Reklama

Słów kilka o śp. doktorze Jerzym Gwizdalskim

13/09/2011 16:05
Był wspaniałym mężem, ojcem, lekarzem i kolegą. Niestety od 29 sierpnia br. nie ma go już wśród nas. Wspomninamy więc jego osobę.

Z biografii

Doktor Jerzy Gwizdalski urodził się w roku 1931 w Pelplinie. Szkołę średnią ukończył w Collegium Marianum w Pelplinie, co było wówczas przeszkodą w przyjęciu na studia.

W roku 1953 ukończył szkołę felczerską. Pierwszą swą pracę podjął w Pogotowiu Ratunkowym w Kartuzach, gdzie pracował do roku 1958. Mógł już wtedy rozpocząć studia lekarskie na Akademii Medycznej w Gdańsku. Dyplom lekarza medycyny uzyskał w roku 1964. W latach 1964 - 1967 odbywał staż lekarski, a następnie pracował jako asystent na Oddziale Chirurgicznym szpitala w Kartuzach.

W latach 1967 - 1969 odbywał okresową służbę wojskową jako lekarz. Po powrocie z wojska pracował w Poradni Chirurgicznej i na Oddziale Chirurgicznym kartuskiego szpitala. W roku 1973 uzyskał I stopień specjalizacji w chirurgii.
Pracę swoją w kartuskiej służbie zdrowia skończył w roku 1993, kiedy to przeszedł na emeryturę.

Jerzy Gwizdalski odznaczony był odznaką "Za Wzorową Pracę w Służbie Zdrowia" i Srebrnym Krzyżem Zasługi.

Szanowali go i lubili pacjenci

Z myśli lekarza i filozofa Władysława Biegańskiego: "Nie o miłość, lecz o szacunek u ludzi lekarz starać się powinien, gdyż miłości staraniem zjednać sobie nie można. Tylko lekarz szanowany może mieć wobec chorych odpowiednią, a tak konieczną w naszej praktyce powagę".

Swoim długoletnim zawodowym życiem w kartuskiej służbie zdrowia Doktor Jerzy zyskał wielki szacunek i powagę u tysięcy swoich pacjentów. Pamiętamy jak Jego poradnię oblegały codziennie tłumy. On, zawsze pogodny, życzliwy, nieliczący swojego czasu, cierpliwie tłumaczący problemy związane z chorobą i jej leczeniem. Te cechy Jego osobowości tak plastycznie obrazuje opowiadanie usłyszane od jednego z jego pacjentów:,,W czasie, gdy doktor zakładał mi opatrunek, do gabinetu wpadła z płaczem mała dziewczynka. Doktor przerwał wykonywaną czynność i zapytał: - Co ci jest, dziecko? - Uderzyłam się i mam na ramieniu coś sinego, boli mnie to bardzo. Doktor popatrzył na ramię, po czym zaczął tłumaczyć: - Dziecko, pękło ci małe naczynko i pod skórę wylało się troszkę krwi, teraz jest to sine, potem będzie zielone i żółte i w końcu zginie, nie martw się, nic ci nie będzie, jesteś zdrowa. - Dziękuję, panie doktorze, nie będę się już denerwować - powiedziała dziewczynka. Uspokojona wyszła z gabinetu, a doktor przystąpił do przerwanej czynności".

Swoją pracę kończył z przyjęciem ostatniego pacjenta. Nie liczył czasu spędzonego w gabinecie, godziny przyjęć widniały tylko na wywieszkach Jego gabinetu. Ze spokojem zwykle oświadczał pacjentom: "Wszyscy będziecie załatwieni, ja stąd wychodzę ostatni".

Doktor Jerzy przynosił ulgę swoim pacjentom w cierpieniu nie tylko przez stosowanie doskonale opanowanej wiedzy medycznej, przynosił ją także przez swoje cierpliwe wysłuchiwanie ich skarg na dolegliwości, a także niekiedy trosk osobistych. Dokładne i umiejętne zbieranie przez niego wywiadu od pacjenta stanowiło także o jego powodzeniu jako lekarza.

Był wierny greckiej maksymie primum non nocere, gdyż wiedział, że pomóc jest trudno, a zaszkodzić łatwo.

Był świetnym kolegą

Jurek był świetnym kolegą. Serdeczny, zawsze chętny do pomocy, nigdy z jego ust nie padały słowa: "Nie zrobię tego, bo nie mam czasu", "Nie zamienię tego dyżuru". Przebywanie w jego towarzystwie było przyjemnością, emanował spokojem, humorem. Był zawsze lojalny wobec przełożonych, uwielbiany przez personel.

Był wspaniałym mężem i ojcem. Jakże ciepło brzmiały w Jego ustach słowa, gdy w rozmowach poruszał sprawy rodzinne: "moja Danka", "moje kobiety". Bardzo interesował się studiami swoich córek i ich późniejszymi losami zawodowymi. Z wielką radością mówił: "Moja Basia skończyła studia, jest już lekarzem".
Ks. Jan Twardowski w magazynie literackim z kwietnia 1999 r. pisał: "Zło jest krzykliwe i widoczne. Dobro przypomina okruchy chleba na pustyni - jest niepozorne i niewidoczne. Gdybyśmy jednak pozbierali wszystkie okruchy ludzkiej dobroci, miłości, wierności, powołań, to nie wiadomo, czy nie uzbieraliśmy olbrzymiej góry".

Doktor Jerzy przez swoje długie zawodowe życie czynił dobro chorym, był wierny swojemu lekarskiemu powołaniu. Z jego codziennych okruchów czynionego dobra tysiącom swoich pacjentów z pewnością usypać można "olbrzymią górę".
Pozostaniesz w naszej pamięci, Doktorze Jerzy, jako wspaniały lekarz, pozostaniesz w naszej pamięci, Drogi Jurku, jako wspaniały kolega.

Jerzy Matkowski
Aplikacja na Androida

Obserwuj nas na Obserwuje nas na Google NewsGoogle News

Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!

Reklama

Komentarze opinie

  • Awatar użytkownika
    Falcon - niezalogowany 2011-09-15 09:38:45

    Tak, to wszystko co zostało napisanie o dr Gwizdalskim to prawda. Byłe jego pacjentem dwukrotnie, raz byłem ostatni w kolejce i mimo to, że czas urzędowania minął, zostałem przyjęty dwie godziny po terminie. Był lekarzem z powołania, to zauważyłem w trakcie tych wizyt. Słowo biznes było mu obce. My pacjenci wiemy o co chodzi. To był PAN DOKTOR!

    odpowiedz
    • Zgłoś wpis

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.



Reklama

Wideo Kartuzy.info




Reklama
Reklama
Reklama
Reklama
Najnowsze wiadomości