Reklama

Walka o przetrwanie naszych jezior

26/11/2005 12:14
25 listopada 2005 r. w siedzibie Zarządu Kaszubskiego Parku Krajobrazowego w Kartuzach odbyła się kolejna konferencja, której najważniejszym tematem jest ratunek pięknych Jezior Raduńskich przed katastrofą ekologiczną. Na spotkanie to jego gospodarze, w osobach starosty kartuskiego, Janiny Kwiecień i pracowników naukowych gdańskich uczelni, dr Hanny Mazur-Marzec (UG) i dr Bogusława Nedoszytko (AM), zaprosili przedstawicieli samorządów, instytucji zajmujących się ochroną środowiska, związków i stowarzyszeń działających proekologicznie, a także dzierżawcę jezior, jakim jest firma "Radbur" z Somonina.

Osobą, dla której czystość naszych jezior to wręcz cel w życiu jest niewątpliwie dr Nedoszytko. Stara się on zaszczepić w każdym swojego bakcyla, ale jak widać z praktyki naród mamy strasznie oporny. Poświęcając swój czas i nierzadko pieniądze, jeździ , walczy i głosi "ekologiczne" słowo tam, gdzie chcą go wysłuchać. To on tak naprawdę inicjuje głównie wszelkie tego typu spotkania i cieszyć się należy, że ma choć sprzymierzeńca w osobie starosty kartuskiego. Na liście obecności wczorajszego spotkania widziałem wpisane wcześniej nazwiska wszystkich wójtów i burmistrzów naszego powiatu. Widać, że nie zapomniano ich zaprosić. Cóż jednak z tego, skoro solidarnie wypięli się na organizatorów i tematykę spotkania, i chyba tylko grzecznościowo przysłali swoich przedstawicieli, także takich nie do końca przygotowanych merytorycznie. Szkoda, ale pocieszające jest to, że już niedługo są wybory i każdemu z obecnych włodarzy, któremu w kampanii przyjdzie pomysł zasłaniać się sprawami ekologii wypomnę owo zainteresowanie. I to głośno!

Ekologia to temat, który jest niezwykle modny , a jednocześnie traktowany jak AIDS lub inne nieuleczalne schorzenie. Włodarze gmin chwalą się często wybudowanymi oczyszczalniami ścieków (wiele z nich funkcjonuje niewłaściwie), kilometrami kanalizacji (awaryjność i tu często spotykana - przykład somonińskiej fuszerki w Borczu nie jest wyjątkiem), ale tak naprawdę robią niewiele, aby nasze środowisko, a przez to piękne jeziora służyły następnym pokoleniom. Czasami odnoszę wrażenie, że w samorządach polityka - "po nas choćby i potop" - jest na porządku dziennym. Frekwencja włodarzy na wczorajszym spotkaniu jest tego chyba wymownym przykładem. Katastrofa, która grozi naszemu środowisku nie jest dla nich aż tak ważna, jak na przykład spotkanie z księdzem biskupem czy znanym aktorem… Nie ubliżam tu ani biskupom, ani aktorom, ale chcę pokazać atmosferę i doniosłość sytuacji widzianą oczami tych, którzy już za kilka miesięcy będą bić się o nasze głosy. Te słowa krytyki padły z moich ust także podczas i wczorajszej konferencji, gdyż wg mnie dewastacja środowiska odbywa się na oczach i za cichym przyzwoleniem samorządów. Rozwój turystyki za wszelką cenę, aby spływała do gmin kasa… Nie tędy droga mości panowie. A przedstawiciel jednego z włodarzy, dla którego warstwa gliny i glinu to jednakowa warstwa, utwierdził mnie tylko w przekonaniu, że często w samorządach sprawami ekologii zajmują się dyletanci. I może dlatego właśnie tak krytycznie podchodzę do polskiej samorządności, jako do czegoś, co rządzi się tak naprawdę przypadkiem. Wierzę jednak w tych, dla których ochrona środowiska to misja. Tacy ludzie wczoraj byli tam także i to jest budujące.

Pierwszym zagadnienie jakim zajął się dr Nedoszytko były wszechobecne, wręcz posiadające już kaszubskie obywatelstwo, sinice, których nikt i nigdy tu nie zapraszał, a które pojawiają się corocznie. Pojawiają się głównie dzięki ludzkiej głupocie i bezmyślności. Nie będę relacjonował wykładu pana doktora bo zajęłoby mi to sporo czasu, ale spróbuję przedstawić w skrócie istotę problemu.

