Przedsiębiorcy działający w rejonie kartuskiego Rynku wyszli z inicjatywą organizacji w sezonie letnim wydarzeń kulturalnych w centrum miasta. Zaapelowali więc do burmistrza o obniżenie stawek dzierżawy za zajęcie pasa drogowego w obrębie Rynku, do tych obowiązujących w ubiegłym roku. Pojawienie się restauratorów na środowej sesji spotkało się z oburzeniem burmistrza. W obronie przedsiębiorców stanęli jednak radni.
Dwóch młodych kartuskich przedsiębiorców prowadzących swoje działalności w obrębie kartuskiego rynku wyszło z inicjatywą organizacji muzycznych wydarzeń podczas sezonu letniego w centrum miasta.
- Chcielibyśmy prosić o obniżenie stawki za najem pasa drogowego w obrębie rynku w Kartuzach, Chcielibyśmy bowiem w sezonie letnim organizować tam imprezy kulturalne w piątki i soboty, poświęcając swój własny czas i własne środki. Praktycznie od roku funkcjonujemy w nienormalnych, pandemicznych warunkach. Od prawie sześciu miesięcy, jednym ciągiem, jesteśmy zamknięci. Nie zarabiamy normalnie, przy czym staramy się utrzymać poziom zatrudnienia. Jest nam bardzo ciężko. Dlatego nie rozumiemy, dlaczego w ubiegłym roku gmina zmniejszyła stawki za zajęcie pasa drogowego. W tym roku otrzymaliśmy odmowę i musimy płacić pełną stawkę - podkreślali przedsiębiorcy.
Do ich wystąpienia odniósł się burmistrz Kartuz.
- Jestem zaskoczony tą informacją. Po pierwsze dopiero panowie złożyli wniosek, a już wychodzą, nie wiadomo skąd, jakąś informacją. W ubiegłym roku, z uwagi na pandemię, gmina podjęła decyzję o obniżeniu stawek. Wyciągnęliśmy też rękę do innych przedsiębiorców, którzy prowadzą działalność na majątku gminnym. Rynek jest jednak własnością wszystkich mieszkańców i nie może być opanowany tylko przez gastronomię. Też nie możemy zgadzać się na to, że co tydzień będą tam organizowane imprezy, bo tam mieszkają ludzie, którzy również mają prawa i obowiązki. Możemy rozmawiać o pewnych inicjatywach, które miałyby mieć miejsce. Po drugie możemy wydzierżawić tylko część pasa drogowego, bo muszę zabezpieczyć bezpieczeństwo dla mieszkańców. Nie rozumiem także panów postulatów. Dopóki panowie nie otrzymają odpowiedzi na piśmie, nie mamy o czym dyskutować - mówił burmistrz Kartuz Mieczysław Grzegorz Gołuński.
Zdaniem przedsiębiorców, postawiono im ultimatum. Albo będą płacić pełną kwotę za zajęcie pasa drogowego albo nie będą mogli prowadzić ogródków gastronomicznych na rynku.
- Nie zapadła żadna decyzja, więc proszę nie domniemywać czegoś co nie miało miejsca - odparł burmistrz.
Stanowisko włodarza Kartuz skrytykowali radni.
- Chciałabym apelować do pana burmistrza, by przy ewentualnym obniżeniu stawek dzierżawy wziął pod uwagę zdanie nas, radnych. Mieszkam w okolicach rynku. Uważam, że jako mieszkańcy centrum powinniśmy liczyć się z pewnymi utrudnieniami, które wynikają z miejsca zamieszkania. A Rynek musi żyć dla mieszkańców całych Kartuz. Powinno nam wszystkim zależeć, a w szczególności nam radnym, aby rynek żył - podkreślała radna Ewa Klein-Dyjeta.
- Mam takie samo zdanie, jak pani Ewa. Rynek powinien żyć. Trzeba się cieszyć, że ktoś chce coś zrobić w tym kierunku, a pan burmistrz powinien na spokojnie wysłuchać tych propozycji i a nie robić awanturę na sesji - wtórował jej radny Ryszard Duszyński.
- Dobra pizza, ogródek gastronomiczny plus dobra rozrywka. Jestem za - skomentował krótko radny Andrzej Borzestowski.
- Myślę, że w tym ciężkim dla nas czasie trzeba wspierać przedsiębiorców. Zwracam się więc do pana burmistrza, aby rozważył prośbę tych panów. W końcu serce miasta musi żyć, nawet w pandemii - akcentowała radna Dorota Zarach.
