burmistrzem Gołuńskim nie skończy się. Wszak, jak sam powiada „ręce mojej władzy są długie”.

W związku z coraz gorszą atmosferą pracy w Urzędzie, na początku marca, wystąpiłam do burmistrza z wnioskiem o udzielenie mi urlopu bezpłatnego. Otrzymałam zgodę pracodawcy.

Plany polityczne na przyszłość to....

Otrzymuję wiele słów poparcia i zachęty aby wziąć udział w najbliższych wyborach. Jest to budujące tym bardziej, że starania burmistrza skupiały się na tym aby „wyciąć” mnie z mediów. Będąc kierownikiem wydziału miałam zakaz rozmawiania z prasą i udzielania informacji. Moje zdjęcie nie mogło się pojawiać. Dziwne metody jak na współczesne zarządzanie zakładem i kierowanie ludźmi…. ale tak się działo! Tak więc cieszę się, że mieszkańcy o mnie nie zapomnieli czego dowody otrzymywałam także w chwilach dość trudnych. W Kartuzach panuje bardzo dziwna niepisana zasada ale bardzo mocno przestrzegana przez niektórych działaczy – lider może być tylko jeden, a pozostałych należy wymieść.

W demokratycznym państwie siłą działania właśnie są liderzy i ci aktywni już na etapie szkół średnich powinni być włączani do życia samorządowego. Bardzo dobrym przykładem w tym zakresie jest gmina Stężyca. Tylko bić brawo! Prawdziwy, rozsądny przywódca krytyki się nie boi. Jak pokazuje historia dyktatorskie wizje i zapędy władców prędzej, czy później się kończą. Tylko szkoda tych lat i tej „pary”, która zamiast napędzać tryby działania, ciągle idzie w gwizdek.

Wracając do pytania. Nie podjęłam decyzji, ale oczywiście zastanawiam się nad dalszym udziałem w życiu politycznym.

Dziękujemy za rozmowę.


Kate Sz.
Aplikacja na Androida

Obserwuj nas na Obserwuje nas na Google NewsGoogle News

Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!

Reklama

Komentarze opinie

  • Awatar użytkownika
    szpieg - niezalogowany 2005-07-24 15:51:06

    sorki, ja mówię inaczej -wczoraj powiedziałem to nawet publicznie - nie dla Ciebie świnio to koryto- dla mnie jest to świnia bardzo przyspawana do koryta, ale już są palniki i robimy swoje 8) więc proszę o sprawę w sądzie - nazwałem burmistrza tego miasta świnią, powtarzam zatem- dla mnie jest to świnia z brodą 8)

    odpowiedz
    • Zgłoś wpis
  • Awatar użytkownika
    Guest - niezalogowany 2005-07-24 00:21:06

    Patrząc z oddali, sądzić ciężko. Myślę, że mieszkańcy Kartuz nie mają szczęścia. A może by tak krzyknąć DOŚĆ!!!!!!!!!! PANIE Grzegorzu PANU już dziękujemy!!!!!!!!!!!!!!

    odpowiedz
    • Zgłoś wpis
  • Awatar użytkownika
    szpieg - niezalogowany 2005-06-22 22:36:42

    Kilgore, cos jest na rzeczy, MGG bardzo interesuje sie panią Mirką i inne babska jej tego zazdroszczą :P znam panią Mirkę od minimum nastu lat i nie zauważyłem u niej oznak zołzowatości, wręcz przeciwnie, ale Cwel-ineczki tak mają, oni wolą grubasków :P 8) z brodami niezadbanymi :P 8)

    odpowiedz
    • Zgłoś wpis

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.



Reklama

Wideo Kartuzy.info




Reklama
Reklama
Reklama
Reklama
Najnowsze wiadomości