Ponad pół hektara zieleni, ciszy i spokoju. Wokół łąka okolona drzewami. Daleko do ludzkich siedzib. Wymarzone miejsce dla psów, które z różnych powodów straciły swój dom. W tym wyjątkowym miejscu od dwóch lat działa hotel dla czworonogów, którym zawiaduje Artur Lewandowski.
Właściciel zamienił wygodne miejskie życie na mniej komfortowe, ale dzięki temu udało mu się połączyć to, o czym zawsze marzył - pasję udzielania pomocy bezdomnym zwierzętom ze sposobem na zarobkowanie. Pierwsi goście w hotelu to były psy znajomych, którzy wyjeżdżali na wakacje. Taka koleżeńska przysługa. W tej chwili w kojcach są 23 psy. Ich ilość ciągle się zmienia, bo albo zjawiają się nowe, albo znajdują nowego właściciela.
Wycieńczoną sukę Belę wraz… z 10 półtoramiesięcznymi szczeniakami znaleziono w Chwaszczynie. Pan Artur przygarnął całą tę gromadkę. Szczeniaki znalazły dom, ale z ich matką przez pół roku były problemy. Nie była agresywna, ale panicznie się bała, trzęsła, kładła się. Nie chciała patrzeć na ludzi. W tej chwili biega luzem po posesji. Do tej pory jednak nie wszystkim ufa.
Równie tragiczna jest historia Łapy, psa którego znaleziono w centrum Chwaszczyna. Leżał w rowie z otwartym złamaniem łapy. Stąd jego imię. Pomimo ostrej zimy nikt się nim nie zainteresował, z wyjątkiem niepełnosprawnej kobiety poruszającej się na wózku inwalidzkim. Dzwoniła do wielu instytucji. Jedyną, która zareagowała, był żukowski urząd gminy. Powiadomiony o tym pan Artur pojechał po wycieńczonego psa. Długo trwało jego leczenie. Między wybawcą a Łapą jest szczególna więź. Właściciel hotelu uratował mu przecież życie, a pies to wie.
Od ponad roku wśród podopiecznych pana Artura jest także 16-letni pies Dziadek, który błąkał się po lasach w Baninie. Najprawdopodobniej wyrzucony z domu, bo… był stary i chory. Nie słyszy, słabo widzi. Ze swoim opiekunem porozumiewają się na migi. Pani weterynarz stwierdziła, że go nie uśpi, bo warto dać mu szansę. Zwierzęciu, które całe życie służyło człowiekowi, należy się na koniec szacunek i opieka.
Do tych trzech psów pan Artur przywiązał się szczególnie, ze względu na ich tragiczne historie. Może i do nich los się uśmiechnie i ktoś zechce je wziąć pod swój dach?
- Przez niespełna rok współpracowałem z gminą Żukowo w zakresie odławiania bezdomnych zwierząt - powiedział Artur Lewandowski. - W tym czasie znalazłem domy dla 70 dorosłych psów i 10 szczeniaków Beli. W moich działaniach od czasu do czasu wspierają mnie instytucje, urzędy, fundacje. Pomagają też osoby prywatne i wolontariusze. Nieocenionej pomocy udziela weterynarz Sabina Żarnowska. Bardzo często robi to gratis.
Częstym gościem Artura Lewandowskiego i jego żony Aleksandry jest wiceprzewodniczącą żukowskiej rady Ewa Bałon, mieszkanka Sulmina. Łączy ich bezwarunkowa miłość do zwierząt.
- Zaprzyjaźniłam się z nimi, bo to ludzie o dobrych sercach i czystych intencjach, którzy od lat bez względu na okoliczności przygarniają zwierzęta - stwierdziła moja rozmówczyni. - To szlachetna działalność. Bardzo bym chciała, żeby doszło do rozbudowy tego miejsca.
To jest o tyle ważne, gdyż na terenie żukowskiej gminy nie ma schroniska dla zwierząt, więc problem w tej kwestii nie jest rozwiązany. Warto wspomnieć, że wielu pracowników urzędu gminy oferuje swoją pomoc. Na szczególne wyróżnienie zasługuje Lucyna Cybula. Duże znaczenie ma również to, że w żukowskiej gminie nie obowiązuje podatek od psów. Tak zdecydowali radni jednogłośnie.
- Powołaliśmy do życia fundację "Pies szuka domu" - poinformowała Ewa Bałon. - Mam nadzieję, że jej działalność zgromadzi wszystkich bezinteresownie kochających czworonogi. Chcemy pomagać zwierzętom, którym ludzie zgotowali okrutny los. Aby im pomóc, wystarczy przecież tylko trochę serca…
Longina Templin
Obserwuj nas na Google News
Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!
Komentarze