Gmina Stężyca pozostała jedynym samorządem w całym powiecie kartuskim, który zdecydował się nie podnosić w przyszłym roku podatków lokalnych. Jednym z ostatnich, który mógł do tego grona dołączyć były Sierakowice, ale tamtejsi radni postanowili nieco łagodniej potraktować jedynie właścicieli nieruchomości przeznaczonych na działalność gospodarczą.
Według propozycji, które znalazły się w projekcie stosownej uchwały, opłaty za wszystkie nieruchomości miały wzrosnąć o 4 proc., czyli o prognozowany wskaźnik inflacji. Rajcy przystali na takie zamiany, za wyjątkiem jednego punktu.
- W przypadku nieruchomości zajętych na potrzeby prowadzenia działalności gospodarczej wnoszę o podniesienie stawki nie o 80, a o 40 groszy za metr. To przedsiębiorcy dają w tej gminie zatrudnienie, pracę. W przyszłym roku i tak czeka nas już sporo niespodzianek, a powinno nam zależeć na tym, by te podmioty nadal działały i miały się dobrze - apelował Mirosław Kuczkowski.
- Inflacja jest nieuchronna, nie da się tego zatrzymać. Oczywiście chciałoby się utrzymać wszystkie opłaty na stałym poziomie, ale zwyczajnie nie możemy sobie na to pozwolić - hamował rajcę wicewójt Zbigniew Fularczyk i zachęcał, by wszystkich potraktować równo.
Ostatecznie rada przychyliła się jednak do wniosku Kuczkowskiego i zamiast 21 zł/m2, wprowadziła stawkę 20,60 zł/m2. W pozostałych punktach tej uchwały zmian już nie wprowadzano. Na dotychczasowym poziomie utrzymano z kolei podatki za środki transportu i psy.
Wójt Tadeusz Kobiela nie chciał komentować wyników głosowania rady, choć przyznał że samorządowcy są też od tego, by dbać o finanse gminy. Zaznaczył też, że rozumie jednak obawy niektórych rajców o przyszłość lokalnych przedsiębiorców, bo sam ma podobne odczucia.
- W rozmowach z przedsiębiorcami słyszę, że jeszcze pracę mają, ale obawiają się o przyszły rok. Jest ciężko i mam sygnał od jednej firmy, że jeśli do końca roku nie uda się wygrać jakiś przetargów, zmuszona będzie ona ograniczyć zatrudnienie do 1/3 obecnego stanu. A nie jest to mała firma - powiedział.
- Widać to zresztą po przetargach, do których zgłasza się już nie po kilka, lecz nawet po kilkanaście firm, w tym przedsiębiorstwa, które uznawane są za tuzy na rynku i dotychczas tak małe projekty nawet ich nie interesowały. Ponadto przedsiębiorstwa specjalizujące się dotąd np. budową dróg, chcą realizować projekty kanalizacyjne. To dziwny i niedobry znak czasu. To o czymś świadczy. Dlatego obawy są i nie ukrywam, że boję się o 2013 rok - dodał gospodarz Sierakowic.
Bartek Gruba
Obserwuj nas na Google News
Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!
Komentarze