Na początku czerwca 59 podróżników z Szopy udało się w podróż po Europie. Choć ich głównym celem były słoneczne Włochy, po trasie udało się zwiedzić m.in. Pragę.
9 czerwca 2014 roku podróżnicy z Szopy, w sumie 59 osób, wybrali się w swą pierwszą wyprawę zagraniczną. Tuż po godzinie 21.00 autokar z Kielc, wyruszył w stronę Pragi. Na miejsce dotarł następnego dnia ok. godz. 10.00. Tam czekała już przewodniczka, która przez następne 3 godziny oprowadzała turystów po najciekawszych miejscach czeskiej stolicy, m.in. Zamku na Hradczanach, Placu Wacława, Moście Karola, czy też przybliżyła historię zegara astronomicznego Orloj z 1410 r., który znajduje się na Ratuszu Staromiejskim.
Przygoda z Pragą zakończyła się o 21.00. Wówczas rozpoczęła się dalsza część drogi do Rzymu, do którego pielgrzymi dotarli w środę, a dokładnie w jego okolice, do miejscowości Nettuno (ok. 65 km na południe od Rzymu). Przed 16.00 wszyscy zakwaterowali się w hotelu Neptunus (młodzież szkolna - 51 osób, dorośli - 8 osób, w tym opiekunowie i rodzice).
Tak dla ciekawostki należy dodać, że hotel jest własnością i prowadzi go polska rodzina, która osiedliła się we Włoszech 10 lat temu, i jak na razie dobrze sobie radzi. Jeszcze przed obiadem (prawie) wszyscy pomknęli na plażę, żeby się schłodzić i zrelaksować po wielogodzinnej podróży w autobusie. Woda w morzu (M.Tyrreńskie), nawet w godzinach wieczornych sięgała ok. 20 stopni C, a nawet więcej. Dzienna dawka temperatury oscylowała między 35 a 40 stopni C.
Czwartek - punkt pierwszy i najważniejszy całej wyprawy - Bazylika św. Piotra w "wiecznym mieście". Historię i najciekawsze fakty związane z monumentalną budowlą (XVI/XVII wiek) oraz innymi atrakcjami w Rzymie przedstawił ojciec prof. Andrzej Miotk SVD (werbista, historyk kościoła i misji), który od 7 lat mieszka i pracuje w papieskiej stolicy. Nie byłoby może w tym nic dziwnego, ale trzeba nadmienić, że o. Andrzej pochodzi z okolic Mirachowa, a dokładnie z Olszowego Błota. - Prawdą jest zatem, że wszystkie drogi prowadzą do Rzymu, nawet te z niewielkich kaszubskich miejscowości. O. Andrzej wydał m.in. książkę "Dzieje Miotków z Olszowego Błota".
Po wyczerpującym zwiedzaniu olśniewającej bazyliki, był też czas na Bazylikę św. Pawła za Murami - miejsce pochówku świętego Pawła - oraz takie ważne i niezwykłe bazyliki jak Matki Bożej Większej i św. Jana na Lateranie. Nie obyło się także bez Placu Weneckiego, Kapitolu, Fontanny di Trevi, no i Koloseum.
Po prawie dwóch dniach ciężkiej pracy w roli przewodnika, niestety o. Andrzej musiał opuścić rodaków i wrócić do swych codziennych obowiązków.
Sobota - to mała odskocznia od przepięknych obiektów Rzymu. Dzień poświęcony został Pompejom, miastu, które zniszczone zostało przez erupcję wulkanu Wezuwiusz w 79 r. Historię miasta przybliżyła również pani przewodnik - bardzo energiczna i kontaktowa, mimo starszego wieku :). Wędrówka po żywym-martwym mieście także wywarła na wszystkich spore wrażenia. Popiół wulkaniczny utrwalił na wieki nie tylko budynki i przedmioty, ale ludzkie ciała i zwierzęta. Nieprawdopodobne, ale prawdziwe, chociaż na pewno drastyczne i piękne jednocześnie.
