Reklama

Sierakowice. Kto boi się referendum? Radni ignorują wolę obywateli

W Sierakowicach miała odbyć się merytoryczna dyskusja o konsultacjach społecznych w sprawie nadania miejscowości praw miejskich. Zamiast tego mieszkańcy otrzymali widowisko, które bardziej przypominało polityczną awanturę niż debatę nad jednym z najważniejszych tematów w historii gminy. Kto boi się referendum? Dlaczego radny, który broni praw mieszkańców, jest krytykowany i obrażany?

Podczas ostatniej sesji Rady Gminy Sierakowice jednym z głównych tematów była kwestia nadania gminie statusu miasta. Radny Robert Jakubek  złożył wniosek o rozszerzenie porządku obrad o uchwałę w sprawie przeprowadzenia referendum. 

- Wiemy wszyscy, że dzisiejsza sesja jest bardzo ważna – zarówno dla nas, jak i dla mieszkańców całej gminy. Będziemy pracować nad projektem uchwały dotyczącym konsultacji społecznych w sprawie nadania Sierakowicom statusu miasta. To kluczowy moment, bo od jakości tego projektu zależy nie tylko przebieg konsultacji, ale przede wszystkim zaufanie mieszkańców do całego procesu. Chcę jasno powiedzieć: nie jestem przeciwnikiem konsultacji. Przeciwnie – uważam, że są one potrzebne i wynikają wprost z przepisów. Konsultacje mają pomóc odpowiedzieć na pytania, które wszyscy dziś sobie zadajemy: jakie korzyści, ale też jakie obowiązki niesie za sobą uzyskanie praw miejskich.
Wierzę, że Pan Wójt rzetelnie przygotowuje informacje dla mieszkańców, i w tym względzie – jak zawsze – mocno dopinguję, bo wiedza musi być pełna, uczciwa, bez emocji i bez propagandy. Ale muszę podkreślić coś, co mówię od początku i będę powtarzał do końca tej dyskusji: konsultacje to dopiero początek drogi. Prawdziwy głos mieszkańców, jednoznaczny i wolny, może wyrazić tylko referendum - podkreślał Robert Jakubek. 

Reklama

- W ostatnich tygodniach rozmawiałem z mieszkańcami. Głos społeczeństwa jest jasny: mieszkańcy chcą referendum. Pytanie brzmi: czy my wszyscy to widzimy? Czy ktoś woli tego nie zauważyć? I jeszcze jedna fundamentalna kwestia: to nie pan wójt ani jego zastępca złożą wniosek o nadanie Sierakowicom statusu miasta. Ten wniosek złoży Rada Gminy – my wszyscy. Co powiemy mieszkańcom, jeśli przeprowadzimy konsultacje, a potem zignorujemy wynik referendum, którego tak się domagają? Jak wytłumaczymy to premierowi, który miałby zatwierdzić wniosek, jeśli opinia społeczna będzie przeciwna? Dlatego apeluję – bez pośpiechu, bez polityki, bez „prezentów” i narracji o zasługach kogokolwiek. Drogi, hala sportowa, pociąg – to są inwestycje robione z budżetu gminy i państwa, a nie łaska kogokolwiek. To nie może być argument za pomijaniem referendum. Podsumowując: mieszkańcy chcą referendum. Mają do tego prawo. A my, jako ich reprezentanci, mamy obowiązek ten głos uszanować - dodawał. 

Radca prawna zwróciła jednak uwagę na braki formalne w przedstawionym wniosku, co sprawiło, że radni nawet nie podjęli dyskusji nad propozycją radnego Jakubka dotyczącą wprowadzenia do porządku obrad jego uchwały. W powietrzu dało się wyczuć, że temat referendum nie budził zainteresowania – wręcz przeciwnie, wydawało się, jakby większość wolała go unikać niczym „diabeł święconej wody”.

Reklama

Radny Wojciech Koszałka skrytykował Jakubka w sposób nie tylko ostry, ale też nieprzystający do standardów dyskusji radnych, posługując się wulgaryzmami i personalnymi atakami.