SINICE to klasa prokariotycznych organizmów jednokomórkowych, kolonijnych lub tworzących prymitywne, nitkowate plechy; w cytoplazmie sinic występują rozproszone barwniki fotosyntetyzujące nadające im barwę od niebieskiej do czerwonej, zwykle niebieskozieloną. Rozmnażają się tylko wegetatywnie. Sinice są uważane za najstarsze organizmy kopalne, znane już z prekambru; współcześnie jest znanych ok. 1500 gat. zebranych w ok. 160 rodzajów; żyją w wodach (zwł. słodkich), glebie i in. wilgotnych siedliskach (m.in. w śniegu i termach do 90°C), niektóre endofityczne; przeważnie fotoautotrofy, przy niedostatku światła mogą pobierać związki org., a niektóre gat. (bezbarwne, dawniej uważane za bakterie siarkowe) są chemoautotrofami; ponad 20 gat. (z rodzajów anabena, trzęsidło i in.) ma zdolność przyswajania wolnego azotu. Sinice mają duże znaczenie w przyrodzie jako organizmy pionierskie oraz ze względu na obfitość występowania; jednak przez masowy rozwój i rozkład mogą doprowadzić do niekorzystnego ubytku tlenu rozpuszczonego w wodzie; niektóre gat. mogą działać toksycznie na zwierzęta i ludzi (!), zakwity sinic wskazują na nadmierną żyzność jezior (eutrofizacja). Sinice są hodowane na polach ryżowych w celu użyźniania gleb i w masowych kulturach (Spirulina) jako źródło białka i in. biologicznie wartościowych substancji.

Ich fatalne oddziaływanie na nasze jeziora i często na nas samych powoduje, że turystyka nad jeziorami może powoli zamierać. Bo który turysta chciałby kąpać się w zbiorniku, który nie dość, że ma podejrzane barwy, nie jest klarowny to jeszcze kąpiel w nim powoduje skórne (i nie tylko) sensacje? Który z wędkarzy będzie chciał przesiadywać godzinami nad wodą w oczekiwaniu na jakąkolwiek rybkę…? Człowiek robi wiele, aby rozwój sinic był jak największy, a więc strzela sam do własnej bramki …Głupota? Bezmyślność? Często tak, ale także brak wiedzy i wspomniana urzędnicza bezczynność. Bo jeżeli wiemy, że za wylewanie nieczystości z domku wprost do jeziora nic nam nie grozi i mało tego, nic za to nie płacimy to czegóż więcej…? A takich domków nad jeziorami są setki, jak nie tysiące. Nie dość, że wiele z nich stoi bez żadnych zezwoleń i wbrew prawu jakie obowiązuje na terenie naszego Parku Krajobrazowego, to jeszcze ich szalety i śmietniki to tylko marne atrapy. Prawie całe lato spędzałem nad jeziorami z aparatem w ręku tropiąc eko-bandytów. I co? I nic. Odpowiednie służby wszystkich samorządów wykazywały tylko swoją niemoc. Do dzisiaj czekam na odpowiedź ze Starostwa dotyczącą nielegalnych budów, braku pozwoleń wodno-prawnych itp. itd. Czekam, czekam i się zapewne nie doczekam. Bo rolą urzędnika jest znać ustawy, umieć parzyć kawę i znać swoje pobory. I to już wystarczy, aby raz na rok otrzymać za to nagrodę pieniężną. Kto by tak nie chciał…? Może niektórzy z owych urzędników poczują się urażeni moimi słowami, ale jak wiadomo każda reguła ma wyjątek i może ci oburzeni to owe wyjątki. Jeżeli pojadę z niedozwoloną prędkością to pan policjant dowali mi mandat i w prezencie ofiaruje jeszcze karne punkty. Jeżeli jednak popełnię przestępstwo lub wykroczenie wynikające z ustawy "Prawo budowlane" czy też "Prawo wodne" to grozi mi doprawdy niewiele, mimo, że ustawy te nie są wcale aż tak liberalne, jak urzędnicy z terenu kartuskiego powiatu. No tak, ale jak karać kogoś z domku nad jeziorem, skoro to nierzadko także urzędnik, prokurator, lekarz, a nawet duchowny (tych ostatnich widziałem ostatniego lata aż dwóch, jak przed swoimi nielegalnymi domkami używali słońca w towarzystwie młodych i skąpo ubranych parafianek - dla ciekawskich, byli to duchowni z gdyńskich parafii). Ksiądz też człowiek, ale czy jego prawo nie dotyczy? Jego i prokuratora tym bardziej! Tak mi się przynajmniej wydaje…

Na zakończenie konferencji jej uczestnicy podjęli następujące wnioski na przyszłość:
- potrzeba częstego monitoringu Jezior Raduńskich przy współudziale instytucji samorządowych wszystkich szczebli, jak również instytucji naukowych, które swoją pomoc deklarują od dawna
- szczególne zwrócenie uwagi (badania, kontrole itp.) na Jezioro Ostrzyckie, jako te najbardziej zagrożone
- badanie obecności toksyn sinicowych w Raduni i zbiorniku Straszyn (wodę tą piją gdańszczanie - smacznego)
- edukacja, edukacja i jeszcze raz edukacja wśród najmłodszych, młodych i tych starszych