Głos w dyskusji zabrała też wiceburmistrz Sylwia Biankowska.
- Wzburzenia pana burmistrza być może związane jest z tym, że pan burmistrz już wczoraj podjął decyzję o naliczeniu opłaty takiej, jak w ubiegłym roku. Taką informację pod koniec dnia otrzymał pracownik. Stąd też zdziwienie, że dziś panowie występują w charakterze skargi, choć pan burmistrz już nie raz wyciągał rękę do przedsiębiorców w okresie pandemii i niejednokrotnie zgadzał się na różne inicjatywy, chociażby związane z organizacją koncertów na deptaku lub Rynku - mówiła wiceburmistrz Biankowska.
Jej wypowiedź spotkała się z ostrym stanowiskiem Przewodniczącego Rady Miejskiej w Kartuzach.
- W mojej, subiektywnej ocenie, to co wyprawia pan burmistrz, jest co najmniej komiczne. Jest to szczyt hipokryzji. Pan burmistrz najpierw oburza się, że przyszli mieszkańcy, mówi, że musi sprawę skonsultować z wydziałem komunalnym, a potem widząc, że wszyscy radni stoją murem za przedsiębiorcami, pani wiceburmistrz mówi, że burmistrz już wczoraj podjął decyzję. To jest szczyt hipokryzji - grzmiał przewodniczący Mariusz Treder.
- Informacje przekazane przez przedsiębiorców były rozbieżne z ta informacją, jaką wczoraj otrzymał od pracowników urzędu. Skonsultowałam się w międzyczasie z pracownikiem i mam pełną informację w tym zakresie. To nie była żadna hipokryzja, ale zaskoczenie - ripostowała wiceburmistrz Sylwia Biankowska.
A Wy co sądzicie? Przydałyby się imprezy kulturalna na kartuskim Rynku?
Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Chcę dodać, że nasze wystąpienie nie miało charakteru skargi, a prośby skierowanej do Radnych i Pana Burmistrza. Pojawiliśmy się tam w celu przedstawienia naszych argumentów i propozycji. Przedstawione nam wcześniej przez urząd stanowisko było konkretne i jednoznaczne - nie będzie obniżek w tym roku. Stanowisko to zostało przedstawione nam dwukrotnie, w momencie składania dwóch osobnych wniosków, więc nie może być tu mowy o błędzie. Naszym zamiarem było przekonanie włodarzy, że jeśli zdecydują się na obniżkę stawki, my będziemy mogli odpłacić miastu inicjatywami i organizacją wydarzeń rozrywkowych dla mieszkańców. Sprawa jednak przybrała całkiem inny obrót...
Szkoda, że fajne inicjatywy w Kartuzach są tłamszone w zarodku. Jako młody mieszkaniec chętnie zjadłbym sobie wieczorem pyszne jedzenie, napił się prosseco i posłuchał muzyki na żywo.
Nie przepadam za panami, którzy byli gośćmi sesji, ale stanę za nimi murem. Najlepiej dla burmistrza by było, aby rynek był pełen banków płacących wysokie dzierżawy, dzieki czemu do kasy miasta wpada niezły podatek, wynajęcie pasa drogi miałoby polegać na postawieniu potykaczy czy innych reklam, a po tym nie trzeba sprzątać, więc oszczędności w budżecie są. Ale to miasto umiera, jeśli po 17 centum jest puste. To misato będzie umierać dalej, jeśli nie zatrzyma się masowej rzezi drzew, wyprzedawania majątku gminnego i stawianiabloków gdzie popadnie. "zdziwienie, że dziś panowie występują w charakterze skargi, choć pan burmistrz już nie raz wyciągał rękę do przedsiębiorców w okresie pandemii i niejednokrotnie zgadzał się na różne inicjatywy" - no cóż za ludzki pan z tego burmistrza? Toż to szok! A to czasem nie jest jego psi obowiązek dbać o wszystkich mieszkańców?
No dajcie pomyśleć burmistrzowi, on przecież ma tyle planów pomysłów, że nie nadąża.
Jesteśmy za! Bardzo dobra inicjatywa potrzebujemy wyjść i trochę od tego wszystkiego odpocząć wspierając przy tym przedsiębiorców
Jestem przeciw, działalność gospodarczą prowadzi się na własne ryzyko i odpowiedzialnosc, wiedziano o uwarunkowaniach towarzyszących tej działalności włodasz Kartuz musi dbać o interes również zwykłych mieszkańców.
