Reklama

Temida w opasce z pierza i puchu? Tajemnica "natychmiastowej wykonalności"

31/01/2007 16:57
Kartuski sąd po raz kolejny przesunął rozstrzygnięcie procesu przeciwko mężowi senator Arciszewskiej-Mielewczyk w sprawie niewykonania przez niego prawomocnego wyroku sprzed ponad dwóch lat. Na wczorajszej rozprawie zeznawał przedsiębiorca budowlany, który, na polecenie Krzysztofa Mielewczyka, osobiście odcinał wodę i niszczył kanalizę jego sąsiadom. Poszkodowani właściciele sklepu, zmęczeni przedłużającą się sprawą, mówią o ignorowaniu przez sąd oczywistych faktów.

Krzysztof Mielewczyk, mąż senator Doroty Arciszewskiej-Mielewczyk odciął prąd, wodę i kanalizę małżeństwu Kurowskich, którzy prowadzą sklep tuż obok wjazdu na jego posiadłość. Jak gdyby nigdy nic, zagrodził też wjazd na plac przed pawilonem. Chociaż sklepikarze dowiedli przed sądem, że działania męża ówczesnej pani poseł były ewidentnym bezprawiem, nadal nie mogą doczekać się wykonania wyroku, który nakazywał przywrócenie pierwotnego stanu... i wciąż ponoszą straty.

Wczoraj przed sądem w Kartuzach odbyła się kolejna rozprawa o egzekucję prawomocnego wyroku, jaki zapadł już w listopadzie 2004 roku. Zeznawał Bernard Plocke, przedsiębiorca budowlany, któremu Krzysztof Mielewczyk zlecił najpierw odcięcie Kurowskim kanalizy i wody, a po przegraniu poprzedniego procesu - przyłączenie na powrót - już tylko samego wodociągu.

Wirtualna naprawa

Właściciele sklepu od początku utrzymują, że drugi raz woda nie popłynęła. Dotąd nie mają kanalizacji. Sami doprowadzili sobie prąd. Przed wczorajszą rozprawą spodziewali się końcowego postanowienia, na mocy którego mogli by odzyskać pieniądze i poczucie, iż żyją w państwie prawa.

Sędzia prowadząca sprawę, zadając pytania świadkowi, interesowała się przebiegiem prac przy ponownym podłączaniu wody. Bernard Plocke, na wniosek Kurowskich zeznający pod przysięgą, przyznał, że nie sprawdził, czy woda dochodzi do sklepu. "Usłyszałem szum wody w rurze i uznałem, że płynie" - oświadczył. Nie upewnił się, bo "nie było nikogo na posesji". Według Kurowskich, w spożywczaku, do którego zresztą pracownicy firmy budowlanej chodzili po piwo, znajdowała się wówczas obsługa.

Bernard Plocke był świadkiem powołanym przez Krzysztofa Mielewczyka. Przedstawione przez budowlańca faktury miały udowodnić, że prace przy naprawianiu szkód zostały rzeczywiście wykonane. W dokumentach jednak widnieją jedynie "usługi budowlane" - nie ma wyszczególnionego zakresu robót.

Powiedział, że mam robić

Przedsiębiorca z Redy zapewniał sąd, że kiedy otrzymał polecenie od właściciela majątku Borcz, by pozbawić Kurowskich przyłączy, próbował przekonać Mielewczyka, że nie jest to w porządku.

- Powiedział, że mam to zrobić - tłumaczył się Plocke. - Później, kiedy musiałem to naprawiać, człowiek się śmiał, bo okazało się, że była to niepotrzebna praca.

Fakt, iż Kurowscy nadal nie mają sprawnej kanalizy i wodociągu, znany był sędzi Elżbiecie Drapińskiej, prowadzącej sprawę, już we wrześniu, kiedy przeprowadzono w Borczu wizję lokalną. Według sklepikarzy sędzia zwracała się do obecnego na miejscu Krzysztofa Mielewczyka z wyraźną życzliwością, która kontrastowała ze stosunkiem do pozostałych osób. W protokole zapisano, iż nie zgodziła się na propozycję Mirosława Kurowskiego, by wykopać dół i sprawdzić, jak wygląda miejsce, gdzie doszło do odcięcia wody.

W czasie wizji sędzia oglądała również wjazd na plac przed sklepem, który Krzysztof Mielewczyk, właściciel firmy "Pierze i Puch", nakazał zagrodzić płotem. Do dziś straszy tam jeden ze słupów postawionych przez Mielewczyka.

Przy okazji robót prowadzonych na zlecenie męża pani senator "zniknęły" trzy kamienie graniczne z działki Kurowskich. Kartuska prokuratura umorzyła postępowanie w tej sprawie.

Ile kosztuje "natychmiast"?