Zwrócono się również do mediów z prośbą o pomoc w tym zakresie. Do końca konferencji zostało nas niewielu z tych piszących, ale nie wierzę, że dla tak słusznej inicjatywy któryś z redaktorów naczelnych powiedziałby nie. Nasz Portal zgłosił swoją gotowość "od zaraz". Możemy się pochwalić, że ekologia jest bliska naszej Redakcji, a tematy które poruszaliśmy i poruszamy zawsze wzbudzały ciekawość czytelników. O to wszak chyba chodzi? Nie można "głaskać" urzędników tylko za to, że są dobrym reklamodawcą, a tak niewiele robią z tego, co do nich należy. Do zadań własnych gminy, zgodnie z ustawą, należy między innymi:

"Art. 7. 1. Zaspokajanie zbiorowych potrzeb wspólnoty należy do zadań własnych gminy. W szczególności zadania własne obejmują sprawy:
1) ładu przestrzennego, gospodarki nieruchomościami, ochrony środowiska i przyrody oraz gospodarki wodnej,"

Szanowni urzędnicy, może czas realizować ustawy, a nie tylko mówić o tym, że nie ma pieniędzy i kadr, parząc kolejna kawę…?

Gdy naście lat temu pisałem swoją pracę magisterską na temat czystości wód pewnej rzeki, mój profesor z UMK, autorytet nie tylko w skali kraju, rzekł mi wówczas - "Polacy nauczą się ekologii chwilę przed własną śmiercią, gdy zrozumieją ile sobie złego uczynili". Twierdzę, że miał rację. Jednak dzięki takim pasjonatom jak mój promotor, dr Hanna Mazur-Marzec, dr Bogusław Nedoszytko i wielu, wielu innym można mieć nadzieję, że Polak choć raz okaże się mądry przed szkodą, a nie jak zwykle po.

Kolejna konferencja odbędzie się 25 kwietnia w Domu Rzemiosła w Kartuzach.

JanuSzczepański
[email protected]
Aplikacja na Androida

Obserwuj nas na Obserwuje nas na Google NewsGoogle News

Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!

Reklama

Komentarze opinie

  • Awatar użytkownika
    szpieg - niezalogowany 2005-12-02 09:31:21

    Szczepański przyszedła i pewnie jezior nie oczyści, ale powytakać to i tamto może bo tak ma, a może ktoś zwróci uwagę na to co gada? a MGG jest 16 lat przy sterze i to właśnie z UG w Kartuzach pani nie odróżniła wartswy gliny od warstwy glinu... a przecież wpływ na obsadę stanowisk w UG ma właśnie ów MGG i jakby nie patrzeć krąg zawsze zamyka się wokół niego, ale fakt - ja mam obsesję na jego punkcie, ale cóż każdy ma swoich idoli :P 8)

    odpowiedz
    • Zgłoś wpis
  • Awatar użytkownika
    karolajna - niezalogowany 2005-12-02 09:18:04

    o właśnie, proszę nas(forumowiczów) uświadomić... bo do urzędu to i owszem się wybrałam, nie tylko raz i .... tajemnica państwowa, nikt pary z gęby nie puszcza, czyli nic się nie dzieje albo jakieś super tajne zabiegi są przeprowadzane :? ależ on trwa, do dobrych kilkunastu lat!!! widać efekty, widać... do takiej ilości zanieczyszczeń jaka tam spływa tp już tylko GREENPEACE a nie żółta łódź podwodna... sam nie da rady oczyścić, ale przyczyni się z pewnością do pozytywnych działań w tym kierunku. Gul Ci skacze std co? zazdrościsz wyższego?, na dodatek kierunkowego -> dlatego to On jest na takich zebraniach, a nie Ty? odpowiedz sobie...

    odpowiedz
    • Zgłoś wpis
  • Awatar użytkownika
    std - niezalogowany 2005-12-02 08:21:20

    No jasne! Jakże by mogło zabraknąć czegoś o MGG... przecież to napewno on zanieczyścił nasze jeziora przez ostatnie 50 lat .... A może by tak podejść czasami do działów ochrony środowiska naszych urzędów i zapytać się co się robi w tym zakresie? Bo czytałem ostatnio co nieco o przygotowaniach do oczyszczania Jez. Klasztornego. Zdaje się, że proces oczyszczania jezior nie będzie mógł przebiec z dnia na dzień, z hucznymi (jak Pan by wolał) fajerwerkami. A ta sama konferencja o problemie degradacji Jezior Raduńskich była z udziałem tych samych uczonych i tych samych przedstawicieli władz gmin i powiatu zorganizowana w poprzednim roku. I co? I nic. No ale jak Szczepański w końcu przyszedła to jutro jeziora będą czyste.

    odpowiedz
    • Zgłoś wpis

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.



Reklama

Wideo Kartuzy.info




Reklama
Reklama
Reklama
Reklama
Najnowsze wiadomości