Po Pompejach nadszedł czas na drugi etap zwiedzania - wyjazd na wspomniany wulkan Wezuwiusz, który cały czas jest monitorowany, gdyż jest "śpiącym" wulkanem. W każdej chwili może dojść do wybuchu. Droga do bazy przystankowej, która mieści się na wysokości 1000 m, jest bardzo kręta, wąska, ale i niesamowita, jeżeli chodzi o wrażenia widokowe. Krajobraz zapierał dech w piersiach i to nie jeden raz.
Ostatnim elementem soboty był nieplanowany podjazd na Monte Cassino. Niestety, nie udało się wejść do klasztoru, gdyż pracownicy rygorystycznie przestrzegają godzin otwarcia. Nawet minuta spóźnienia uniemożliwia wejście do środka. Za to bez problemu można odwiedzić cmentarz, gdzie spoczywa 1051 polskich żołnierzy, którzy polegli w obronie klasztoru zajętego przez Niemców (rok 1944). Podobnie, jak podczas drogi na Wezuwiusz, tak i na Monte Cassino trzeba niemal "wspinać się" autokarem, żeby dotrzeć na szczyt. - Ale naprawdę warto. Chociażby dla samych widoków na Cassino - miasto u podnóża góry.
W niedzielę niestety przyszedł czas na pakowanie i opuszczenie trzygwiazdkowego hotelu w Nettuno, zaraz po śniadaniu. Celem tego dnia było dotarcie do kolejnego noclegu w Bovolone w prowincji Verony, a przede wszystkim zwiedzenie rodzinnego miasta średniowiecznego ascety św. Franciszka - jakim jest Asyż. To urokliwe i ciche miasteczko, mimo wielu turystów, wywarło także sporo pozytywnych emocji wśród wycieczkowiczów. Kilka faktów nt. życia świętego i samego miejsca przedstawiła pani Zosia Myszka.
Poniedziałek - śniadanie i wykwaterowanie z hotelu Nuovo Sole (trzygwiazdkowy) - czas na Wenecję, ostatni cel podróży. Tutaj także pojawia się pani przewodnik, która w dosyć szybkim tempie oprowadza turystów, gdyż czeka na nią następna grupa... Wenecję odwiedza co roku ok. 22 mln ludzi. To prawie połowa naszego kraju ;). Na Placu św. Marka zaobserwować można było przypływ wody, który jest skutkiem ciśnienia atmosferycznego i silnych wiatrów, a także zobaczyć od środka samą Bazylikę św. Marka. A oprócz tego wejść obowiązkowo na Most Rialto czy popatrzeć na Pałac Dożów.
Poza tym spore zainteresowanie wzbudził ogromny wycieczkowiec, który właśnie opuszczał Venetio. Podobne, nie mniejsze też zaciekawienie wywarła przejażdżka gondolą z rodowitym gondolierem, który przy okazji śpiewał serenady, pokazywał też domy, w których przebywali lub mieszkali znani ludzie, tacy jak Vivaldi, Marco Polo czy słynny zdobywca damskich serc - Casanova. Tak zakończył się pobyt w Wenecji.
O godzinie 17.00 wszyscy siedzieli już w autokarze, który wyruszył w drogę powrotną do Polski. Ta chwila nastąpiła ok. godz. 16.00 następnego dnia, we wtorek, kiedy to ulica w Szopie na chwilę została zatarasowana, gdyż każdy musiał rozprostować najpierw swoje kości, a potem szybko zabrać swoje bagaże.
Podróż może nie dla wszystkich wygodna z racji środka lokomocji, na szczęście obyła się bez problemów i jakichkolwiek innych nieprzewidzianych incydentów. Kierowcy, którzy zmieniali się regularnie, dbali w szczególności o bezpieczeństwo podczas jazdy, ale także starali się spełnić wszystkie punkty wycieczki i zawieźć grupę na ustalone miejsce.
nadesłane/Sabina Lejk
Obserwuj nas na Google News
Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!
Komentarze