- Chciałbym się odnieść do kolegi radnego Jakubka. Chcę tylko powiedzieć, że ja byłem też radnym w zeszłej kadencji. Też walczyłem o swoje, ale nie w taki sposób, żeby to był taki hejt robiony. Bo my z siebie robimy pośmiewisko na sesji. Fakt faktem, że byłem na dywaniku u wójta zeszłego, ale to już jest przeszłość. Ty masz, Robercie, wiecznie jakiś problem. Od początku kadencji na każdej sesji. Ty uważasz, że 85 proc. rady, łącznie z wójtem, to są jakieś głupki. Bo oni nie mają racji, tylko ty masz rację. Ty jesteś wszechwiedzący, chłop na wszystkim się znasz. A to chyba nie o to chodzi, żeby takie coś robić. Ty nie wiesz, jak ty jesteś wszechwiedzący, bo trzymasz sztamę z ekipą zeszłorządzącą. I ty nie wiesz, jak się robi konsultacje, jak powinny wyglądać. Dla mnie to jest chore. Może ty jesteś też coś chory. Musisz tabletki zmienić lub jedzenie, bo ty masz hejt na każdej sesji. No chyba nie o to chodzi. Tak, to jest moje zdanie, tak, ja uważam. Twoje media, te są szkodliwe dla gminy. My z siebie robimy pośmiewisko. I to przeważnie na każdej sesji. Nie wiesz, że referendum jest niewiążące. Nie może być użyte, bo kompetencja w sprawie statutu miasta nie leży w rękach mieszkańców, tylko w rękach rządu. Weź się doszkól. A nie cały czas hejt. Żeby być radnym nie wystarczy wrzucać postów na Facebooka - mówił radny Koszałka. 

Reklama

Głos zabrał też radny Marcin Latarski

- W ostatnim czasie w przestrzeni publicznej pojawiło się naprawdę wiele informacji: w mediach, na portalach społecznościowych, ale też w rozmowach mieszkańców. Niestety coraz częściej słyszymy teorie, jakoby to od pana wójta albo od części radnych miało zależeć, czy Sierakowice staną się miastem. Chciałbym to jasno i stanowczo zdementować. W tym procesie najważniejszy jest głos mieszkańców. Forma konsultacji, którą dziś proponujemy, to w praktyce połączenie referendum z dialogiem. Nie znam lepszej możliwości niż taka, w której mieszkaniec może przyjść na spotkanie, porozmawiać z wójtem, zadać pytania, zgłosić obawy, a potem wyrazić swoje zdanie w ankiecie. To nie jest tylko wrzucenie kartki „tak” lub „nie”, jak w klasycznym referendum. To jest rozmowa, otwartość i możliwość zrozumienia tematu z obu stron. Co więcej – konsultacje mają być dostępne w wielu terminach i miejscach, tak aby każdy mieszkaniec miał realną szansę zabrać głos, nawet jeśli nie może uczestniczyć w głównym spotkaniu. Każdy będzie mógł zapytać o plusy, minusy i wszystko, co go niepokoi. I na koniec – chcę podkreślić to jednoznacznie: jako radni będziemy kierować się głosem mieszkańców. Nie czyimś widzimisię, nie presją, nie teoriami krążącymi w internecie - podkreślał radny Marcin Latarski. 

Reklama

Czy jednak głos mieszkańców rzeczywiście ma znaczenie? Brak dyskusji, powszechne milczenie w sprawie wniosku oraz fakt, że jedynym głosem w obronie praw mieszkańców był radny Jakubek – dodatkowo wulgarnie skrytykowany – sugerują, że wola obywateli nie jest dziś traktowana poważnie. Konsultacje społeczne pozostają jedynie opiniodawcze, co czyni je ograniczonym narzędziem. W tej sytuacji to właśnie referendum wydaje się właściwą formą, aby mieszkańcy mogli realnie i jednoznacznie wyrazić swoje stanowisko w sprawie nadania Sierakowicom praw miejskich.

Czy w Sierakowicach potrzebne jest referendum?

Aplikacja na Androida

Obserwuj nas na Obserwuje nas na Google NewsGoogle News

Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!

Źródło i opracowanie własne Aktualizacja: 17/11/2025 11:02
Reklama

Komentarze opinie

  • Awatar użytkownika
    Krystyna z gazowni - niezalogowany 2025-11-17 11:36:22

    Pan Koszałka to już dawno do zmiany! Oczywiście, że mieszkańcy nie mają nic do gadania-tak to obejdą, że nawet nie zauważymy jak zrobi się w Sierakowicach miasto. Pan Jakubek,jako jedyny stara się żeby mieszkańcy mieli coś do powiedzenia-przecież mu tutaj właśnie mieszkamy. To od nas powinno zależeć a nie od garstki ludzi, która przychodzi na sesję, kłóci się, wyzywa i czeka na to aż więcej pieniążków do kieszeni wpadnie.

    odpowiedz
    • Zgłoś wpis

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.



Reklama

Wideo Kartuzy.info




Reklama
Reklama
Reklama
Reklama
Najnowsze wiadomości