Tak tak dwóch słynnych przedsiębiorców z rynku już chyba kazdy zna i chyba kazdy powoli ma dosyć ...
Brawo Panowie. Kartuzy już dawno powinny brać przykład z Kościerzyny. Tak z Kościerzyny... gdzie w centrum przez cały sezon letni stoi scena, praktycznie każda restauracja która jest przy rynku ma swój ogródek. A co w Kartuzach? Łaskawie pozwolili zająć kawałek chodnika który przez cały czas jest zacieniony, a wielki nasloneczniony plac świeci ,ale pustkami, bo na środku nawet ławki nie ma. Zapomnialbym dodać ze dookoła rynku w Kościerzynie mogą jeździć samochody i też nikomu to nie przeszkadza ,ani klientom ogródków i ich obsłudze a na mieszkańcach kończąc. Jeszcze jedno, w Kościerzynie też kościół znajduje się blisko rynku i wszyscy jakos żyją. Pozdrawiam.
I jeszcze jedno, proszę w takim razie zamieszkać w Kościerzynie ;)
Burmustrzu sprzedać rynek i dać wybudować blok.
Włodarz zapomniałem, że za tą imprezę ani urzsd ani dom kultury nie zapłacił złotówki. To można zrezygnować bądź obniżyć opłatę.
Goly zrobi na rynku lodowisko to mu najlepiej wychodzi
Gdybym był burmistrzem to sprzedałbym teren rynku deweloperowi i postawił tam bloki ;-)
To niech każdemu Burmistrz dołoży do prowadzenia działalności!! Jestem fryzjerem, ja też ponoszę straty, mój sąsiad ma restaurację(po za Kartuzami), jemu też się należy pomoc, a nie tylko tym z centrum!!!
W takim razie niech Burmistrz pomoże każdemu kto prowadzi działalność. Ja jestem fryzjerem i ponoszę straty, mój kolega ma restaurację (po za Kartuzami) i też ponosi straty. Pomoc się należy każdemu a nie tylko tym z Centrum!!
Pies ogrodnika? Każdy negocjuje z osobą u której wynajmuje, w tym przypadku jest to gmina. Chcesz to idź negocjuj również
A parę lat temu duża część mieszkańców nie chciała słyszeć o imprezach na rynku. A to hałasy , chuligani po nocach wędrują, a to w pobliżu kościół , a piwko pod nim piją. Trzeba ożywić Kartuzy, ale może jakiś kompromis.
Chcę dodać, że nasze wystąpienie nie miało charakteru skargi, a prośby skierowanej do Radnych i Pana Burmistrza. Pojawiliśmy się tam w celu przedstawienia naszych argumentów i propozycji. Przedstawione nam wcześniej przez urząd stanowisko było konkretne i jednoznaczne - nie będzie obniżek w tym roku. Stanowisko to zostało przedstawione nam dwukrotnie, w momencie składania dwóch osobnych wniosków, więc nie może być tu mowy o błędzie. Naszym zamiarem było przekonanie włodarzy, że jeśli zdecydują się na obniżkę stawki, my będziemy mogli odpłacić miastu inicjatywami i organizacją wydarzeń rozrywkowych dla mieszkańców. Sprawa jednak przybrała całkiem inny obrót...
Szkoda, że fajne inicjatywy w Kartuzach są tłamszone w zarodku. Jako młody mieszkaniec chętnie zjadłbym sobie wieczorem pyszne jedzenie, napił się prosseco i posłuchał muzyki na żywo.
Nie przepadam za panami, którzy byli gośćmi sesji, ale stanę za nimi murem. Najlepiej dla burmistrza by było, aby rynek był pełen banków płacących wysokie dzierżawy, dzieki czemu do kasy miasta wpada niezły podatek, wynajęcie pasa drogi miałoby polegać na postawieniu potykaczy czy innych reklam, a po tym nie trzeba sprzątać, więc oszczędności w budżecie są. Ale to miasto umiera, jeśli po 17 centum jest puste. To misato będzie umierać dalej, jeśli nie zatrzyma się masowej rzezi drzew, wyprzedawania majątku gminnego i stawianiabloków gdzie popadnie. "zdziwienie, że dziś panowie występują w charakterze skargi, choć pan burmistrz już nie raz wyciągał rękę do przedsiębiorców w okresie pandemii i niejednokrotnie zgadzał się na różne inicjatywy" - no cóż za ludzki pan z tego burmistrza? Toż to szok! A to czasem nie jest jego psi obowiązek dbać o wszystkich mieszkańców?