Wczoraj sędzia kartuskiego sądu odroczyła postanowienie w sprawie Kurowskich do 6 lutego. Właściciele sklepu czekali na rozprawie na ogłoszenie wykładni prawnej "rygoru natychmiastowej wykonalności". Zwrócili się o nią do sądu w grudniu. Wczoraj z ust sądu nie padło na temat tego wniosku ani jedno słowo. Wyrok "natychmiast wykonany" miał zostać w listopadzie 2004 roku.

Kurowscy mają pięcioro dzieci. Na głowie sklep, który od czasu zagrodzenia terenu naokoło płotem, zablokowania wjazdu i odcięcia mediów, przynosi coraz mniejsze dochody. Twierdzą, że brakuje im czasu, żeby podliczyć straty, ale wiedzą na czym do tej pory ponoszą szkodę.

- Sam zrobiłem odstojnik do ścieków, bo kanaliza nie działa, co jakiś czas płacę za wywóz szamba - wylicza Mirosław Kurowski. - Wodę i prąd musiałem ciągnąć naokoło. A gdzie szarpanie się w błocie z samochodami, które nie mogły podjechać pod sklep? Jesteśmy już zmęczeni, ale jak przyjdzie co do czego, policzymy wszystko z odsetkami.

Pierze czyni cuda

Kilka tygodni temu kartuski nadzór budowlany, działając na wniosek Krzysztofa Mielewczyka stwierdził w piśmie, że woda z działki Kurowskich zalewa teren należący do "Majątku Ziemskiego" męża pani senator. Jest to o tyle ciekawe, że pracownik nadzoru wykonujący kontrolę, zapisał w protokole, iż woda z działki Kurowskich "nie wpływa" na sąsiedni teren.

Podczas gdy jedni urzędnicy przejawiają wyjątkową gorliwość, inni zapominają o swoich obowiązkach. Przykładem jest wójt Somonina, któremu RIO wytknęła niepobieranie podatku od nieruchomości od hotelu prowadzonego przez Krzysztofa Mielewczyka. Pieniądze z działalności gospodarczej nie zasilały gminnego budżetu przez cały 2004 rok. Wyniki kontroli opisywane w prasie lokalnej pozostały bez jakiejkolwiek reakcji ze strony prokuratury.

Sklepikarze z Borcza twierdzą, że nie mogą sobie "odpuścić", choć cała rodzina na dźwięk słowa "sąd" dostaje gęsiej skórki. Wierzą, że sprawiedliwość zwycięży, mimo że w Kartuzach najwyraźniej ugina się pod ciężarem pierza i puchu.

Janusz Świątkowski
Aplikacja na Androida

Obserwuj nas na Obserwuje nas na Google NewsGoogle News

Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!

Reklama

Komentarze opinie

  • Awatar użytkownika
    Robert Gembal - niezalogowany 2007-02-01 11:49:54

    Gratuluję konsekwencji w obnażaniu niesprawiedliwości! Dowiedziono tej nieprawości przed sądem. Sąd to uznał, ale nasze państwo nie radzi sobie jeszcze z egzekucją prawa w imię sprawiedliwości. Tu póki co nie chce się słyszeć słów piosenki Janerki "do góry głowa, niech słoń się schowa"!

    odpowiedz
    • Zgłoś wpis
  • Awatar użytkownika
    bdp - niezalogowany 2007-02-01 08:48:23

    Nie wiem co tutaj ma do rzeczy sędzia. Arciszewską stac na najlepszych prawników, którzy doskonale wiedzą jak przeciągac tego typu sprawy, chocby powołując wciąż nowe dowody. To prawo jest niekonsekwentne. A szukanie winnych w postaci sędziów to zbytnie trywializowanie całej sprawy. Swoją drogą nie wiem czy państwo Kurowscy korzystają z pomocy adwokata, jeśli nie, to sprawa może jeszcze trochę potrwac.

    odpowiedz
    • Zgłoś wpis
  • Awatar użytkownika
    kaz - niezalogowany 2007-01-31 23:50:50

    Przeczytałem ten esej i gdzie tu przekręt. Sądze , ze w większosci krajów, w tym w USA można być właścicielem 1/3cześci, co oznacza że się jest współwłaścicielem i w przypadku np sprzedaży otrzyma się 1/3 część sumy. Jestem stałym klientem ewidencji gruntów ( praca projektanta) i takie wpisy są normalne. Hipoteka była obciążona, komornik (działający w imieniu wierzyciela) sprzedał 1/3 własności, dzięki temu zaspokoił roszczenia (tak sądzę), zatem skoro je zaspokoił to wpis został usunięty. Jakieś podteksty o blondynkach jedynie obniżają wiarygodność tego artykułu.

    odpowiedz
    • Zgłoś wpis

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.



Reklama

Wideo Kartuzy.info




Reklama
Reklama
Reklama
Reklama
Najnowsze wiadomości