W czwartek sulęczyńscy rajcy głosowali nad udzieleniem absolutorium wójtowi Bernardowi Gruczy. Obecnych podczas głosowania było czternastu radnych. Wynik głosowania ujęty w protokole przedstawia jednak zupełnie coś innego.
Czwartkowe obrady przebiegały bardzo długo. Ostatnią sesję można zaliczyć do jednej z najdłuższych w historii tutejszego samorządu. Program obfitował w szereg uchwał, a na sam koniec zaplanowano jeszcze przyjęcie uchwały w sprawie udzielenia absolutorium wójtowi Sulęczyna. Nic więc dziwnego, że nie wszyscy rajcy wytrwali do końca sesji.
Obowiązki służbowe nie pozwoliły zagłosować nad najważniejszą uchwałą - absolutoryjną - radnemu Krzysztofowi Baske. Opuścił salę tuż przed głosowaniem, ale czuwający nad porządkiem obrad przewodniczący rady dopisał głos kolegi, stwierdzając, że radny zdeklarował się, że jest "za" udzieleniem wójtowi absolutorium.
Myśleliśmy, że "dodatkowy" głos zgodnie z prawem nie zostanie ujęty w protokole, a miał być tylko i wyłącznie informacją dla pozostałych obradujących i władz gminy, jakie stanowisko w uchwalanej sprawie zajął radny Baske.
Postanowiliśmy jednak sprawdzić, jak zakończyła się ta sprawa. Skontaktowaliśmy się z biurem rady i spytaliśmy o wynik głosowania. Usłyszeliśmy wynik 14 "za" i jeden wstrzymujący. Jak to możliwe, jeśli na sali było obecnych jedynie czternastu radnych?
Sprawę próbowaliśmy wyjaśnić z przewodniczącym rady Kazimierzem Gawinem, który poinformował nas, że radny Baske tuż przed opuszczeniem sali obrad poprosił, aby poczekać na niego z głosowaniem.
- Było już jednak późno. Obrady trwały bardzo długo, więc nie czekaliśmy. Radny jednak powiedział, że jeśli nie zdąży, to jest "za" absolutorium. Razem z wójtem wysłuchaliśmy zdania radnego i komisyjnie zaliczyliśmy mu głos "za" - tłumaczy Kazimierz Gawin.
Najwidoczniej w Sulęczynie radnych obowiązuje inne prawo niż w pozostałych samorządach. Dodajmy, że do podobnego incydentu doszło w Radzie Miasta Łodzi. Tam głos za swojego kolegę, który ze względów zdrowotnych musiał opuścić na chwilę salę obrad, oddała radna z SLD. Dla niej sprawa zakończyła się przed prokuratorem. Głosowanie za kogoś jest bowiem zagrożone karą do pięciu lat pozbawienia wolności.
Niewiedzę radnych można jeszcze czasami zrozumieć. Właśnie dla wyjaśnienia kwestii prawnych gmina zatrudnia radcę prawnego. Dlaczego jednak w tej sprawie nie zareagował, choć był obecny na sali?
Anna Lehmann
Obserwuj nas na Google News
Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!
Komentarze